felieton

Cudowne czasy | Felieton Dawida Kornagi

Warto pamiętać o przeszłości z sentymentem, lecz bez kultu. Nie idealizujmy jej kosztem teraźniejszości  – pisze w listopadowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Co jakiś czas w social mediach albo w prywatnych rozmowach pojawia się ten sam powtarzany refren: „Kiedyś to było fajniej”. Zaraz lecą wspomnienia: jak to się wychodziło na podwórko, gdzie już czekała cała paczka kumpli; jak się nosiło klucz na szyi i nikt go nie wyrywał, by włamać się do mieszkania; pukało się do kolegi bez uprzedzenia, ten zawsze miał czas. Teraz to tylko smartfony i świat wirtualny zamiast realnego. Dzieci siedzą w czterech ścianach, nikt nie nawiązuje głębszych relacji, a jeśli kogoś zna, to przez ekran urządzenia. 

Oczywiście, że lata 80. i 90. miały swój urok. Kto nie ma wspomnień pierwszej dyskoteki, gdzie pachniało potem, tanimi perfumami i piwem z plastikowego kubka? Albo pierwszych blantów na osiedlowym placu zabaw. Albo trzepaków, gdzie matka rozwieszała dywan, a dzieci zamiast pomagać organizowały wyścigi rowerowe między blokami. Sielanka po prostu. Przypomnijmy więc bez pobłażania resztę tych cudownych czasów.

WYCHOWANIE. Tylko ojciec mógł cię wychować „na ludzi”. Pasem. Matka nie interweniowała, bo na krnąbrność trzeba męskiej ręki. Nauczyciel lał linijką po dłoniach, uczyło to ponoć szacunku do instytucji. A jak dziecko przyszło ze szkoły do domu i powiedziało, że pani czy pan je uderzył, słyszało: „Trzeba było być grzecznym! BEZPIECZEŃSTWO. Nikt rzekomo nie porywał dzieci, ponieważ nikt nie pisał o porwaniach dzieci. A jak już ktoś zaginął, to milicja, potem świeżo upieczona policja mówiła rodzicom, żeby nie histeryzowali, pewnie dziecko wróci, jak się wyszumi. Przemoc domowa? Cicho, sprawa rodzinna. Władza się w nią nie wtrącała. Pedofile? Jacy, kto niby? Byli. Nikt o nich nie mówił, dopóki sprawa Trynkiewicza nie wstrząsnęła całym krajem. A i tak wielu wolało udawać: to wymysł Zachodu. Niektórzy udają do dzisiaj. WOLNOŚĆ I SPONTANICZNOŚĆ.Pewnie, biegało się po osiedlu do późnego wieczoru. Nikt się nie dziwił, gdy dzieciak wracał z siniakami; wiadomo, chłopcy muszą się bić. Szło się do lasu czy parku na cały dzień i jeszcze dłużej, lecz nikt nie szukał zaginionego, dopóki nie minęły co najmniej dwie doby. E, pewnie gdzieś tam gania z kolegami. Można było jeździć rowerem bez kasku, niestety, nikt nie dzwonił na pogotowie, kiedy ktoś się potłukł, ot, rana się zagoi, wolniej jeździj na przyszłość, smarkaczu! Taki to urok PRL-u oraz wczesnej III Rzeczpospolitej. Jak pięknie żyć w państwie, gdzie wszystko regulowała partia, zaś sklepy świeciły pustkami. Prawie cała produkcja szła na eksport, żeby spłacić nie tylko gierkowskie długi. Kolejki po mięso, benzynę, papier toaletowy; chamstwo w sklepach, urzędach, cwaniactwo, „załatwianie”, Pewexy dla wybranych – jakie cudowne czasy. I te wspaniałe dacze, które odziedziczyli potomkowie tłustych kotów z dekad niedoboru. Ówczesna sprawiedliwość społeczna? Z całą pewnością tak, ponieważ prawie każdy miał równy dostęp do biedy.

Teraźniejszość ma swoje wady. Młodzież więcej czasu spędza przed ekranami. Za to ma dostęp do wiedzy, o jakiej my, roczniki siedemdziesiąte czy osiemdziesiąte nie śniliśmy. Rodzice są bardziej czujni i kontrolowani przez system. Wierzę, że dzięki temu mniej dzieci dostaje „po dupie”, co kiedyś było normą. A te okropne social media? Dzięki nim zbiórka na leczenie poszkodowanego powstanie w ciągu kilku minut, a regularny kontakt z rodziną na drugim końcu świata nie wymaga żadnych kosztów. Za pomocą aplikacji można nagrać i udostępnić policji scenkę, w której domowy bandzior bije swoją żonę. Kiedyś, w cudownych czasach offline’u to się działo za zamkniętymi drzwiami. Teraz przynajmniej jest większa szansa, że sprawca poniesie konsekwencje. Z kolei straszne zamknięte osiedla wcale nie są takie straszne. Rodzice nie muszą się martwić, że ich dziecko pobiegnie bawić się na niestrzeżony plac budowy, gdzie wpadnie do dziury i utonie w jakiejś cementowej mazi. Nie potrąci go też pijany kierowca ani nie porwie nowy Trynkiewicz. Jeszcze kwestia alienacji. Faktycznie, ludzie mniej się znają, lecz kiedy kogoś poznają, to z własnego wyboru, że chcą go znać. A nie że obligatoryjna komitywa z każdym, czyli z nikim. Nie muszą się spotykać tylko dlatego, że mieszkają w tym samym bloku.

Warto pamiętać o przeszłości z sentymentem, lecz bez kultu. Nie idealizujmy jej kosztem teraźniejszości. Założę się, że gdyby ktoś miał możliwość powrotu wehikułem czasu do lat minionych, to na pewno by się zawahał. Może dlatego, że wie, jak było naprawdę. Lajkujemy niepotrzebnie jakieś nostalgiczne imaginacje. Jeśli byłyby to historyczne ciekawostki, nic złego. A zazwyczaj to akcje jakichś farm trolli, podkopujące współczesność i nasze dobre samopoczucie. Co powiedzieć dzieciom, kiedy pytają, czy teraz jest rzeczywiście gorzej? Powiedzieć im prawdę. Po prostu kiedyś było inaczej. Poza tym nie wszystko da się porównać. Ikoniczne kapsle, trzepaki i klucze na szyi to fajne „magdalenki”. Ale internet, smartfony i zamknięte osiedla nie są końcem świata. To inne sposoby spędzania czasu oraz życia. Dziś dzieciaki przesadzają z grami online, kiedyś przeginały z grami w policjantów i złodziei czy w chowanego, które często kończyły się bijatykami i molestowaniem dziewczynek. Śmiało realizujmy cudowne czasy również w teraźniejszości.

Przeczytaj także:

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej