Proza

Porozmawiajcie o tym z rudym kotem | Proza Jarosława Banasia (część 3)

„Drodzy moi, siostry i bracia zespoleni w męce tworzenia, wysłuchajmy dziś przybyłego tu mieszkańca naszego miasta, który chce was poprosić o wsparcie w dziele wolności słowa, cokolwiek to obecnie znaczy”. Trzeci odcinek mikroprozy Jarosława Banasia o J.A Szaraczkiewiczu. Ciąg dalszy nastąpi.

Zielonkawe światło ulicznych lamp migotało w deszczu, a krople rozpryskiwały się na chodniku, tworząc melancholijny nastrój. Szaraczkiewicz, z głową pełną myśli, brnął ulicami omijając kałuże i czując jak każda kropla deszczu staje się nutą nieznanej melodii, która towarzyszy jego życiu. Świeża zieleń parku upajała go zapachem, choć od trzech dni nad miastem przewalał się ponury sztorm, a sam Szaraczkiewicz w blasku chwiejących się latarni wyglądał niczym duch zagubionego żołnierza minionych wojen. Niezatapialny pułkownik Leon, choć niewidoczny, zdawał się być obecny w każdej kropli deszczu, przypominając o swojej enigmatycznej mądrości i nieodgadnionej naturze państwa. 

We wcześniejszych odcinkach…

Julian Arnold Szaraczkiewicz jest człowiekiem pospolitym, w średnim wieku, niczym się nie wyróżniającym. Pracuje w sklepie z używaną odzieżą w dużym nadmorskim kurorcie. Przejeżdża tu wiele osób z Polski i zagranicy. Szaraczkiewicz lubi z nimi rozmawiać. Wieczorami przyswaja nowe słowa i fragmenty konwersacji. Popija kokosową wodę i rozmyśla o podróżach. Często spotyka pułkownika Leona Niezatapialnego, tajemniczą postać tłumaczącą zasady funkcjonowania systemu i obsesyjnie powtarzająca “wy Szaraczkiewicz nie wiecie, jak działa państwo!”.     

Pułkownik Niezatapialny w kryzysie wartości próbuje odebrać sobie życie a Szaraczkiewicz opisuje to zdarzenie zakładając, że świat opisany jest światem uporządkowanym. Zbiegiem okoliczności publikacja wywołuje zainteresowanie wydawców i producentów filmowych. Jednak uratowany od śmierci pułkownik Niezatapialny nadal uparcie twierdzi, że Szaraczkiewicz nadal nie wie jak działa państwo a pisanie o nim, można kontrolować. 

Odcinek trzeci

 

Nad miastem huczał wiosenny sztorm chwiejąc sylwetkami nielicznych przechodniów. Julian Szaraczkiewicz zmierzał w stronę miejskiej biblioteki ściskając pod paltem kartki rękopisu. Nadchodził szary wieczór i kilka słabo widocznych sylwetek zmierzało w tym samym co on kierunku.  

Jak to się rozniosło? – zastanawiał się Szaraczkiewicz, przecież nikomu nie mówiłem, że zamierzam spotkać się z poetami. – A może, nieopacznie wspominałem pułkownikowi, ale przecież on nie ma z pisarzami nic wspólnego, chyba nie ma…

Szaraczkiewicz zastanawiał się nad tym, regulując niespokojny oddech. W holu biblioteki na stosiku wydanych w mieście poezji, z obrażoną miną siedział rudy kot i patrzył pogardliwie na mokre ślady, które na wypastowanym parkiecie zostawiał Julian Szaraczkiewicz.  

– Przecież pada – powiedział machinalnie do kota, ten nic nie odpowiedział, tylko zmrużył nienawistnie zielone oczy. 

W podziemiach biblioteki pachniało budyniem. Na podeście przy stoliku siedział prezes miejskich poetów i zamglonym wzrokiem patrzył w sufit, na którym umieszczono graffiti panteonu starożytnych filozofów.  

– Drodzy moi, siostry i bracia zespoleni w męce tworzenia – przemówił chrypiącym głosem prezes, wysłuchajmy dziś przybyłego tu mieszkańca naszego miasta, który chce was poprosić o wsparcie w dziele wolności słowa, cokolwiek to obecnie znaczy. Proszę, szanowny panie Julianie. – Tu prezes wskazał krzesło na piedestale.  

Szaraczkiewicz postanowił mówić krótko. Spojrzał w sufit podążając za wzrokiem prezesa poetów. Sokrates, Platon i Arystoteles uśmiechali się do rudego kota, siedzącego na w centralnym punkcie malowidła.  

Kot! To tenże kot, którego widziałem w holu, uzmysłowił sobie Szaraczkiewicz, to musi być jakiś ważny zwierzak. Opowiedział zebranym o bezczelnej, jak to określił, uzurpacji pułkownika Niezatapialnego do stanowienia o losach państwa i wskazał prostą metodę uwolnienia się od jego dominacji.  

– Musicie, siostry i bracia – mówił Szaraczkiewicz siląc się by nie okazać emocji – musicie o tym, co tu wam mówię, swoimi piórami opisać! Tylko opisanie świata uratuje go przed zagładą, najpierw uporządkuje rzeczywistość, następnie wytyczy przyszłość. Oprzemy ją na dziełach widocznych tu na suficie filozofów i nadamy ich myślom jeszcze głębszy sens. Jak zapewne wiecie, już za chwile upowszechnią się komputery kwantowe, cywilizacja niewyobrażalnie przyspieszy, a wy tutaj siedzący będziecie pionierami w uwolnieniu świata od służb kierowanych przez niezatapialnych pułkowników, uzurpatorów naszych zachowań i myśli. 

Zapadła cisza. Szaraczkiewicz widział jak z wilgotnych ubrań zebranych unoszą się obłoczki pary. To znak, że to co powiedział, podniosło temperaturę ciał poetów. Zamknął oczy, czekał na aplauz, może także propozycję, kierowania zespołem roboczym. Wtem dało się słyszeć burczenie telefonu, później szepty w końcu krzątaninę pośpiesznie wychodzących. 

Moje wystąpienie poraziło ich – rozmyślał Szaraczkiewicz. – Nic dziwnego, sam nie mogłem spać, kiedy na to wpadłem, musieli wyjść na powietrze, odetchnąć, zaraz wrócą pogratulować mi przenikliwości umysłu. Mijały minuty, na zewnątrz przestał padać deszcz, wiatr się uspokoił, miasto szumiało swoim dalekim rytmem. Szaraczkiewicz postanowił otworzyć oczy. Sala był pusta, drzwi uchylone, w bibliotece było niepokojąco cicho. 

Pewnie poszli się naradzić, a ich stanowisko, przekaże mi prezes poetów i ruszymy do pracy, a może nawet już poszli pisać poematy o wolności słowa, o nieskrępowanych myślach i o pięknych czasach które przed nami, zapewne tak się stało, szkoda czasu na gadanie, pisanie jest ważniejsze. Jednak przez kolejne minuty nic się nie zmieniło.

Szaraczkiewicz postanowił wrócić do mieszkania. 

Zapewne, napiszą do mnie list, tak by wypadało, rzecz jest wielkiej wagi, należy się pisemna odpowiedź. Uchwycił się tej wizji, chodź drobne pyłki wątpliwości, zaczęły już wolno wirować odrywając się od momentu akceptacji. Wyszedł przed bibliotekę, zapalił papierosa. Było ciemno i pusto. Jakiś cień przemknął mu pod nogami. 

To rudy, to rudy kot – ucieszył się Szaraczkiewicz, i schylił się by go pogłaskać. Rudy przyspieszył, ale nie uciekł, zatrzymał się i obejrzał. Szaraczkiewicz podbiegł, Rudy odbiegł i stanął. Tak powtarzali razem ten manewr aż znaleźli się na rzeką.  

– A ty mnie tu prowadzisz rudy kocie. O to ci chodzi?

Zielone oczy rudego kota hipnotycznie osadziły Szaraczkiewicza nad brzegiem ciemnej wody. Rozchyliła się zielona kurtyna i spomiędzy rozrosłych liści trujących roślin wychynął pułkownik Niezatapialny. Zrzucił gumowany płaszcz ochronny i wygrzebał się na nabrzeże.

– Barszcz Sosnowskiego tu rośnie – stwierdził nie wiadomo dlaczego, powoduje on poważne poparzenia skóry i inne objawy. Występuje na terenie całego kraju. Nawet przebywanie w jego pobliżu może być niebezpieczne, tak ostrzega Główny Inspektor Sanitarny – zakończył.  

Julian Arnold Szaraczkiewicz, który spotykał pułkownika Niezatapialnego w tak dziwnych miejscach i sytuacjach, po raz kolejny doznał ciężkiego zaskoczenia i dezorientacji.  

– Wiem – odezwał się bez przekonania, podając ogień pułkownikowi. – Wiem: tak działa państwo, państwo informuje o Barszczu Sosnowskiego.  

– Bzdura. Barszcz Sosnowskiego to bzdura. Szaraczkiewicz, wy nadal nic nie rozumiecie. Prosiliście poetów o pomoc? W jakim celu? Chcecie przeprowadzić zamach stanu? Bo, któryś z literatów napisze narodową epopeję o wpływie służb na cywilizację? Szkoda czasu. Nie tędy droga. Ale inwencje to wy, Szaraczkiewicz, macie. Podziwiam. Rudy wszystko mi przekazał. Spokojnie, nie zwariowałem. To nie kot, tylko hologram połączony z chmurą operacyjną w centrum na łodzi podwodnej. Tak więc, jak są dobre łączenia i nie ma halucynacji tej ejaj czy też ajej, no upraszczając nie ma zakłóceń w dowództwie, mogę reagować natychmiastowo. Akurat byliśmy na redzie port. Wpłynięcie w ujście rzeki zajęło chwilę no i jestem. Zapadło dłuższe milczenie. Pułkownik przeciągle wypuszczał dym a w głowie Szaraczkiewicza kłębiły się pytania.  

– I co dziwicie się, Szaraczkiewicz, dlaczego tak tu się przed wami uzewnętrzniam? Odpowiedź jest prosta, ten cały plan waszych rozterek został precyzyjnie zaplanowany. Wiem, że to jest banalnie beznadziejne i nierozwojowo męczące, ale tak się sprawy mają. 

Julian Arnold Szaraczkiewicz doznawał kolejnego szokowego przewartościowywania. Najbardziej niepokoiło go, że wirtualnego kota uznał za prawdziwego rudego zwierzaka, a teraz ten psychol pułkownik Niezatapialny wmawia mu, że zarządza światem. Co czynić? Nastała dłuższa cisza. 

– Nie jestem szaleńcem – odezwał się pułkownik, najwyraźniej czytając w myślach Szarczkiewicza. – Jestem tylko synchronicznym operatorem tej ajej cz tez ejaj, no tej niby pożal się Boże, sztucznej inteligencji, a ci tu poeci i literaci, jak i całe miasto, wykonują programy, po prostu.  

– To nie ludzie zarządzają botami, upraszczając, tylko boty zarządzają ludźmi. Proste? Wasz bunt Szaraczkiewicz, także został zaprogramowany. Bo tak działa państwo! I porozmawiajcie o ty z rudym kotem.    

CDN             

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej