recenzja teatr

Jestem z tobą w Tworkach | Skowyt, reż. Kamil Białaszek, Teatr Żydowski | Byliśmy na premierze

Kamil Białaszek sięga po „Skowyt” Allena Ginsberga, by dać nam na wskroś współczesną opowieść redefiniującą „normalność” w świecie tonącym w politycznym i medialnym absurdzie – pisze Przemysław Poznański.

To nie jest Ginsbergowski „Skowyt” sensu stricto, a raczej nie tylko „Skowyt”. Każda z trzech części poematu Ginsbega wybrzmi tutaj, lecz stanowić będzie tylko jeden z elementów narracji, jaką daje nam scenarzysta i reżyser Kamil Białaszek. Jego opowieść jest bowiem tyleż reinterpretacją utworu sprzed siedmiu dekad, co jego nadbudowaniem, dopełnieniem – poprzez dopisane sceny, ale i poprzez rozwiązania scenograficzne, w tym multimedialne czy nawet cytaty z internetowych forów.

Wszystko po to, by dać nam spektakl wprost odwołujący się do współczesności. Z założenia amerykańskiej, ale przecież uniwersalnej, też poniekąd polskiej (także wprost, jak choćby poprzez zamianę ginsbergowskiej frazy z części III: „Jestem z tobą w Rockland” na „Jestem z tobą w Tworkach”). W świecie poddanym globalizacji uniwersalność i lokalność przenikają się bowiem, odnajdując wspólny mianownik w powszechnie rozumianych kodach kulturowych i popkulturowych.

fot. Michał Mitoraj / materiały prasowe

Twarz Molocha

Aby to osiągnąć, sięgnie Białaszek po groteskę, a nawet quasi-kabaret, budując sceny komentujące nasze tu i teraz w sposób wręcz publicystyczny, doraźny, prowadząc dzięki temu dialog „na żywo” z naszymi lękami, wynikającymi choćby z narastającego wokół nas przekazów dnia serwowanych przez media czy polityków, a może raczej koegzystującego z nim w ścisłej symbiozie absurdu medialno-politycznego. 

U Ginsberga rozpoczynająca poemat litania „Którzy…”, będąca de facto „litanią wyrzutków” staje się krytyką rosnącego kapitalistycznego materializmu, w opowieści Białaszka ów kapitalizm zyska konkretną twarz, jedną z twarzy Molocha, oblicze Donalda Trumpa (Rafał Rutowicz), którego figura rozumiana tu jest zarazem zaskakująco dosłownie, jak i metaforycznie. Bunt przeciw elitom i ich prawom – zawsze niebezpieczny – zyskuje w ten sposób nowy wymiar: deportacji (łagodniejszy środek zaradczy), albo pozbawionej refleksji eksterminacji. 

fot. Michał Mitoraj / materiały prasowe

Kreska nad kropką

Wtórujące politykowi służalcze media – łatwo kapitulujące w dochodzeniu prawdy – stają się narzędziem tępej propagandy, a w ten sposób represji wobec tych, którzy zachowują resztki rozsądku. Powraca tu jak refren program telewizyjny „Kreska nad kropką” z dziennikarką (Joanna Rzączyńska), narzucający widzom punkt widzenia, w którym próbę budowania społeczności wrażliwej na sztukę, poezję, prawdę, nazywa się tworzeniem niebezpiecznej sekty, a figurę uniwersyteckiego wykładowcy, starającego się pobudzić słuchaczy do samodzielnego myślenia, samodzielności, przedstawia jako  niebezpiecznego guru.

Wszystko, co niezależne, wolne, myślące, musi zostać zdławione, ośmieszone. W takim świecie, w którym oczywisty absurd staje się aplikowaną masom normą, jedyną rozsądną reakcją obronną, ale i aktem buntu, może okazać się redefiniowanie normalności poprzez szukanie jej w rzeczywistości zbudowanej na bazie substancji halucynogennych. Bohaterowie Białaszka (Izabella Rzeszowska, Piotr Siwek, Mateusz Trzmiel) ćpają, bo tylko tak zrównoważyć mogą rzeczywistość „naćpaną” nieznośnym patosem, podszytym kłamstwem i ogłupiającą propagandą.

fot. Michał Mitoraj / materiały prasowe

Skowyt i ściany

Na tym gruncie rodzi się poeta, pan G. – ów wykładowca, albo „guru” (Jerzy Walczak). Poezja zaś, czyli „Skowyt”, w całej swojej niepoprawności (mającej źródło w niezgodzie autora, ale i w jego narkotycznych wizjach) i nieznośnej nieśmiertelności, z recytacją wybrzmiewającą w rytm potrząsania dildem czy psychodelicznych projekcji autorstwa Michała Mitoraja, staje się poezją-ucieczką, poezją-azylem, poezją-panaceum.

Czy jednak także poezją-szansą? Czy wykrzyczenie poetyckiej niezgody ma sens i znaczenie, szczególnie gdy skowyt skierowany zostaje do ogłupionego świata, wyzbytego wrażliwości na podteksty, metafory i parafrazy? A może tak naprawdę żadnego skowytu nie było? Może zrodził się tylko w głowach wyrzutków? A nawet jeśli był, a choćby i prawem poezji nieśmiertelny, to może nigdy nie wyszedł i nie wyjdzie poza zamknięte na głucho drzwi, poza ściany Rockland?

fot. Michał Mitoraj / materiały prasowe

Skowyt, scenariusz i reżyseria Kamil Białaszek
z wykorzystaniem poematu Allena Ginsberga w tłumaczeniu Bogdana Barana
Teatr Żydowski w Warszawie
premiera 20 czerwca 2025  

„Skowyt” jest przedstawieniem dyplomowym, pokazywanym w Teatrze Żydowskim w Warszawie w ramach sceny Bima, prezentującej spektakle młodych twórców.   

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej