recenzja

O odpowiedzialności | Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych [recenzja]

„Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk jest opowieścią o odpowiedzialności – za życie w każdym jego przejawie i za śmierć, którą się zadało – pisze Przemysław Poznański.

Kwestia odpowiedzialności przyjmuje tu zresztą różnorakie oblicza. Autorka prowadzi bowiem bohaterów krętą ścieżką między tym, co dopuszczalne a tym co właściwe, między odpowiedzialnością rozumianą jako przyjęte na siebie zadanie (oparte być może na fałszywych przesłankach), a odpowiedzialnością wynikającą z moralnego kompasu. Odpowiedzialnością prawną a poczuciem odpowiedzialności czerpanym z takich źródeł jak empatia. Stajemy przed pytaniem o to czy mamy odwagę przyjąć odpowiedzialność za nasze czyny i czy umiemy być odpowiedzialni za to, co od nas zależne. Czy znajdziemy w sobie odwagę, by przeciwstawić się złu – temu przychodzącemu z zewnątrz i temu w nas.

W tym kontekście powieść staje się więc w gruncie rzeczy filozoficzną rozprawą o wolnej woli. Co ciekawe, zwracająca się do nas bezpośrednio narratorka, Duszejko (Janina, ale nie znosi swojego imienia) zdaje się z pozoru hołdować pewnego rodzaju determinizmowi, który mógłby zdejmować z oprawców odpowiedzialność. Stawiaj wszak z pasją Horoskopy, doszukując się w aspektach planet i ich położeniu oczywistych związków i zależności między datą urodzenia człowieka a jego czynami. A przecież ta sama Duszejko z zapamiętaniem piętnować będzie zło przejawiające się tu w okrutnej przemocy wobec zwierząt, wierząc, że jej krucjata odnieść może wymierny skutek.

Z pozycji pozornie przegranej

Powieścią tą zachwycali się i Natalie Portman, i Dua Lipa, i Pedro Pascal, a wcześniej Agnieszka Holland, realizując na jej podstawie film „Pokot”. Jak się wydaje, w tym eko-kryminale, a zarazem hołdzie dla Natury, poddanemu filozoficznemu pytaniu o to czy człowiek w istocie ma prawo „czynić sobie ziemię poddaną”, porywa najbardziej – podszyta bólem – nadzieja. Na to, że wygrać ze złem można nawet z pozycji pozornie przegranej, że to co wydaje się słabe i zależne, też może znaleźć obrońcę.

Aby ową nadzieję ucieleśnić, posiłkuje się Olga Tokarczuk mitem Mściciela/Mścicieli, rozwiniętym zresztą potem w niezwykłym „Empuzjonie”, gdzie przeciwstawi sobie Noblistka pierwiastki tego co przyrodzone i męskie, temu co nadprzyrodzone i kobiece. W „Prowadź…” ta opozycja nie jest tak jednoznaczna, bo choć po jednej stronie mamy mężczyzn, myśliwych zrzeszonych w kole łowieckim – postaci chwilami wręcz karykaturalne, to po drugiej stoi nie tylko Duszejko, ale i ci, którym nieobojętny jest los bestialsko męczonych i mordowanych zwierząt – Matoga, Dyzio czy Dobra Nowina. Rozegra się też wszystko na gruncie tego, co prawdopodobne, nawet jeśli wsparte niemym porozumieniem zwierząt i przyjaznych im ludzi, a nad wszystkim zawiśnie cytowana tu po wielokroć, włącznie z tytułem książki, niejednoznaczna poezja Williama Blake’a i wspomniana wiara w Horoskopy.

Zemsta Zwierząt

Zaczyna się od śmierci, a może – jak na wykorzystaną tu twórczo konwencję kryminału przystało – od „morderstwa”. Oto pewnej nocy na zaśnieżonych bezludnych wertepach Kotliny Kłodzkiej, tuż przy granicy z Czachami, krajem, do którego chodzi spać Wenus, ginie kłusownik Wielka Stopa – jeden z sąsiadów Duszejko. Odnaleziony w domy przez Matogę, innego z sąsiadów, wydaje się być ofiarą… zadławienia kością upolowanej wcześniej nielegalnie i spożywanej właśnie sarny. Ów, jak się zdaje, nieszczęśliwy wypadek, będzie jednak zaledwie preludium dla opowieści o innych tajemniczych zgonach, jakie spotkają tu tych, którzy nie liczą się z cierpieniem zwierząt (czy raczej Zwierząt, jak napisałaby Duszejko, wynosząca – wzorem Blake’a – to co ważne do rangi Imienia). Zdarzenie to będzie preludium do wydarzeń tyle tajemniczych, ile niosących znamiona wypełniającej się sprawiedliwości.

Tokarczuk nawet przez moment nie ukrywa stosunku Duszejko do myśliwych, a tym bardziej kłusowników i jej empatii wobec istot krzywdzonych w imię rozrywki czy zysku tych pierwszych. Nieraz kobieta wykrzyczy swój gniew, miażdżąc odwieczne argumenty o „koniecznym odstrzale” i dokarmianiu zwierząt przez myśliwych. „To tak, jakby zaprosić kogoś na obiad i go zamordować” – powie. Nieraz przekonywać będzie – także w listach do policji – że oto wreszcie Zwierzęta wzięły sprawy w swoje łapy i kopyta, żądając zadośćuczynienia za poniesione krzywdy.  

Przeczytaj także:

Dwa światy

I rzeczywiście wiele będzie na to wskazywać, jak choćby ślady racic na śniegu wokół jednego z ciał, jak choćby lisy, sarny czy żuki obecne wszędzie tam, gdzie wydarza się sprawiedliwość. Te teorie nie przysporzą jednak bohaterce zwolenników. „Stara wariatka” – usłyszy o sobie niejednokrotnie. A przecież to co głosi, nie musi być niemożliwe. Nie na gruncie literatury, gdzie zwierzęta przeganiają swoich oprawców, jak w „Folwarku zwierzęcym” George’a Orwella, albo jak w wizji innego Noblisty, Władysława Stanisława Reymonta, który w nieco zapomnianym baśniowym „Buncie” ukazywał zemstę zwierząt na człowieku: „Chwila walki zbliżała się zwolna i nieubłaganie. A kiedy ludzie, obżarłszy się i opiwszy, przylgnęli spać pod kożuchami, kiedy ogniska nie podsycane zaczynały przygasać i dymić, padł krótki rozkaz Rexa. — Tratować i rozpędzać! Naprzód! Za puszczę, za legowiska! za wolność!”.

Niezależnie od tego jak swoją fabułę poprowadzi Tokarczuk, najistotniejszy w jej powieści pozostaje zbiorowy portret świata, który zastaniemy: opartego na (nie tylko ekologicznej) nierównowadze, kpiącego z jednej strony ze wszystkiego, co wzniosłe, prawe, moralne, stawiającego na hedonizm (znacząca postać Prezesa) i zysk (Wnętrzak), z drugiej świata zanurzonego w poezji kogoś, kogo mu współcześni ochrzcili niezrównoważonym psychicznie, bo głosił na przełomie XVIII i XIX wieku obrzydzenie wobec niewolnictwa i wiarę w równość rasową oraz równość płci. Świata, którego przedstawiciele grzebią na przydomowym „cmentarzu” resztki zwierząt zabitych przez kłusowników i płaczą nad cierpieniem dzika, któremu niewprawny myśliwy przestrzelił płuco.

Życie i śmierć

Tokarczuk zabiera nas więc gdzieś w pozornie idylliczne odludzie, z rozrzuconymi z dala od siebie pojedynczymi domami, komisariatem, remizą czy kościołem, by jak w soczewce skupić (ale i wyolbrzymić prawem soczewki) wszystkie nasze przywary. Posłużą jej do tego postaci wręcz archetypiczne jak wspomniany Prezes czy ksiądz Szelest, a w zasadzie całe środowisko myśliwych, reprezentujących konserwatywne, ale przede wszystkim bezrefleksyjne, podejście do spraw społecznych czy ekologii, swoje rozumienie odpowiedzialności wniesie Pisarka-Popielata, Profesorstwo czy Dentysta, w końcu zarażać będą nas idealizmem, a przynajmniej niezgodą na krzywdę innych, Duszejko i osoby jej życzliwe.

W tych często ostrych kontrastach, wynikających głównie z osobowości narratorki, wręczającej nam wszak lupę, przez którą oglądamy ludzi, zwierzęta i zdarzenia, zawrze autorka opowieść o życiu i śmierci podlegających tyleż Horoskopom, co będących efektem naszej odpowiedzialności za życie i śmierć innych.

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych  
korzystałem z wydania:
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019
ISBN: 9788308060582

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej