wywiad

Sylwia Winnik: To także opowieść o mnie, o moim ocaleniu | Rozmawia Przemysław Poznański

Pisanie też może ocalać, jeśli włoży się w powieść spory kawałek siebie. Jestem tak naprawdę trzecią bohaterką tej powieści. Też ocalałam – po trudnych chwilach, przez które w ostatnich latach przeszłam – mówi Sylwia Winnik, pisarka, reportażystka, autorka powieści „Ocalona”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.

Sylwia Winnik, fot. Karolina Szukała

Przemysław Poznański: Czy myślisz, że zadaniem literatury jest ocalać? Ocalać trudne karty historii od zapomnienia?

Sylwia Winnik:Na pewno. Od początku w swoich książkach poruszam temat II wojny światowej i bardzo często słyszałam od czytelniczek, czytelników, że oddając głos bohaterkom „Dziewcząt z Auschwitz”, czy pokazując los dzieci podczas wojny w „Dzieciach z Pawiaka”, ocalam pamięć o tamtych wydarzeniach i o ludziach. Te historie, raz zapisane, stają się trwałe, a tym samym ocalone. Gdy się teraz zastanawiam nad twoim pytaniem, widzę, że w przypadku moich książek opartych na faktach dzieje się rodzaj magii, polegającej na tym, że indywidualne historie, które opisuję, rzeczywiście wymagają ocalenia, bo są często nieznane, zapomniane, albo nie były opisane nigdy tak szeroko, jakby na to zasługiwały. Dotyczy to wspomnianych już książek, ale też choćby „Kurierki z Tatr”, czyli opowieści o Helenie Marusarzównie, do której materiały zbierałam podczas rozmów z jej rodziną i przyjaciółmi. Okazało się, że gdy zaczęłam drążyć, pogłębiać temat, odnajdywałam i ocalałam nie tylko fakty, ale też prawdziwe portrety psychologiczne bohaterów, prawdziwe emocje.

Pytam o to w kontekście twojej najnowszej powieści, bo poprzez historie twoich dwóch głównych bohaterek pokazujesz w niej przynajmniej dwa aspekty ocalenia. Niemal stuletnia Letycja jest była więźniarką Auschwitz, której udaje się przy pomocy Grety, studentki historii, ocalić własne wspomnienia. Greta z kolei, dzięki tej relacji, ocala siebie, odnajdując radość życia utraconą po śmierci matki i po wszystkich – jak piszesz – „zwęglających ją” miłościach.

Ich historie i ocalenia zazębiają się. Ale powiem więcej: każda z nich musi ocalić siebie na swój sposób i jednocześnie ocalić się przed czymś zupełnie innym: przed zatraceniem. Letycja ma za sobą doświadczenie spełnionej miłości, ale wciąż zatraca się też w innej miłości – niespełnionej. Zatraca się też w rozpaczy – i to tak bardzo, że zaczyna ją odczuwać fizycznie. Przekonanie, że już nic jej w życiu dobrego nie czeka, sprawia, że tkwi całymi dniami w wózku inwalidzkim i de facto czeka na śmierć. Greta natomiast ma na koncie doświadczenie toksycznej miłości, a także trudnej relacji z ojcem, którego oskarża o to, że po śmierci matki nie był dla niej wsparciem. Greta ma problem z – jak to piszę w swojej książce – „puszczeniem lin przeszłości”. Ich spotkanie, przyjaźń, siła kobiecości – około trzydziestoletniej Grety i niemal stuletniej Letycji – sprawia, że obie zyskują szansę ocalenia czegoś w sobie nawzajem, ale i w sobie osobno, indywidualnie. Zawsze powtarzam, że choć wokół nas są ludzie, to przecież przez pewne momenty w życiu musimy przejść sami: samotne są narodziny i umieranie, ale i doświadczenie rozpaczy. Wiem to, bo „Ocalona” jest też opowieścią o mnie.

W jakim sensie?

Pytałeś o różne aspekty ocalania – to trzeci z nich. Pisanie też może ocalać, jeśli włoży się w powieść spory kawałek siebie. Mogę śmiało powiedzieć, że te emocje pokazane w książce są w stu procentach prawdziwe, bo to również moje własne emocje. Jestem tak naprawdę trzecią bohaterką „Ocalonej”. Też ocalałam – po trudnych chwilach, przez które w ostatnich latach przeszłam. Ocalałam jako człowiek, odbyłam swoją drogę wiodącą przez góry i miliony spotkań z bliskimi mi ludźmi, osobami nowo poznanymi, a przelanie tych emocje na papier sprawiło, że mogłam przypieczętować moje przetrwanie. I nagle okazało się, że nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz.

Chcesz opowiedzieć o tym, przez co przeszłaś i jak przetrwałaś?

Sylwia Winnik, Ocalona, Wydawnictwo Muza, 19 listopada 2025, ISBN:
9788328733749

Dwa lata temu moje prywatne życie się rozsypało i w tym momencie zaczął się dla mnie bardzo trudny okres. Tak to jest, gdy nagle rozsypuje się twój świat, który uważałaś za stabilny. W przypadku osób tak emocjonalnych jak ja, przychodzą w takim momencie myśli, że dalej nie da się trwać. Tak dzieje się po śmierci kogoś bliskiego albo po nagłym rozstaniu z kimś, z kim żyłaś naprawdę wiele lat. Budzisz się rano, a tu obok nie ma tego drugiego człowieka. Słońce co prawda wstaje jak zawsze, ludzie wychodzą z psami na spacer, ale twój świat się zawalił. Wejście w nowy etap było dla mnie bardzo trudne, bo okazało się, że trzeba całkowicie przetransformować siebie, swoje życie. Zaakceptować zmiany, doprowadzić do kolejnych, które staną się częścią drogi jaką należy przejść, by odbić się od dna. Przez pierwsze trzy miesiące myślałam, że umrę, ale teraz, po dwóch latach, odnoszę wrażenie, że zbliżam się do momentu wyjścia z traumy. Pomogło zrozumienie, że jestem spełniona zawodowo – i to podwójnie, bo marzyłam o pracy w szkole i osiągnęłam to, a dodatkowo wydaję książki, a przede wszystkim wreszcie wróciłam do pisania. Jestem spełniona, bo chodzę po górach. Jestem szczęśliwa, nawet jeżeli moje życie prywatne nie jest jeszcze do końca ustabilizowane. Mam za sobą bardzo trudną drogę z piekła, której pokonanie sprawiło jednak, że przeszłam piękną wewnętrzną transformację.

Ojciec Letycji uczy ją w pijalni czekolady, że nie wszystko, co gorzkie, musi takie pozostać. Pokazujesz, że po tym, co smutne i złe, może przyjść radość.

Symbolika gorzkiej czekolady jest dla mnie bardzo ważna, bo odnosi się do mojej sytuacji, ale też do wielu ludzkich historii. Po przeżytej tragedii myślimy, że to koniec. Nie musi tak być. Jestem osobą wierzącą, więc wierzę, że Bóg ma dla mnie dobry plan. Ktoś niewierzący może szukać tej nadziei w przekonaniu, że po tym, co złe, musi przyjść coś pięknego. Właśnie jak w przypadku gorzkiej czekolady – kiedy kosztujesz ją dłużej, odkrywasz słodycz.

 „Ocalona” rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych: współczesnej, powojennej oraz wojennej — w przypadku tej ostatniej osadzasz fabułę w realiach Auschwitz. W dwóch pierwszych planach możesz swobodnie korzystać z wyobraźni, oczywiście z poszanowaniem realiów epoki. Ale na ile przy opisywaniu życia w niemieckim obozie zagłady można pozwolić sobie na fikcję? W jakim stopniu wolno uruchomić wyobraźnię, a na ile należy trzymać się faktów i świadomie ją ograniczać?

To jest bardzo ważne pytanie, szczególnie w natłoku książek żerujący na „modzie na Auschwitz”. Słyszałam kilka razy, że to ja swoimi „Dziewczętami z Auschwitz” zapoczątkowałam w Polsce ten trend. Tyle że ja napisałam reportaż, wykonując wcześniej skrupulatną pracę, a gdy sięgnęłam potem po niektóre z tych modnych książek, zobaczyłam, że one nie są dobre, nie są prawdziwe, że to tylko wstrętne wykorzystywanie mody, na której można zarobić. W tych książkach pojawiają się potworne błędy, jak choćby scena, w której więźniowie grają w piłkę czy informacja, że otrzymywali czekoladę. Czytając to czytelnik wyrządza sobie krzywdę, bo widzi obraz odbity w krzywym zwierciadle, dostaje stek bzdur o miejscu, którego przecież nie wolno przekłamywać. Oczywiście są i dobre, rzetelne książki, choćby powieści Magdy Knedler, która korzystała w dużej mierze z tych materiałów źródłowych, które ja wykorzystywałam do reportażu. Przyznam, że mam w zanadrzu co najmniej cztery bardzo ważne historie o Auschwitz, które mogłam napisać zaraz po „Dziewczętach”, ale świadomie tego nie zrobiłam – właśnie dlatego, że nie chcę być kojarzona z cyklem „zawodów z Auschwitz”. Z moimi historiami więc poczekam, przyjdzie na nie jeszcze czas. Napisałam za to „Ocaloną”, powieść, której spora cześć rozgrywa się w obozie. Ale i w tym przypadku wcześniej rozmawiałam z dziesiątkami ludzi, którzy przeżyli wojnę, co poczytuję sobie za ogromny zaszczyt. Dlatego w tych fragmentach dotyczących obozu zagłady fikcji jest może 1 procent i dotyczy spraw nieznaczących. Tak naprawdę niczego tam nie wymyślam – jeśli piszę o tym, że bohaterka miała w obozie srebrny medalik po matce, to dlatego, że znam takie historie o medalikach chowanych pod językiem. Autor, który podejmuje się pisania o Auschwitz, nie ma prawa zmieniać tego, co wpłynęłoby na postrzeganie historii. Nie ma prawa pisać o czymś, co nie miało miejsca.

Cały wywiad przeczytacie na Onet.pl

Rozmawiał Przemysław Poznański

Sylwia Winnik– pisarka, reportażystka. Zadebiutowała w 2018 roku reportażem pisanym na podstawie rozmów ze świadkami historii „Dziewczęta z Auschwitz”, który stał się bestsellerem. Jest też m.in. autorką książek reportażowych „Tylko przeżyć”, „Dzieci z Pawiaka”, „Bezmiłość. O czułych wyznaniach w listach, grypsach i wspomnieniach z Majdanka”, powieści, m.in. „Kurierka z Tatr” i „Dobra Pani” oraz książek dla dzieci „Tymek, czarny kot i zagadki pałacu Marianny” i „Tymek, czarny kot i śpiące lwy hrabiego”. Jest pomysłodawczynią i współorganizatorką festiwalu literackiego „Czas na Książki” w swoich rodzinnych Ząbkowicach Śląskich.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej