felieton seriale

Fryczkowska w odcinkach | Serial kobiecy, więc niektórzy kijem go nie tkną

Wielkie kłamstewka. HBO właśnie wrzuca drugi sezon, który – choć wydawało się to niemożliwe – jest jeszcze bardziej oglądany niż pierwszy. Głównie przez panie. Ale o tym za chwilę.

„Wielkie kłamstewka”, sezon 2, fot. materiały prasowe

Pierwszy sezon był ekranizacją powieści Liane Moriarty, drugi pisany jest od razu na potrzeby HBO, ale przy współpracy autorki. Zatem jest to tak zwana literatura kobieca, a więc tak zwany serial kobiecy. „Tak zwana”, bo trochę się dystansuję od tego określenia. Do dziś przecież nikt nie zdefiniował tego gatunku, choć mnóstwo recenzentów pozwala sobie nim gardzić a priori. Taki mamy klimat, mocno patriarchalny, nieco mizoginiczny.

Bo na czym polegałaby kobiecość literatury, a co za tym idzie – i serialu?

Że autorka jest kobietą? Hm, a Olga Tokarczuk czy Agnieszka Holland? Im nikt by nie śmiał przylepić tej łatki. Że bohaterki są kobietami? Hm, a Anna Karenina czy pani Bovary? Że rozmawiamy o tym, co dla kobiet istotne? A Bator? A Atwood z Opowieścią podręcznej chociażby? Ale może tu jesteśmy najbliżej.

„Wielkie kłamstewka”, sezon 2, fot. materiały prasowe

Otóż w Wielkich kłamstewkach bohaterkami są kobiety, mężczyźni są co najwyżej drugoplanowi, choć wyraźni. No i co? No i opowiadamy w kółko o tym, co dotyczy kobiet. W literaturze, filmie i serialach przyjęło się, że to, co męskie, jest zarazem uniwersalne i ogólnoludzkie. Z tego wynika, że ociekające sfrustrowanym testosteronem Californication nie jest absolutnie do bólu męskie, tylko po prostu dobre, uniwersalne, mocne, więc oglądać je powinni wszyscy, natomiast przesycone estrogenem Wielkie kłamstewka to według wielu taka sobie historyjka dla pań, więc panom nie przystoi na to patrzeć. Taki mamy klimat, że testosteron łatwiej się włamuje do kultury, a estrogen ciągle stoi w przedsionku, choć ryzykowałabym twierdzenie, że dopiero razem tworzą całość, bo – wbrew twierdzeniu wielu recenzentów – to nie mężczyzna jest bardziej człowiekiem. Naprawdę.

„Wielkie kłamstewka”, sezon 2, fot. materiały prasowe

Wielkie kłamstewka. Mistrzostwo i w dziedzinie CO, i w dziedzinie JAK.

JAK? Trochę od tyłu, trochę od przodu, bo opowiadamy nielinearnie. Od razu więc wiemy, że w miasteczku wydarzyła się tragedia, coś strasznego, ale co, komu i dlaczego się stało – tego dowiemy się nieprędko. A na razie śledzimy, jak do tego doszło, przypatrując się pięciu bohaterkom, matkom z klasy średniej z kalifornijskiego małego miasteczka.

CO? Macierzyństwo, bo wszystkie bohaterki są matkami. Macierzyństwo realizowane na różne sposoby i żadnego z nich nie wskazuje się tu jako wzorcowy czy niesłuszny. Poza tym życie w związku. Też na tyle sposobów, ile bohaterek. Bywa szczęśliwie i mniej, ale też nie wybieramy jedynej słusznej drogi. Poza tym przyjaźń, przemoc, zdrada, lojalność i nielojalność, prawda i kłamstwa, człowiek kontra instytucja, człowiek kontra własne dążenia, niezrealizowania i frustracje.

„Wielkie kłamstewka”, sezon 2, fot. materiały prasowe

Przyglądając się temu, co powyżej, widzę, że jeśli zastąpić słowo „macierzyństwo” słowem „rodzicielstwo” wychodzi nam, że opowieść ta jest bardzo uniwersalna i dotyczyć może obu płci, zarówno tej z przewagą estrogenu, jak i tej z przewagą testosteronu. Ale cóż, wiem, że niektórzy nawet kijem nie tkną tzw. kobiecych historii. Niech żałują.

I hak im w smak, jak mawiało się u mnie w piaskownicy, gdzie też chłopcy i dziewczynki bawili się osobno, choć stawiali podobne babki i robili podobne podkopy.

Wielkie kłamstewka (Big Little Lies)
Na podstawie powieści Liane Moriarty
Twórca David E. Kelly
Występują Meryl Streep. Reese Witherspoon, Nicole Kidman, Shailene Woodley, Laura Dern, Zoë Kravitz 
HBO

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.