recenzja

Niechciane | Elżbieta Łapczyńska, Mowa chleba

Elżbieta Łapczyńska ucieka się do języka turpistycznej antybaśni, by pisząc o piekle sierot, opowiedzieć nam jednocześnie o piekle kobiet, żyjących we wszechogarniającym powieściowy świat piekle autorytarnego reżimu. O „Mowie chleba” pisze Przemysław Poznański.

Ta powieść nie ma się podobać. A już na pewno nie ma nas uwieść. Owszem, zachwyci – i to bez reszty – frazą, literackim kunsztem, psychologiczną głębią, namacalną wręcz plastycznością każdego elementu przedstawionego świata, ale nie zastawi na nas pułapki łatwych wzruszeń, prostych ocen, sympatii i antypatii. Zaoferuje za to ból, wynikający z wciągnięcia nas w otchłań opowieści o bezradności, zaklinanej w tej antybaśni w płacz lisów i przemawiającej językiem ptaków.

To zaklinanie, choć posiłkuje się metaforami, nijak nie lukruje prawdy, lecz staje się raczej jak werniks, wydobywający z używanych tu barw całą ich wyrazistość. Łapczyńska – wcześniej autorka świetnego „Bestiariusza nowohuckiego” – tworzy świat tyleż poszukujący ucieczki w oniryzm czy niejednoznaczność, co do tej ucieczki niezdolny, odarty z otoczki niuansów i pokazany w całej oferowanej brutalności. Brutalności Rumunii czasów komunistycznego reżimu Nicolae Ceaușescu z bezlitosnym zakazem antykoncepcji i aborcji, ale w istocie brutalności każdego reżimu, którego ofiarami stają się najsłabsi: kobiety i dzieci.

„Po trzynaścioro i więcej”

 „Każda maciora miała rodzić po wielokroć częściej niż gdziekolwiek indziej, po siedem, osiem razy na życie, po trzynaścioro lub więcej” – czytamy. Łapczyńska nie nazywa niczego wprost. Nie musi. Kto zna historię Rumunii, ten wie, że pod koniec lat 60. XX wieku w Rumunii uchwalony został Dekret nr 770, penalizujący (z nielicznymi wyjątkami) wszelkie próby zapobieżenia czy usunięcia ciąży. Wbrew woli kobiet, wbrew rozsądkowi, na przekór oczywistej dla wszystkich świadomości o nieprzygotowaniu aparatu państwa do przyjęcia na siebie obowiązku zaopiekowania się dziećmi. Niechcianymi, bo zrodzonymi z niechęci. Sierotami oddawanymi masowo do zakładów wychowawczych.

Jednym z takich ośrodków jest Zakład dla Sierot w Crăiești, w którym pracuje Lenuţa Frenasci – matka i opiekunka. Jedna z kobiet, podlegająca panu Buniemu, wszechwładnemu kierownikowi placówki, panu jeśli nawet nie życia i śmierci, to doli i niedoli. O ile jednak Lenuţa jest naszą przewodniczką po tym mrocznym świecie, o tyle bohaterami są tu sieroty, młode – jednostki, takie jak choćby Cosmina, zlepione jednocześnie w jeden organizm, jakby obleczone jedną skórą, pod którą nawet jeśli ma się imiona, to nie ma się szans na indywidualność.

Dekonstrukcja empatii

Nietrudno doszukać się w tej opowieści łatwej metafory Rumunii lub jakiegokolwiek innego totalitarnego państwa. Zakład jest wszak przemalowanymi na niebiesko dawnymi koszarami – i to przemalowanymi jedynie z zewnątrz, w sposób charakterystyczny dla pozoranctwa reżimów. Tektoniczne pęknięcie tuż obok murów („Crăiești leżało na dwóch kontynentach”), niczym Żelazna Kurtyna, niemal całkowicie odgradza placówkę od wsi, od świata, do którego dostać się można jedynie po chwiejnej kładce. A autorytarny Buni, minidyktator wykorzystujący seksualnie kobiety, a jednocześnie sprawdzający rygorystycznie czy nie są w ciąży, jest oczywistym uosobieniem Conducătora, tyle że w wersji prowincjonalnej.

W tej antybaśni wszystkie takie odniesienia nie muszą mieć jednak większego znaczenia. Łapczyńska tyleż buduje świat złożony z takich figur, skrywających w sobie inne figury, lub znaczenia konkretne, co konstruuje rzeczywistość uniwersalnego w swej apokaliptyczności świata instytucjonalnej przemocy, w którym grupa lub nawet jednostka sprawująca władzę, doprowadza do dekonstrukcji tego, co humanitarne, ludzkie, empatyczne.

Światło i mleko

Stąd bierze się czerpiący z naturalizmu, turpistyczny, czerpiący z groteski, (anty)baśniowy świat Łapczyńskiej – z jednej strony pełen pokazywanego wprost cierpienia, wyrażanego w antyspołecznych, a nawet autodestrukcyjnych zachowaniach wychowanków, w ich zatraceniu we wszystkim tym, co odwróci ich uwagę od braku bliskości, dotyku, jakiegokolwiek zainteresowania ze strony innych, z drugiej strony budowany na autorskich prawach, z przerysowań i fikcji.

Głód, brak należytej opieki, niedobory gospodarki centralnie planowanej, to także ułuda posiłku, którym symbolicznie staje się tu podawane sierotom świńskie mleko, ale i wszelkie przedmioty, jakie połknie Cosmina, dotknięta w oczywisty sposób syndromem łaknienia spaczonego. To piętro dla młodych, gdzie nigdy nie gaśnie światło, bo zepsuły się wyłączniki, co upodabnia wychowanków do hodowanych w sztucznym świetle kurczaków, które nie znają nocy, ale tym samym nie mają świadomości dnia.

Przeczytaj także:

„Lepiej ci będzie niczego nie chcieć”

Powieść Łapczyńskiej jest oskarżeniem – możliwie najdalszym formalnie od publicystyki, zaklętym w literackość najwyższej próby, empatyzującym, ale nie ckliwym, czerpiącym z metafor, ale odnoszącym się do doświadczeń konkretnego miejsca i czasu, do konkretnych doświadczeń ludzkich. Jest też płaczem lisów i mową ptaków, która zawsze pojawia się tam, gdzie brakuje słów. Jest opisem świata, przed którym nie ma ochrony. Nie może nią być nawet skóra, która u Lenuţy „skrzypiała, bielała, miała zamiar się złuszczyć i odpaść”. Owszem, można próbować niepamięci – działającej u Cosminy tak długo, jak długo się kręci wokół własnej osi.

Można – jak Greta – udawać nieżywą, można ćwierkać jak ptaki, a w niedziele można nasłuchiwać płaczu lisów i zastanawiać się nad przyczyną ich jęków, w głębokim przekonaniu, że tak czy inaczej jest to ich świadomość własnej niedoskonałości. Taka myśl jest dla bohaterów oczywista. Świat „Mowy chleba” – zamknięty w powieści doskonałej – jest przecież światem niedoskonałym, pękniętym, uszkodzonym, chorym i wykrwawiającym się jak ciało poddane nieudolnej aborcji przy pomocy ułamanej gałęzi. To świat doświadczony brakiem czułości, wręcz owej czułości nieświadomy, świat ludzi niechcianych, niekochanych, odrzuconych. Świat ludzi pewnych tego, że w rzeczywistości, w której przyszło im żyć – jakkolwiek nie chciałoby się jej maskowana metaforami – „lepiej ci będzie niczego nie chcieć (…). Lepiej nam wszystkim tak będzie”.

Elżbieta Łapczyńska, Mowa chleba
Wydawnictwo Agora, Warszawa 10 kwietnia 2024
ISBN: 9788326845024

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej