W prozie Joanny Rudniańskiej granice wyznaczane przez kordony żołnierzy, gęsty las czy szklane ściany okazują się niedorzecznością w obliczu wspólnoty doświadczeń, cierpienia i siły empatii. O „Obudziłam się zimną nocą” pisze Przemysław Poznański.

Są w powieści Rudniańskiej takie przedmioty, które łączą i takie, które dzielą. Dzieli wielki ekran, dający jedynie ułudę bliskości tego, co na nim widać. Łączą za to przedmioty codziennego użytku, w tym choćby suszarka do włosów – porzucana, znaleziona – poprzez prostotę swojego działania stanowiąca pomost między światami.
Takie pomosty są konieczne, bo w powieści aż roi się od podziałów. Przebiegają one na wielu poziomach i zawsze są opresyjne. Są pochodną ideologii, polityki, religijnego fundamentalizmu, ale i z braku porozumienia w sprawach codziennych. Niszczą, zabijają, przynoszą cierpienie, odbierają nadzieję. Pozostają jednak faktem, który wystawia na próbę nasze człowieczeństwo. Możemy stać bezpiecznie po swojej stronie elektronicznej ściany, na której wyświetla się nam ludzkie cierpienie, albo przekroczyć tę sztucznie wyznaczoną linię – udowadniając, że tam, gdzie cierpi drugi człowiek, strona może być tylko jedna.
W roli tej drugiej
Tak robi jedna z bohaterek „Obudziłam się zimną nocą” – rzuca kamerę, którą filmuje w mroźnym lesie próbujące przekroczyć granicę matkę z córką i bierze zmarzniętą dziewczynkę na ręce. Wychodzi z roli obserwatorki. Nie chodzi nawet o deklarację, że brak reakcji wobec zła jest także formą wyboru, ale o postawienie się w roli drugiej osoby, de facto bycie nią choć przynajmniej przez tę krótką chwilę.
Bo powieść Rudniańskiej nie ma rysu publicystycznego, nie jest komentarzem do konkretnej sytuacji czy zdarzenia jednoznacznie przyszpilonego do mapy lub osi czasu. Choć rozgrywa się w przygranicznej Strefie (kwadrat LG54), gdzieś, gdzie ludzi dzieli się na miejscowych i tych, którzy chcą się przedostać, a więc w rzeczywistości dającej się dopasować do tego, co znamy, o czym słyszymy, to przecież powtarzalność historii świata sprawia, że opowieść ta może być zarazem dystopią, jak i pożółkłą kartką wyrwaną z zakurzonego kalendarza.
Ocalić wartości
Na pewno jest opowieścią uszytą z empatii, zanurzoną w dwóch przeplatających się narracjach, które stają się swoim dopełnieniem, a w zasadzie potwierdzeniem. Podobieństwo emocji, a często ich tożsamość, sprawia, że zaciera się być może najistotniejsza granica: między bohaterkami, między tą, która budzi się zimną nocą i wyciąga rękę, aby dotknąć śpiącego obok dziecka, a drugą, podobnie chcącą czuwać nad bezpiecznym snem swojego dziecka. Nawet jeśli jedna z nich budzi się w zaśnieżonym lesie, a druga w sypialni własnego domu.
Rudniańska nie zrównuje ich indywidualnych doświadczeń. Wprost przeciwnie – w warstwie retrospektywnej historie obu kobiet się diametralnie od siebie różnią. Ta, która chce się przedostać przez strzeżoną granicę, stara się ratować siebie i dzieci przed śmiercionośnym dyktatem nienawiści wobec kobiet i odmowy do prawa wyboru sposobu, w jaki chce się żyć, niepokój drugiej ma odmienne podstawy. Ta druga ma cztery ściany, ta pierwsza w każdej chwili może być ofiarą pushbacku. Ale w tej intymnej prozie psychologicznej, owym raporcie z przekraczania fizycznych i mentalnych granic, wspólna pozostaje chęć ocalenia najważniejszych wartości, w tym ludzkiej godności – w obliczu przemocy, braku nadziei, śmierci.
Joanna Rudniańska, Obudziła się zimną nocą
Nisza, 3 listopada 2025
ISBN: 9788366599987
On the same side | In Joanna Rudniańska’s prose, the boundaries marked by cordons of soldiers, dense forests or glass walls prove absurd in the face of shared experiences, suffering and the power of empathy. Przemysław Poznański writes about „Obudziłam się zimną nocą” (I Woke Up on a Cold Night).

