wywiad

Michał Larek: Stawiam na prawdziwe historie | Rozmawia Przemysław Poznański

– Decydując się na pisanie „Martwych ciał” nie miałem pojęcia, że w jakiś sposób mnie to sformatuje, ale rzeczywiście dzięki kontaktom z milicjantami, dzięki czytaniu akt dotyczących tamtych realiów, stałem się częstym bywalcem tamtej przestrzeni, tamtego czasu. A że niemal co miesiąc dowiaduję się o nowych historiach z czasu PRL-u, to ta rzeczywistość coraz mocniej osadza mi się w głowie i sprawia, że chyba tak szybko się z niej nie wydostanę – mówi Michał Larek. I zapowiada nową serię kryminalną. Rozmawia Przemysław Poznański.

Michał Larek, fot. Klaudia Ekert/Chmurne Pstryki

Przemysław Poznański: Po pięciu latach od pierwszego wydania „Martwych ciał”, czyli opowieści o złapaniu Edmunda Kolanowskiego, zabójcy i nekrofila, wróciliście wraz ze współautorem Waldemarem Ciszakiem do tej książki, by wydać ją ponownie. Dlaczego?   

Michał Larek: Obecnie wydane „Martwe ciała” to książka w dużym stopniu inna od pierwszego wydania. W 2014 toku głównym źródłem wiedzy i narratorem książki był Jerzy Jakubowski, milicjant, policjant, były szef poznańskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego. Jego rola w tej sprawie była jednak specyficzna, ponieważ był dochodzeniowcem i pracownikiem komendy wojewódzkiej policji w Poznaniu, a Kolanowskiego zidentyfikowała i zatrzymała komenda miejska. Komenda wojewódzka przejęła tę sprawę w pewnym momencie, kiedy tamci nie potrafili „rozkuć” Kolanowskiego, czyli skłonić go do przyznania się do winy. A to było kluczowe dla całej sprawy, bo milicji zależało, żeby sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego. Gdy pisaliśmy „Martwe ciała” po raz pierwszy, dostaliśmy dostęp do akt, spotkaliśmy się między innymi z sędzią, który skazał Kolanowskiego na karę śmierci, z jego obrońcami. Wtedy brakowało nam jednak opowieści, informacji, scen związanych z pracą wykrywczą, nie udało nam się dotrzeć do ludzi z komendy miejskiej. Dopiero trzy lata po wydaniu książki podczas rozmowy z jednym z policjantów, dowiedziałem się, że wciąż żyje milicjant, który podobno był przy zatrzymaniu Kolanowskiego, major Roman Wojtyniak. Odezwałem się do niego i okazało się, że był szefem grupy operacyjnej, rozpracowującej mordercę, nadzorował jego zatrzymanie. Spotkaliśmy się parokrotnie i dzięki temu dotarliśmy do informacji, o których do tej pory mało kto słyszał. Wojtyniak okazał się cennym źródłem. Dzięki niemu nowe wydanie „Martwych ciał” jest opowieścią o tym, w jaki sposób milicjanci prowadzili działania operacyjne. Wzbogaciliśmy je też o rozmowy z innymi osobami, do których od czasu pierwszego wydania udało nam się dotrzeć – dziewczyną, dziś dorosłą kobietą, która znała zamordowaną przez Kolanowskiego dziewczynkę czy mężczyzną, który był nurkiem biorącym udział w poszukiwaniach tej ofiary. Książka nabrała rumieńców, stała się bardziej wieloperspektywiczna, mocniej zagłębiająca się w tamten czas. Myślę, że jest w niej więcej emocji. Ale prawdę mówiąc podstawowym bodźcem do przygotowania nowej wersji były niezwykle częste pytania czytelników o możliwość kupna książki, która już dawno zniknęła z rynku. Zmęczyło mnie to (śmiech).

Jak to się jednak stało, że w ogóle zainteresowaliście się sprawą Edmunda Kolanowskiego? „Martwe ciała” były wszak twoim kryminalnym debiutem, bo wcześniej nie interesowałeś się tą tematyką.

– Gdzieś na przełomie roku 2011 i 2012 spotkałem się z moim wujkiem i przyjacielem, adwokatem Waldemarem Ciszakiem na kawie i podczas tej rozmowy zeszliśmy na kwestie związane z kryminałami. Podczas tej rozmowy zrozumieliśmy, że na swój sposób tęsknimy za światem kryminalnym – ja, krytyk literacki, chciałem wrócić do porzuconych lektur kryminalnych i może spróbować sił w pisaniu takich powieści, on poczuł chyba tęsknotę za robotą prokuratora, gdy przesłuchiwał przestępców. Poczuliśmy też, że możemy coś z tym wspólnie zrobić. Trochę wcześniej jego przyjaciel, czyli wspomniany Jerzy Jakubowski, wydał książkę „Policjant. Okrutne zbrodnie, głośne śledztwa, o których mówiła cała Polska”, opisującą jego najważniejsze sprawy. Tak się bowiem złożyło, że to jemu przypadły najciekawsze śledztwa z Wielkopolski. Pomyśleliśmy, żeby się z nim spotkać i pogadać. Początkowo uznaliśmy, że warto spisać pitawal, zbierający najciekawsze sprawy kryminalne, ale ostatecznie postanowiliśmy skupić się na historii najbardziej makabrycznej, czyli właśnie na sprawie człowieka, który grasował po cmentarzach, wydobywał i okaleczał zwłoki. To była dość unikalna sprawa, nie tylko w skali Polski. Zrobiłem kiedyś fragment podcastu o sierżancie Francisie Bertrandzie z Paryża, który również wykopywał zwłoki, rozczłonkowywał je i się przy nich masturbował, ale takie sprawy są niezwykle rzadkie.

Czy właśnie to, że zajęliście się wtedy sprawą z okresu PRL-u, wpłynęło na twoje późniejsze literackie wybory? Cała twoja twórczość oscyluje wokół jeśli nie komuny, to przełomu lat 80. i 90.

– To prawda. Oczywiście decydując się na tę książkę nie miałem pojęcia, że w jakiś sposób mnie to sformatuje, ale rzeczywiście dzięki kontaktom z milicjantami, dzięki czytaniu akt dotyczących tamtych realiów, stałem się częstym bywalcem tamtej przestrzeni, tamtego czasu. A że niemal co miesiąc dowiaduję się o nowych historiach z czasu PRL-u, to ta rzeczywistość coraz mocniej osadza mi się w głowie i sprawia, że chyba tak szybko się z niej nie wydostanę. Mam ochotę napisać coś, co rozgrywa się współcześnie, ale na razie tamte czasy zbyt mocno mnie fascynują. Dość powiedzieć, że pracuję właśnie nad powieścią, rozgrywającą się w roku 1982 i nawiązującą do sprawy Edmunda Kolanowskiego.   

Michał Larek, fot. Klaudia Ekert/Chmurne Pstryki

Zdradzisz więcej?

– Tytuł to „Chirurg”. Cały czas kolejni milicjanci sprzedają mi coraz to nowe smaczki dotyczące tamtej historii, więc postanowiłem wziąć szkielet sprawy Kolanowskiego, wyciągnąć z niej najciekawsze elementy i spróbować się z nią zabawić w konwencji powieści. Nie jest to  fabularyzowana wersja prawdziwej historii, wiec nawet osoby, które znają dobrze sprawę Edmunda Kolanowskiego i które czytały „Martwe ciała”, będą mocno zaskoczone. To bardzo mroczna historia, rozgrywająca się na cmentarzach, w szpitalach, dotycząca bardzo specyficznych ludzi, którzy są naznaczeni namiętnością do martwych ciał. Tyleż fikcyjna, co prawdziwa. Paradoksem jest to, że właśnie przy niej pozwoliłem swojej wyobraźni poszaleć.

Stworzyłeś na potrzeby tej książki nowego protagonistę? Bo antagonistą, jak rozumiem, będzie mimo wszystko ktoś wzorowany na Kolanowskim?

– To się okaże (śmiech). Nie chcę za dużo zdradzać. Myślę, że ta postać będzie jednak ciekawsza niż Kolanowski. Jeśli chodzi o protagonistów, to bohaterów jest trzech: jednego wziąłem z mojego cyklu „Dekada”. Mówię o Harrym, który tu jest chorążym, pracującym jeszcze przez moment w komendzie miejskiej, tuż przed przerzuceniem do komendy wojewódzkiej. Pozostała dwójka to bohaterowie stworzeni na potrzeby tej powieści. Jednym z nich jest porucznik o ksywie Freddy, druga postać to pani porucznik o ksywie Zbój, bo na nazwisko ma Madej. To mocna, ale bardzo kobieca milicjantka. Ta trójka się dopełnia: Harry jest operacyjniakiem od brutalnych przesłuchań, Freddy jest takim kapitanem Żbikiem, bardzo poukładanym człowiekiem, mającym udane życie rodzinne, a Dagmara „Zbój” jest szaloną milicjantką, która pije i korzysta z życia, a przy tym jest świetnym śledczym. To oni wpadają na trop kogoś, kto grasuje na cmentarzach. 

To pojedyncza powieść czy początek nowej serii?

– Jest plan na serię, z wydawcą umówiliśmy się na razie na tetralogię, ale zobaczymy, jak zostanie przyjęty pierwszy tom. Wydawca, czyli Oficynka, chciałaby pokazać „Chirurga” na gdańskim festiwalu kryminalnym, ale nie wiem, czy się wyrobię. Ten rok miałem niezwykle pracowity, jestem, prawdę mówiąc, wyczerpany.

Czy rto oznacza koniec „Dekady”? Napisałeś na razie trzy tomy tej serii, a planowałeś dziesięć.

– Na razie skupiam się na nowym cyklu i podcastach kryminalnych („Zabójcze opowieści”), ale zrobię wszystko, żeby za jakieś dwa, trzy lata wrócić do „Dekady”. Coraz bardziej wgryzam się w tamtą szaloną dekadę, czyli lata dziewięćdziesiąte, i chcę dać temu wyraz powieściach. 

Michał Larek, fot. Klaudia Ekert/Chmurne Pstryki

Ale cały czas pozostajesz w sferze literatury opartej na faktach. Żadna twoja książka nie jest od początku do końca zmyślona. Tak pozostanie?

– Myślę, że – zasadniczo – tak. Przede wszystkim czytam coraz mniej kryminałów, które są oparte tylko na fikcji, zaczynają mnie nudzić, interesują mnie prawdziwe historie. Przyłapuję się nawet na tym, że gdy piszę fikcję, to cały czas rezonują we mnie te historie, które usłyszałem, sceny, powiedzonka, inne smaczki, które nieustannie przenikają do mojej prozy. To, co się wydarzyło naprawdę, podnieca mnie coraz bardziej. Fascynuje. Elektryzuje. To dlatego zacząłem nagrywać podcasty, bo mogę wykorzystać prawdziwe historie, do których cały czas docieram i które są niezwykle emocjonujące, a jednocześnie nie dość rozbudowane, by stać się kanwą powieści. Po ich odbiorze – widzę, że „true crime” cieszy się coraz większą popularnością.

Nie kusi cię zatem, żeby wrócić do kryminalnego reportażu?

– Nie. Praca nad „Martwymi ciałami”, a szczególnie nad ich nową wersją, była fascynująca, ale w powieści wbrew pozorom można sprzedać więcej informacji, można przemycić to, co wiem o świecie przestępczym, milicyjnym, policyjnym, ale nie ujawniając jednocześnie, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Tak więc stawiam na fikcję, ale bardzo mocno podszytą rzeczywistością… Chociaż z drugiej strony, kusi mnie reportaż, muszę to przyznać [śmiech]. Popularność moich podcastów daje mi do myślenia… No cóż, zobaczymy.

Rozmawiał Przemysław Poznański

*Michał Larekpisarz i wykładowca UAM. W 2014 roku wydał „Martwe ciała”, reportaż o Edmundzie Kolanowskim, seryjnym zabójcy z Poznania, w rozszerzonej formie wznowiony w 2019 roku, a w 2016 roku wydał powieść kryminalną „Mężczyzna w białych butach”, inspirowaną autentyczną historią (obydwie książki we współpracy z Waldemarem Ciszakiem, adwokatem). Jest też autorem książek „Przywracanie, wracanie: rozmowy szczecińskie z Arturem Danielem Liskowackim”, „Punkty zapalne” i „Rozmowa była możliwa: wywiady z pisarzami (wszystkie wspólnie z Jerzym Borowczykiem). Jest tez autorem kryminalnej serii „Dekada”, w której okazały się na razie trzy tomy: „Furia”, „Na tropie” i „Fatum”.

Reklamy

jeden komentarz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.