książki

On, ona i trzeci | Tommy Wieringa, Piękna młoda żona

Wydawałoby się, że jest to kolejna historia mężczyzny z przeszłością, kobiety po przejściach*, co gdzieś się spotkają raz i drugi. Historia jakich wiele, o której nie jeden już raz opowiedziano, napisano wiersz lub poemat czy zaśpiewano piosenkę na niejedną melodię. A jednak „Piękna młoda żona” Tommy’ego Wieringi mimo, że autor po raz kolejny sięgnął po ten motyw, czyta się znakomicie. Może dlatego, że jest jeszcze ten – dość zaskakujący w takiej historii – trzeci?

Zanim jednak o nim, to zatrzymajmy się na chwilę przy początku tej opowieści. I zapytajmy tak samo jak wszyscy inni by to zrobili, gdy na kolacji w gronie bliskich znajomych, albo domowym miniparty, pojawia się para – jak by nie było nawet i dziś – dość ekscentryczna. On – mężczyzna w średnim wieku, o wysokiej pozycji zawodowej i ona – młoda kobieta, ładna, wciąż jeszcze z tym dziewczęcym błyskiem w oku, zgrabna i seksowna. Zatem nie dziwi, że w końcu padnie: „Jak właściwie się poznaliście”?

To pytanie, które przecież każdego by nurtowało, pada już w drugim zdaniu powieści, więc nie uchylę tu zbytnio rąbka tajemnicy. Nie będzie też nietaktem, że napiszę, iż właśnie owo pytanie stało się początkiem podróży przez retrospekcję pamięci Edwarda Landauera, eksperta WHO, uznanego wirusologa, poważanego naukowca i Ruth Walty, dziewczyny, a właściwie młodej kobiety, na którą Ed zwrócił uwagę w przypadkowych okolicznościach, ale która od tej chwili zajęła mu wszystkie myśli. To zdarzenie stanie się punktem, z którego historia opowiedziana na kartach tej książki cofnie się o kilka lat, nie tylko po to, by opowiedzieć o początkach namiętności, ale też po to, by dane nam było zbliżyć się do bohaterów. Autor „Pięknej młodej żony” buduje przy tym klasyczny układ piętrowych zobowiązań, zazwyczaj istniejący w takich przypadkach. On lub ona z pozycją zawodową i dużym dorobkiem, z pieniędzmi, czasem wielkimi, a czasem po prostu wystarczająco dużymi, by wieść spokojne życie klasy średniej, mieszkaniem lub domem w mieście, z którego zawsze wszędzie można się łatwo dostać do knajpek, klubów i na lotnisko, skąd zawsze można wyskoczyć na atrakcyjny wypad i on – ona, dopiero wchodzący na ścieżkę rozwoju, choć wcale nie zamierzający podążać taką drogą od początku.

I gdy już ich poznamy, gdy już będziemy przekonani, że wiemy jak ta historia się dalej potoczy, na scenie wydarzeń pojawi się trzeci, który tę misterną konstrukcję zburzy. I tu znowu odnajdziemy wręcz klasyczny układ: on, ona i ów trzeci. Jednak ten trzeci, lub częściej ta trzecia, to nie bardziej czy mniej fortunny skok w bok z dającymi się zawczasu przewidzieć konsekwencjami, choć i to się może zdarzyć, ale… dziecko.

I tu znowu Tommy Wieringa sięgnął po klasyczny schemat. Gdy na świecie pojawia się dziecko, potrafi ono zdekomponować zastany porządek. Nagle mieszkanie w mieście jest nieodpowiednie dla dziecka, dla którego bardziej stosowny byłby domek na przedmieściach, gdzie w ogrodzie jest miejsce na basenik, piaskownicę i huśtawkę, gdzie można urządzić kinderparty, a dzieciaki z sąsiedztwa mogą bezpiecznie bawić się na ulicy. Nieodpowiednia jest małżeńska sypialnia, bo przecież musi być w niej miejsce na dziecięce łóżeczko, na podłodze nie mają prawa walać się skarpety, ale mogą wbić się stopę grzechotki i klocki, w garderobie zamiast wieszaka na garnitury pojawia się szuflada ze śpioszkami, a w łazience miejsce na przewijak. Czy „ten trzeci” wprowadzi element destrukcji w tym tak przynajmniej pozornie, zgrabnie skonstruowanym świecie potrzeb i nienasyconych pragnień? A może nieopatrznie stanie się tym machnięciem skrzydła motyla nad Tokio, które pozornie nieistotne, ostatecznie wywoła prawdziwy huragan nad Utrechtem? Czy jednak pozwoli na dekonstrukcję zastanego porządku i po początkowym zamęcie da szansę na odbudowanie związku dwojga ludzi na nowych zasadach, już w trójkącie lub bardziej wielokątnej konfiguracji? Odpowiedź na to pytanie Wieringa da już na początku tej historii, gdy będziemy przyglądali się karierze Edwarda Landauera. Bo to jego sukcesy i porażki wyznaczą kształt życia, który przyjdzie mu wieść.

Czy jednak w lustrze „Pięknej młodej żony” dostrzeżemy nas samych, nasze zwątpienia i spędzające sen z powiek traumy? A może opowieść ta będzie li tylko moralitetem, smutnym memento dla pogubionego w świecie współczesnego człowieka? Ostrzeżeniem przed rafami i mieliznami życia, na które tak łatwo wpaść?

Tommy Wieringa, Piękna, młoda żona (Een mooie jonge vrouw)

Z niderlandzkiego tłumaczyła Alicja Oczko

Wydawnictwo Pauza 2019

* Nawiązanie do słów piosenki Agnieszki Osieckiej „Czy te oczy mogą kłamać”

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.