recenzja teatr

Kronika zmian | Icchok Baszewis Singer, Dziedzictwo, reż. Robert Talarczyk [recenzja]

„Dziedzictwo” w reżyserii Roberta Talarczyka jest opartą na prozie Icchoka Baszewisa Singera sagą wpisaną w nieuchronne przemijanie. Opowieścią o tym, co odchodzi na zawsze, ale i o tym, co mimo wszystko – z nas i w nas – pozostaje. O spektaklu wieńczącym obchody 75-lecia Teatru Żydowskiego w Warszawie pisze Przemysław Poznański.

„Dziedzictwo”, fot. Przemysław Jendroska / materiały prasowe

Sceniczna opowieść, rozpięta między klęską powstania styczniowego a początkiem XX wieku, oparta jest na dwóch powieściach tworzącego głównie w jidysz pochodzącego z Polski Noblisty, „Dworze” (1967) i „Spuściźnie” (1969), które stanowią de facto całość, osnutą wokół losów żydowskiej rodziny Kalmana Jacobiego. Czas tej opowieści ma tu istotne znaczenie – oto bowiem jesteśmy świadkami końca stałego i niezmiennego dotąd układu, w którym istniały dwa światy: jeden z nich był światem polskiej szlachty, właścicieli majątków, drugi – żyjącej obok, a przecież osobno, społeczności Żydów, z ich własną tradycją, zwyczajami, językiem.

A jednak upadek powstania sprawia, że te niezależne dotąd światy zaczną się przenikać, wchodzić w interakcje, trzeć o siebie, prowadząc do zmian nieodwracalnych – do zbudowania trzeciego świata, choć może raczej rzeczywistości pogrążonej w ciągłym przyciąganiu obu składowych, częściowym ich przenikaniu, ale i odpychaniu, wszędzie tam, gdzie przeciwieństwa będą nie do pogodzenia. Doskonale ujrzymy to w „tańcu”, w jaki raz po raz wprawi postaci choreograf Jakub Lewandowski – każdy ruch, każda figura sugeruje tu konflikt, a zarazem chęć zbliżenia, niekiedy nawet próbę niemożliwego jednak często porozumienia. Światów i ludzi.

W nowej rzeczywistości

Gdy dziedzic Jampolski (Rafał Rutowicz) trafia za udział w niepodległościowym zrywie na zsyłkę, jego majątek dostaje w dzierżawę Kalman Jacobi (Robert Talaczyk, rolę tę naprzemiennie gra też w innych przedstawieniach Jerzy Walczak), który korzysta z nadarzającej się okazji na dobrą inwestycję. To pierwsza ze zmian, pierwsze naruszenie dotychczasowego status quo, pierwsze wyjście Jacobiego poza obręb swojego hermetycznego świata. Oto lekceważony dotąd przez Polaków i carskich dygnitarzy Żyd stanie się jednym z tych, którzy będą decydować o nowym kształcie popowstańczej rzeczywistości. Jednym z tych, który – jak powie Jampolski – w przeciwieństwie do Polaków potrafią zamienić błoto w złoto.

Jakim kosztem? Jacobi zarobi fortunę, pozostając wiernym tradycji Żydem, ale przecież interesy wymagać będą układów z Żydami zasymilowanymi, czy przechrztami, jak choćby z Wallenbergiem (Henryk Rajfer). To drobne ustępstwo, ale w tym świecie każda zmiana pociąga za sobą kolejną i jeszcze jedną. Musi to doprowadzić do częściowego przynajmniej rozkładu dotychczasowego, tradycyjnego systemu wartości, którego orędowniczką pozostanie najdłużej chyba bogobojna żydowska kobieta, żona Kalmana, Zelda (Ewa Dąbrowska).

„Dziedzictwo”, fot. Przemysław Jendroska / materiały prasowe

Przekraczanie granic

Te dwa światy w przedstawieniu w reżyserii Roberta Talarczyka rozdziela szyba: przezroczysta, a przecież nieprzenikalna. Przed szybą mamy dwór, za szybą społeczność żydowską – codzienną, ale i mistyczną. Fizycznie odczuwamy więc, jak ważki, jak odważny krok zrobić musi Jacobi, by przecisnąć się przez wąską przestrzeń, pozwalającą przekroczyć tę niewidzialną, a przecież fizycznie istniejącą barierę.

Tłem minimalistycznej scenografii Dagmary Walkowicz-Goleśny jest mur przypominający Ścianę Płaczu, na samej scenie znajdziemy nieliczne rozrzucone kamienie, które staną się domyślnymi elementami ruin różnych zniszczonych bezpowrotnie miejsc i międzyludzkich relacji. Zmienia się tylko (i aż) obraz wyświetlany na bocznych panelach, symbolicznie ukazując upływ czasu. Szyba dzieląca scenę pozostanie tu do końca, niezauważana lecz trwała – szklana przegroda pokazująca de facto, że zmiany społeczne, obyczajowe, polityczne, których będziemy świadkami, wcale nie muszą prowadzić i – jak pokaże historia – nie doprowadzą do ostatecznego zatarcia granic.

Szukanie swojego miejsca

Tę, rozpisaną na kilka dekad, dwutomową opowieść Singera Robert Talarczyk (jako reżyser, ale i współscenarzysta – wraz z Remigiuszem Grzelą) potrafi opowiedzieć w niewiele ponad dwie godziny, nie tracąc jednak nic z przesłania i skomplikowanego rysu postaci, nie pędząc, dając czas na wybrzmienie poszczególnych scen – zastosuje bowiem teatralną magię, w której niejednokrotnie wystarczy jeden krok, by przenieść opowieść o tygodnie, a nawet lata w przód, by przekroczyć granicę dwóch światów, a otrzymany przed szybą dokument dzierżawy, za szybą zmienić w list zyskujący zupełnie inne znaczenie.  

Dzięki temu otrzymujemy poruszającą, bo dającą czas na refleksję, rozpisaną na lata kronikę nieodwracalnych społecznych i obyczajowych zmian przełomu XIX i XX wieku, zachodzących zarówno w świecie sztetli, jak i w całej Polsce pozostającej pod zaborem rosyjskim. To zmiany przełomowe, dziejowe, a przecież w przedstawieniu rozgrywające się przede wszystkim w mikroprzestrzeniach, których bohaterowie dokonują małych, bo indywidulanych wyborów. Ta kronika zmian ułożona jest bowiem z historii ludzki, którzy często wychodzą poza przypisane im role, szukają swojego miejsca w rzeczywistości stawiającej przed nimi wyzwania lub szanse.

„Dziedzictwo”, fot. Przemysław Jendroska / materiały prasowe

Przyszłość i przeszłość

Bohaterowie Singera/Talarczyka/Grzeli nie są demiurgami, ich wybory są intymne, osobiste, prywatne. Singer, a za nim twórcy spektaklu, najlepiej pokażą to na przykładzie losów czterech córek Kalmana i Zeldy, które – jak choćby najmłodsza Cipełe (Lena Wiciak – dziewczynka, Monika Soszka – dorosła) – albo pozostaną wierne tradycji (choćby poprzez podanie się aranżowanemu małżeństwu), albo – jak Miriam-Liba (Adranna Kieś) – wybiorą drogę najbardziej radykalną: zerwanie z tradycją, porzucenie własnych korzeni, albo – jak Szajndł (Sylwia Najah), żona Azriela (Daniel Antoniewicz), który zostanie psychiatrą w Warszawie – pozostaną emocjonalnie i psychicznie rozdarte między dwiema rzeczywistościami, między dwoma światami.

I chociaż „Dziedzictwo” jest opowieścią o świecie dziś już nieistniejącym – nie da się bowiem powstrzymać przemijania, nie da się zatrzymać zmian, wpisanych przecież także w tryby koła dziejów, ani ludzkie pragnienie szczęścia – to jest też opowieścią o tym, co mimo wszystkich zmian wynikających tak z naszych wyborów, jak i z tego, co niesie Historia, pozostaje w nas niezmienne. To tożsamość, owa niezbywalna spuścizna. Pamięć. Głos Przeszłości wybrzmiewający w końcowym monologu Gołdy Tencer (po polsku i w jidysz).

Singer – znany, przypomniany  

Ale jest też „Dziedzictwo” czymś jeszcze – jest przypomnieniem o kulturowej spuściźnie, którą często pomijamy. Twórczość Singera, choć ceniona i znana, nie funkcjonuje w zbiorowej świadomości na równi z dziełami, którym dorównuje w panoramicznym opisie dziejów naszego kraju i nas samych –  „Nocom i dniom” Marii Dąbrowskiej, „Ziemi obiecanej” Władysława Stanisława Reymonta, czy „Lalce” Bolesława Prusa. Przedstawienie w Tatrze Żydowskim przywraca – przynajmniej częściowo – dzieła Noblisty naszej zbiorowej pamięci, naszemu polskiemu dziedzictwu. 

Icchok Baszewis Singer, Dziedzictwo, reż. Robert Talarczyk
Scenariusz Remigiusz Grzela, Robert Talarczyk
z wykorzystaniem pomysłu K. T. Toeplitza
Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie
Recenzja z przedstawienia premierowego, 30 stycznia 2026

Bilety

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej