Tym co nas określa, osadza na delikatnej, niczym pajęczyna, siatce życia jest scheda. Spadek. To on da nam cały bagaż materialnych benefitów i niematerialnych, wspólnotowych doświadczeń osadzających nas w kontekście czasu i miejsca. Nas – żony i mężów, dzieci, wnuki. Spadkobierców. O powieści „Mokradła” Marii Turtschaninoff pisze Jakub Hinc.

Ta opowieść zaczyna się wówczas, gdy wiarusowi wojen szwedzkich w podzięce za wierną służbę król przyznał ziemię na fińskich rubieżach, by meandrować potem przez kolejne stulecia, kolejne dekady, miesiące i dni. A czas to właśnie uzbierane benefity.
Pozostawiany po sobie spadek, który ma wymiar jak najbardziej materialny. Ale to także całe bogactwo znaczeń, kodów i składających się nań odniesień. Oraz długów. Czasem chcianych, czasem niechcianych. I to nie tylko długów, których możemy się pozbyć odrzucając spadek. Czasem, a nawet często, mimo tych zobowiązań zapis przyjmujemy, a robiąc to stajemy się dłużnikami tych, którzy pomnażali dobra doczesne, dokładając starań, by nie tylko po sobie zostawić cokolwiek, ale by zostawić jak najwięcej.
Każda saga ma swój początek
Opowieść musi mieć swój początek. By ją utkać można sięgnąć do Wielkiego Wybuchu, albo – jak Turtschaninoff – do XVII wieku, gdzie po latach wiernej służby w armii, wiarus Matts Rask otrzymuje gospodarstwo w Ostrobotni, na wschodnich rubieżach ziem należących podówczas do szwedzkiej korony. I postanawia uczynić tę ziemię poddaną.
Matts zaczyna jak każdy pionier, karczuje kawał lasu, wyrywa karcze, z pozyskanego we własnym lesie drewna chałupę stawia i – w pocie zraszającym mu czoło – zbiera kamienie, którymi nadzwyczaj hojnie gleby te były obdarzone, by postawić z nich ogrodzenie. I niezauważenie żołdak staje się sąsiadem, gospodarzem, Mattsem Mattssonem z Nevabacki.
Każdy początek ma zawsze ciąg dalszy
Saga rządzi się swoimi prawami. I jeśli ma swój początek, to ma też zawsze ciąg dalszy, zwłaszcza gdy rozpisana jest na pokolenia, dziesiątki, ba nawet setki lat. Musi więc zawierać w sobie dobrą historię i niespodziewane twisty. Turtschaninoff chętnie korzysta z dostępnego jej arsenału rozwiązań stylistycznych, podkreślając upływ czasu i wpływ na dzieje nevabackiego gospodarstwa, wszelkimi środkami, nie stroniąc od splatania fabuły klasyczną narracją, wierszem i listem. Ta ostatnia obejmująca okres przełomu wieku XIX i XX zdaje się też tak wyraźnie przesuwać akcenty oddając Nevabackę w kobiece ręce.
Losy kolejnych pokoleń gospodarzących na Nevabacce są rozpisane na wiele, czasem współistniejących głosów. I w ich życiorysach odbija się jak lustrze historia tych ziem, czasów wojen i niepodległości, historii i teraźniejszości. Głosy wielkiego świata docierają do wsi bardziej w postaci echa światowych wydarzeń kołaczącego się wśród drzew należącego do gospodarstwa lasu, niczym klangor żurawi tokujących nad stawem, stukot dzięcioła czarnego lub ledwie widmo zdarzeń majaczące we mgle snującej się nad Bagnem Veatt. A jednak odciskają swoje wyraźne piętno na życiu mieszkańców Nevabacki.
Przeczytaj także:
Bagienne królestwo
Moczary, bagno, to wyróżnia Nevabackę spośród innych nadań królewszczyzny. Bagno, którego strzegą jego niewidoczni mieszkańcy prowadzący życie równoległe do ludzkiego, którzy choć przebywają w pobliżu ludzkich osad, to na co dzień pozostają dla ludzi niedostrzegalni. To chroniące przyrodę veatty, trolle i widziadła. Wymyśleni lub rzeczywiści mieszkańcy północnej krainy, którzy mają wpływ na życie ludzi mieszkających we wsi.
Niewidzialni mieszkańcy Bagna Veatt trwają tak, jak i trwa tu przyroda. Jak las, który wykarczowany się cofa, ale gdy tylko nadarza się sposobność odbiera to, co mu wydarto. Ale też dają, tak jak las, wszystko to, co stanowi o jego substancji – drewno, jagody, grzyby, pomocną dłoń, staw, w którym można utopić wroga, albo bagno, które da schronienie jeśli uszanuje się leśny lud.
Suchy pagórek na bagnie zasnutym mgłą
Gdy język opowieści jest oparty na dialekcie, tłumaczenie czasem potrafi zagubić ten dodatkowy smaczek, którym autor wzbogaca swoją narrację i który jest dostępny czytelnikom oryginalnego wydania. Nie da się zastąpić tego zapożyczoną z języka przekładu polską gwarą, na co też zresztą zwróciła uwagę tłumacząca powieść Turtschaninoff Agata Teperek, której kunszt tym bardziej trzeba docenić, że też i ewolucję opowieści w czasie, słowem starała się oddać. Siłą rzeczy zanika też w przekładzie dwujęzyczność opowieści rozgrywającej się w kraju, w którym język szwedzki, zasadniczo elity i fiński język ludu, ze sobą współistnieją. Nie czuje się jednak tego braku, który z nawiązką rekompensuje surowa przyroda wschodniej Finlandii umiejętnie wpleciona w narrację powieści.
Następujące po sobie pokolenia i pory roku, coraz bardziej współczesny język bohaterów powieści Turtschaninoff posuwają akcję powieści przez kolejne dekady i stulecia, aż do dnia, gdy spadek obejmuje kolejna w sztafecie pokoleń sukcesorka, od której przyjazdu do wsi rozpoczyna się de facto ta saga. I wówczas orientujemy się, że to nie tyle opowieść o osadzie zagubionej w leśnych ostępach Ostrobotni, nie opowieść o spadkobiercach gospodarstwa z Nevabacki, ale że w gruncie rzeczy to nasza, osobista historia, naszych rodzin i ich zmagań z siłami od nich potężniejszymi. Siłami natury, ale też przetaczającej się nad ich i naszymi głowami historii.
Nie jesteśmy samotnym pagórkiem
To czasem walka zwycięska, czasem przegrana, zazwyczaj zwykła, pełna codziennych wyzwań. Czasem obarczona rodzinnymi traumami, które potem dziedziczymy wraz z całym bagażem wspólnotowych doświadczeń naszych rodzin, a które tworzą naszą konstytucję, osadzają nas w konkretnej rzeczywistości, definiującej to skąd jesteśmy, czyimi jesteśmy synem/córką, kto nas zna, zna naszą rodzinę. I choć nie zawsze, to jednak właśnie dzięki temu okazuje się często, że wcale nie jesteśmy samotnym, suchym pagórkiem wyrosłym na środku zasnutego mgłami bagna, pośrodku pierwotnego lasu, o którym nikt nic nie wie.
Maria Turtschaninoff, Mokradła (Arvejord)
Przełożyła Agata Teperek
Wydawnictwo Poznańskie, sierpnia 2024
ISBN: 9788368217124
Finnish inheritance | What defines us, sets us on the delicate web-like web of life is the inheritance. Inheritance. It’s what will give us all the baggage of material benefits and intangible, communal experiences that set us in the context of time and place. Us – wives and husbands, children, grandchildren. Heirs. Jakub Hinc writes about the novel “Arvejord” by Maria Turtschaninoff.

