„Error” jest fikcją, ale od początku chciałem opowiedzieć historię, która jest w jakimś stopniu uprawdopodobniona – mówił Krzysztof Domaradzki podczas premiery swojej najnowszej powieści. Spotkanie prowadził Przemysław Poznański z zueplnieinnaopowiesc.com.

„Jesteśmy nieufni tam, gdzie przydałoby się zaufanie, a zbyt ufni tam, gdzie akurat przydałaby się nieufność. Zbyt często dzielimy się w cyfrowym świecie swoimi danymi, zbyt często ufamy ludziom po drugiej stronie słuchawki, po drugiej stronie czatu. Bywamy w przestrzeni cyfrowej lekkomyślni, co może wynikać po części z ignoranci, a po części z tego, że żyjemy szybko, robimy niektóre rzeczy w sposób nieprzemyślany, bo chcemy je mieć za sobą. To jednak ludzka cecha i musielibyśmy się chyba wyrzec człowieczeństwa, żeby się uodpornić na wszelkie cyberzagrożenia” – zaznaczała pisarz.
Jego „Error” jest właśnie opowieścią o cyberbezpieczeństwie czy raczej cyberniebezpieczeństwie. Jacek Blajer, zdolny programista i niespełniony przedsiębiorca, wpada w kłopoty finansowe. Aby się z nich wydostać, przyjmuje zlecenie hakerskie od człowieka kryjącego się pod pseudonimem Marie#Kondo. Ma to być prosta praca, która przyniesie łatwe pieniądze i nie będzie się wiązać z żadnymi poważnymi konsekwencjami. Czy na pewno? Szybko okazuje się, że pomagając w zhakowaniu Stadionu Narodowego, Jacek nieświadomie przyczynia się do wywołania ogólnopolskiej paniki… i ląduje w samym centrum intrygi wymierzonej w rząd. Od tej pory jeden niewłaściwy ruch może go kosztować życie…
Fikcja uprawdopodobniona
„Bohater z początku myśli, że chodzi tylko o szwindel finansowy. Ma zhakować system biletowy na Stadionie Narodowym przed meczem Polska-Niemcy. Dzięki temu sprzeda się więcej biletów niż wynosi pojemność stadionu. Nie ma zielonego pojęcia, do czego to tak naprawdę prowadzi” – tłumaczył autor. Dodawał, że opisana w powieści intryga jest wykonalna. „Error” jest fikcją, ale od początku chciałem opowiedzieć historię, która jest w jakimś stopniu uprawdopodobniona” – przekonywał Domaradzki.
Jak zaznaczał do przeprowadzenia takiej akcji jak ta opisana w powieści potrzebne są trzy składniki: „wysokie kompetencje cyfrowe więcej niż jednej osoby, pieniądze, które pozwolą opłacić pracę osób zaangażowanych oraz motywacja, czyli zła wola, bo po coś to państwo chce się zhakować” – wyliczał autor „Erroru”. Zaznaczał, że kraje Wspólnoty Europejskiej niewystarczająco dużo myślą o cyberbezpieczeństwie: „Ten temat traktuje się trochę jak myślenie o polisie ubezpieczeniowej, czyli czymś, co by wypadało mieć, ale nie chce się za to zbytnio przepłacać, bo nie wiadomo, czy się przyda”.
Od opowiadania do audioserialu
„Nie znam się na temacie cyberbezpieczeństwe, ale zasięgnąłem wiedzy u ludzi, którzy się znają” – zaznaczał Krzysztof Domaradzki. I opowiadał historię powstania powieści: w 2015 lub 2016 roku podczas pisania artykułu do „Forbesa”, którego na co dzień jest dziennikarzem, poznał Wojciecha Wolnego z firmy Euvic. Kilka lat później, w roku 2022 Adam Szaja ze smakksiazki.pl zorganizował z pomocą pisarzy klika zbiórek na finał WOŚP. „Nie miałem nic ciekawego do wystawienia, więc zaoferowałem siebie, czyli napisanie opowiadania” – tłumaczył Domaradzki. Aukcję wygrał właśnie Wolny, który do ostatniej chwili ścigał się jednak z Audioteką. „Nieopatrznie wspomniałem mu o tym, a on zaproponował, żeby połączyć siły. I tak zamiast opowiadania, które napisałbym w dwa dni, zrodził się pomysł audioserialu, nad którym pracowałem kilka miesięcy” – śmiał się autor.
To wtedy – jak mówił – musiał „doktoryzować się” z cyberbezpieczeństwa dzięki pomocy ludzi z Euvicu. „Zebrał się duży zespół konsultantów, robiliśmy burzę mózgów, główkowaliśmy jak można cyfrowo napsocić. Chciałem opowiedzieć zagrożeniach cyfrowych nieco inaczej niż robi się to zwykle w szeroko rozumianych utworach fabularnych. Najczęściej twórcy zwracają uwagę na problemy, na które może nadziać się Kowalski, ja chciałem pokazać, że z cyberbezpieczeństwem jest tak, jak z boksem w słynnym powiedzeniu Jerzego Kuleja: nie ma odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni. Można być nawet najważniejszą osobą w państwie, a i tak nie gwarantuje to odporności na dotkliwy cios w przestrzeni cyfrowej” – zaznaczał pisarz.
Od audioserialu do powieści
Audioserial został świetnie przyjęty, zdobył nawet tytuł audioserialu roku 2023, ale – jak przekonywał autor – podczas kwerendy zdobył więcej materiałów niż pomieściło się w formie audio. Tak powstał pomysł powieści. „Lubię sobie jednak komplikować życie, więc nie zdecydowałem się na prostą zamianę audioserialu na powieść, ale zdecydowałem się te opowieść mocno rozbudować. Dodałem kilka wątków, zacząłem rozpisywać psychologię bohaterów i tak z 300 tys. znaków zrobiło się 700 tys. Wciągnąłem też do współpracy kolejnych konsultantów: Piotra Koniecznego z Niebezpiecznik.pl, Jakuba Korusa z „Newsweeka” i Piotra Nalazka, utalentowanego scenarzystę, który przejrzał moją fabułę” – opowiadał pisarz.
W ten sposób powstała powieść łącząca elementy cyberthrillera i thrillera politycznego. „Długo zastanawiałem się jak sklasyfikować tę książkę. Cyberthriller kojarzył mi się z opowieścią zamkniętą w świecie hakerów, tymczasem ja chciałem, żeby fabuła rozgrywała się w świecie, który wszyscy lepiej rozumiemy. Chciałem, żeby powieść była zrozumiała dla kogoś takiego jak ja przed tym jak zacząłem się na potrzeby tego projektu interesować cyberbezpieczeństwem. Mimo to chyba jednak trzymałbym się przedrostka cyber-, bo wątki polityczną są tu ważne, ale głównie dlatego, że muszą się pojawić, skoro mówimy o ludziach, którzy chce wysadzić w powietrze kraj i rząd” – przekonywał autor „Erroru”.
Zaczarować rzeczywistość
Bohaterowie powieści – niezależnie, w którym wątku się pojawiają, zdają się grzeszyć pychą, przekonaniem, że są niezniszczalni. „Jacek Blajer na pewno grzeszy źle rozumianą ambicją. Mógłby wieść bardzo komfortowe życie, być świetnie wynagradzanym specjalistą od IT, ale chce mieć start-up. Nie chodzi mu przy tym tylko o pieniądze, ale marzy o spektakularnym sukcesie, który – jak sądzi – należy się komuś takiemu jak on. Jest więc w stanie wiele zrobić, żeby to osiągnąć. Nawet popełnić przestępstwo” – mówił Domaradzki.
Jak zaznaczał, jego bohaterowie próbują zaczarować rzeczywistość, podporządkować ją sobie, ignorując niejednokrotnie logikę. „Lubię tworzyć takich bohaterów, którzy chcą bardzo dużo od życia, ponadstandardowo dużo, i czasem są gotowi w tym celu zaryzykować. Pewnie wynika to z tego, że w swojej dziennikarskiej często takich ludzi spotykam, bo pisze głównie o przedsiębiorcach technologicznych, którzy próbują budować innowacyjne rzeczy i w swym dążeniu potrafią być jak czołg. Poza tym takie postaci wdają mi się ciekawsze, bo zawsze ciekawszy będzie bohater nietuzinkowy” – tłumaczył pisarz.
Wciągająca historia z odrobiną edukacji
Opisane w powieści działania hakerów są możliwe m.in. z powodu niefrasobliwości niektórych bohaterów. Jednym z nich jest Kajetan Dulski, wysoko postawiony menedżer w korporacji mediowej, który używa w sieci ciągle takich samych haseł i klika bezrefleksyjnie w podejrzane linki. „Jego problem polega na tym dostał zbyt dużo dostępów, które nie są mu do niczego potrzebne, za to przydają się komuś, kto chce z nich zrobić zły pożytek” – mówił Domaradzki.
Jak zaznaczał, choć chciał, żeby „Error” opowiadał przede wszystkim wciągającą historię, przy której czytelnik ma spędzić miło kilkanaście godzin, to towarzyszyła mu podczas pisania także i ta myśl, żeby książka uczulała na cyberzagrożenia. „Chciałem, żeby czytelniczki i czytelnicy zwracali uwagę na to, co robią w sieci. Jeśli choć jedna osoba będzie ciut bardziej świadoma dzięki tej powieści, ciut uważniejsza, i ciut mniej ufna tam gdzie warto być nieufnym, to będzie to mój mały sukces” – przyznawał autor.

