recenzja

Zielone lustro | Kim Keum Hee, Rok wśród kwiatów [recenzja]

„Rok wśród kwiatów” Kim Keum Hee to opowieść o emocjach – o radościach, nadziejach i zwątpieniach – ukazywanych przez pryzmat domowych roślin, owych „luster odbijających nasze wnętrze”. Pisze Przemysław Poznański.  

„Poznając kolejne gatunki [roślin – red.], odkryłam, jak wielki potencjał drzemie w zieleni. Czasem mam wrażenie, że nie ma emocji, której nie da się wyrazić tym kolorem” – pisze Kim Keum Hee. Jej „Rok wśród kwiatów”, ów „Dziennik koreańskiej miłośniczki roślin”, jest de facto rozwinięciem tej myśli, bo przecież cała książka – złożona z publikowanych wcześniej w prasie esejów – to tak naprawdę podróż zarówno przez świat roślin – ich gatunki i odcienie barw jakie przybierają liście i kwiaty, albo podsadka bugenwilli – jak i poruszanie się po całym diapazonie związanych z tym wszystkim uczuć. Tych wywoływanych przez rośliny, tych im przypisywanych i tych, które rodzą się na styku roślin i ludzi zarażonych pasją ich uprawiania.

Nie dostajemy bowiem poradnika (choć kilka konkretnych rad dotyczących dbania o rośliny się tu też znajdzie, szczególnie w ostatnim rozdziale będącym literackim przewodnikiem po ulubionych kwiatach autorki), lecz zaproszenie. Nie byle jakie. Kim Keum Hee zachęca nas do spędzenia roku z nią, w jej domu, wśród uprawianych przez nią kwiatów, ale i wśród bliskich jej ludzi. W czasie pisarskiej pracy, w czasie wypraw do sklepów ogrodniczych i w czasie nierzadkiej zadumy nad tym, czego rośliny mogą nas nauczyć.

Przedmiot i podmiot

Rośliny w książce Kim są zarówno przedmiotem jak i podmiotem. Mogą poddawać się zabiegom pielęgnacyjnym, ale mogą też uparcie stawiać na swoim, rosnąć inaczej niż by sobie życzyła autorka, odrzucać lub wypuszczać pęd wbrew jej woli, dawać do zrozumienia, że ich zdaniem nie dba o nie właściwie, być „kimś”, z kim trzeba negocjować, ba, nawet toczyć pojedynek. Albo być kimś, kogo decyzje pozostaje nam jedynie uszanować.

Nie znaczy to jednak, że zyskujemy przez to prawo, by na rośliny zrzucać winę lub odpowiedzialność za ich stan. Ich „uczłowieczanie” ma przecież granice – nie posiadają tak naprawdę zmysłów czy świadomości, przynajmniej takich jak nasze. Sansewieria, towarzysząca przecież autorce od dzieciństwa, zwiędła nie dlatego, że była symbolem dawnych traum, lecz dlatego, że Kim nie zajmowała się nią właściwie, zostawiła ją samą sobie. A bugenwilla, kupiona w chwili, gdy matka akurat pokonała raka nie stanie się przez to barometrem pokazującym stan jej zdrowia.

Natura rośliny

Kwiaty mogą się też od nas „uczyć” – jak ów rosnący zbyt mocno ku górze filodendron melanochrysum, z którym autorka tak długo prowadziła „rozmowę” poprzez przycinanie, podlewanie i właściwe nasłonecznianie, aż chyba „zrozumiał”, co chciała mu przekazać: „rozwój zewnętrznej powłoki kosztem wnętrza nie jest prawdziwym wzrostem”.   

Częściej jednak to rośliny uczą nas. W eseju „Co zrozumiałam dzięki Corokii”, Kim Keum Hee opisuje zmagania z uprawą tej rośliny, a tak naprawdę wielu roślin tego gatunku, bo jest ona dla pisarki jedną z tych, z którymi „nie potrafi się dogadać”. Kto jest winien tej sytuacji? Czy tak naprawdę możemy mieć pełną kontrolę nad organizmami żywymi? A może w pewnym momencie powinniśmy odpuścić (w końcu „to także jedno ze znanych nam oblicz miłości”), nie tyle nawet w strachu przed kolejną porażką, ile w głębokim pogodzeniu się z naturą rośliny?

Optymizm wilczomlecza

Z roślinami jest zresztą jak z pisaniem – przekonuje nas autorka. Trzeba pogodzić się z tym, że wiele kwiatów wyrzucimy, zanim nauczymy się dobrze o nie dbać, podobnie jak wiele opowiadań wyląduje w koszu, zanim napiszemy to naprawdę dobre. Rośliny zatem też uczą nas cierpliwości. I optymizmu. „Roślinnego optymizmu”, jak określi to sama autorka, wykazując się nim, gdy walczyć będzie o przetrwanie wilczomlecza. Przebywanie wśród roślin pozwala też pisarce wypocząć. „Mówiąc dokładniej, opuszczają mnie wątpliwości” – pisze Kim Keum Hee. Obcowanie z kwiatami jest dla niej równoznaczne „z trafieniem do doskonałego świata (…)”.

Może także dlatego, że – jak czytamy z kolei we wstępie – stojąc pośród roślin daje się „złapać w sieć wspomnień”. „Nurzam się w nich, śmieję się i smucę” – zaznacza pisarka. I spyta: „Czyżby rośliny posiadły umiejętność odbijania w sobie wnętrza stojącej przed nimi osoby, tak jak lustra odbijają zewnętrze? (…) Intryguje mnie, dlaczego patrzenie na rośliny sprawia, że spoglądam też w głąb siebie”.

Czas przemiany

„Rok wśród kwiatów” to zapis zmiany i przemiany – czas zawarty między okładkami odliczany jest bowiem istotnymi w życiu bohaterki zdarzeniami, w tym przeprowadzką do nowego mieszkania (i związanym z tym choćby logistycznym wyzwaniem przetransportowania siedemdziesięciu roślin), ale i pandemią COVID-19, albo chorobą ukochanego psa.

„Uprawa roślin uczy, że rozwój każdego żywego organizmu to niepowtarzalna podróż usiana najróżniejszymi (nie zawsze mile widzianymi) przygodami”. Ta przygoda, której będziemy tu świadkami, wszystko to, co rozgrywa się tu na styku świata ludzi, zwierząt i roślin, zmienia autorkę – jej podejście do świata, do bliskich, do pracy, a wreszcie do roślin jako takich i – co pewnie najważniejsze – w końcu też do siebie samej.

Kim Keum Hee, Rok wśród kwiatów. Dziennik koreańskiej miłośniczki roślin (식물적 낙관)
Przełożyła Klaudia Szary
Wydawnictwo W.A.B. 12 listopada 2025
ISBN: 9788384253991

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej