książki non-fiction

Zagubiony kraj, odnaleziona Ukraina | Oksana Zabużko, Planeta Piołun

Oksana Zabużko odnajduje dla nas Ukrainę. Odnajduje kraj na dziesięciolecia dla Zachodu zagubiony, „zatopiony jak Atlantyda”. Odnajduje go w literaturze, w trudnych momentach historii i wyrywa tym samym z kręgu obowiązywania „russkowo mira” – o „Planecie Piołun” pisze Przemysław Poznański. 

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy Ukraina i jej nieznany Zachodowi naród znalazły się w centrum uwagi całego świata. Większość, jak sądzę, zgodzi się, że nie wie o niej nic albo prawie nic. (…) Ci, którzy zniewolili Ukrainę, zadbali o to, aby pozostała nieznana, a nawet zaprzeczali samemu jej istnieniu”. Ten cytat, choć pasuje do obecnego czasu, pochodzi z lat trzydziestych XX wieku, z apelu, jaki wówczas wygłosił w brytyjskiej Izbie Gmin dziennikarz Lancelot Lawton, ostrzegając przed rosyjskim (radzieckim) imperializmem. Jeśli jednak te słowa brzmią aktualnie, to przede wszystkim dlatego, że nikt się tym apelem nie przejął.

Efekt? Jak pisze Zabużko, „Kłopot z historią polega (…) na tym, że wagarowicz, który nie przyswoi w porę lekcji historii, wcześniej czy później nieuchronnie wraca do tej samej klasy, aby ponownie zaliczyć oblany egzamin” – czytamy w eseju „Ukraina – własnym głosem”. „Wagarowicz” znowu zatem nie wiedział jak zareagować, gdy w 2014 roku rosyjskie wojska wkroczyły na teren Ukrainy i zajęły Krym oraz wsparły separatystów na wschodzie kraju. „I świat w oszołomieniu spogląda, gubiąc się w domysłach: może mimo wszystko jest tam jakaś racja, choćby częściowa, dla usprawiedliwienia takich poczynań?” – komentowała w 2016 roku pisarka. Dziś, gdy rozpoczęta osiem lat temu wojna, wkroczyła w kolejną, pełną okrucieństw fazę, pisarka w zasadzie mogłaby napisać tak samo. „Wagarowicz” znów – a przynajmniej niejeden z nich – oblał egzamin.

To nieistnienie w powszechnej świadomości narodu i jego kultury w wyniku owych – jak pisze autorka – „stu lat samotności”, sprawia, że to, co ukraińskie, często wrzucane jest do nazbyt pojemnego worka z etykietką „kultura rosyjska”. Nie chodzi nawet o Mikołaja Gogola, czy może – jak zaznacza w jednym z przypisów pisarka – Mykołę Hohoła, którego twórczość, choć rosyjskojęzyczna, przesycona jest często w warstwie tematycznej, ale też i językowej, dla rosyjskiego odbiorcy niezrozumiałą ukraińskością. Chodzi o takie marginalizowanie choćby literatury ukraińskiej, że nie jest ona w ogóle znana poza granicami kraju, że nie pozwala pisarce, spytanej przez zachodni portal o jej literackie konotacje, wymienić rodzimych pisarzy, bo byłoby to „tłumaczenie nieznanego przez nieznane”.

Przeczytaj także:

W „Pożegnaniu z Imperium. Szkicu do pewnego portretu” poszukuje Zabużko tego zagubienia ukraińskiej literatury w imperializmie, w zaborczości literatury rosyjskiej. Ten esej jest zapisem jej spotkań z Josifem (Joe) Brodskim, a raczej opisem faz postrzegania przez wybitnego poetę i noblistę Ukrainy i jej kultury. Jest więc Brodski wczesny, który wykpiwa on na przyjęciu amerykańską dziennikarkę, która nie rozróżnia Ukrainy i Rosji, a Hryhorija Skoworodę nazywa jednym z największych poetów wszech czasów, jest i ten Brodski, który w 1992 roku pisze wiersz-paszkwil „Na niepodległość Ukrainy” ze strofami: „Żegnajcie, chachły, razem żyliśmy – i z oczu! / Splunąć by w Dniepr, być może jeszcze się wstecz potoczy” (przekład Leszek Szaruga). Słusznie zauważy Zabużko, że ta zmiana wynikać może z pewnego rodzaju poczucia zagrożenia – Brodski rozumiał, że upadek Związku Radzieckiego oznacza też upadek autorytetu literatury rosyjskiej. Pojął, że – jak pisze autorka – „tylko imperium jest stuprocentowo skutecznym gwarantem konkurencyjności ich utworów na rynku międzynarodowym”. Dostojewskiego wszak czytano za granicą nie dlatego, że był wielkim pisarzem („w XIX wieku wielkich pisarzy nie brakowało” – podkreśla Zabużko), ale właśnie dlatego, żeby zrozumieć mentalność tych, którzy stanowią zagrożenie.

Oksana Zabużko opowiada nam jednak Ukrainę nie tylko przez pryzmat jej nieobecności, ale i przez pryzmat zdarzeń, które raz po raz sprawiały, że o Ukrainie było głośno. Takimi momentami zwrotnymi była wojna w Donbasie (i jest obecna odsłona tej samej wojny), był Hołodomor – ludobójstwo zlecone przez Stalina i była awaria elektrowni atomowej w Czarnobylu. To ta ostatnia dała wszak tytuł tomowi esejów. „Planeta Piołun” wprost nawiązuje do nazwy miejscowości – „pierwszego słowa z języka ukraińskiego, które obiegło wszystkie kontynenty”.

Ten traumatyczny moment opowiada nam Zabużko jednak nie językiem reporterki czy świadka zdarzeń, nawet nie jako pisarka z „czarnobylskiego pokolenia”, ale językiem filmu (von Triera, ale i Tarkowskiego czy Dowżenki) i językiem swojego przekładu „Czarnobylskiej modlitwy” białoruskiej noblistki Swietłany Aleksijewicz. W tytułowym eseju „Planeta Piołun” bohaterem staje się film Larsa von Triera „Melancholia”, psychologiczny dramat rozgrywający się w przededniu uderzenia w Ziemię przemierzającej kosmos samotnej planety. Czarnobyl był bowiem także „upadkiem nieba na ziemię”, ale i początkiem ukraińskiej niepodległości. Oto okazało się, że Kijów, który w latach trzydziestych „uległ, skulił się i zamarł w stanie prowincji”, zastraszony radziecką władzą, która oswoiła atom, teraz zdał sobie sprawę, że „wszechmoc okazała się fikcją”. Oto katastrofa przemieniła się w „terapię szokowa”, która pozwoliła „przepracować to, co stało się dwa pokolenia wcześniej”, w 1933 roku.

Przeczytaj także:

W „Tryptyku białoruskim” skupia się Zabużko na reportażach Aleksijewicz – konstatując z żalem, że nie powstał w języku ukraińskim literacki tekst o czarnobylskiej katastrofie, „nikomu jednak nie wystarczyło nie ducha nawet, a raczej, czy ja wiem, trzeźwości umysłu, żeby ją napisać”. Tekst staje się analizą stylu białoruskiej pisarki, uciekającej się do zapisu relacji rozmówców, rezygnującej z własnego komentarza, ale i analizą opisanego w książce świata zwanego „russkim mirem”. Świata o „wewnętrznym, genetycznym zaprogramowaniu na katastrofę jako bezpośrednim skutku planowego prania mózgów”. To tak zaprogramowany „człowiek niedorosły” to zwiastun biedy, wojny. „Pisarska intuicja nie zawiodła pani Swietłany” – konstatuje Zabużko – „wtedy, na początku lat dziewięćdziesiątych, rozmawiając z ofiarami Czarnobyla, naprawdę ‘zanotowała przyszłość’”.

W kontekście esejów zebranych w „Planecie Piołun” odpieranie przez Ukrainę rosyjskiej agresji staje się tym bardziej wydarzeniem nie tylko historycznym, ale i prawdziwym „być albo nie być” narodu i kultury, szansą na przerwanie raz na zawsze owych „stu lat samotności”. Szansą na spóźnione ziszczenie się fantazji z gatunku historii alternatywnej, przywoływanej przez pisarkę w jednym z  tekstów – o świecie, w którym Ukraińska Republika Ludowa nie uległaby bolszewickiej nawale. „Jedno można powiedzieć na pewno” – pisze Zabużko – „świat byłby wtedy inny – i zupełnie prawdopodobne, że lepszy”.

Oksana Zabużko, Planeta Piołun (Планета Полин)
Tłumaczenie: Katarzyna Kotyńska, Anna Łazar, Joanna Majewska
Agora, Warszawa 23 lutego 2022
ISBN: 9788326838651  

___________________

Oksana Zabuzhko finds Ukraine for us. She finds a country lost for decades to the West, „sunk like Atlantis”. She finds it in literature, in difficult moments of history, and thus breaks the rule of „russkiy mir” – Przemysław Poznański writes about „Планета Полин” (Planet Wormwood).

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: