WSZYSCY JESTEŚMY CHOMIKAMI | Kuba Wojtaszczyk, Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Zbliża się bunt. Jego rozmiar i szanse powodzenia zależą tylko od nas, bo każdy z nas nosi w sobie osobiste urazy, niespełnione pragnienia, wściekłość, albo przynajmniej głęboko zakorzenioną frustrację. Jesteśmy jak zamknięte w małych trumienkach chomiki z artystycznego eksperymentu Radomira W., usilnie próbujące wydostać się na światło. Czy i po nas zostaną tylko nieruchome truchełka?

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

kiedy_zdarza_sie_Jest w Kubie Wojtaszczyku żądza niszczenia. W „Portrecie trumiennym” roznosił w pył rodzinę (jako pojęcie i jako konkret), w swojej najnowszej książce „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”, częstuje nas regularną rewolucją, która rozegra się z jednej strony na prowizorycznych barykadach Poznania, z drugiej – w głowach całej trójki jego głównych bohaterów: lorda Witolda, przekonanego, że jest brytyjskim royal baby, Evana, rzeźbiarza, pracującego na co dzień w kwiaciarni swojego chłopaka Adama i Weroniki, doktorantki na UAM. Skomplikowane, często podszyte silnymi emocjami, wzajemne relacje między tą trójką są tu prawdziwym motorem akcji – od pobłażania i pewnej dozy sympatii na początku, po rywalizację, pogardę i nienawiść na koniec.

Książka nie zaczyna się niewinnie i ani przez moment niewinna nie jest. Oto Radomir W., poznański artysta zostaje oskarżony o zamordowanie chomików, które – kierując się artystyczną wizją – umieścił w małych, plastikowych trumienkach. Czy to tylko (aż) szukanie artystycznego wyrazu, czy może już wyraz buntu przeciwko rzeczywistości? W tym samym czasie wśród studenckiej i absolwenckiej braci z kierunków humanistycznych narasta przekonanie, że nadszedł czas na pokazanie władzom miasta swojego niezadowolenia z braku perspektyw na pracę zgodną z wyuczonym zawodem („nie tylko informatycy są potrzebni”). I tak klimat narastającego braku nadziei rodzi ryzyko agresji – i tej bezsilnej, będącej źródłem frustracji, i tej grożącej zniszczeniem wszystkiego i wszystkich wokół.

To jednak ciągle tylko tło dla bardziej osobistych frustracji bohaterów, które nie mają wiele wspólnego z ich sytuacją materialną czy brakiem pracy. To ponadczasowy „ból istnienia”, niezależny od tego czy mamy akurat epokę „ciepłej wody w kranie”, czy czas dzielenia na lepszy i gorszy sort – oto ktoś męczy się w związku, który nie pozwala rozwinąć skrzydeł, ktoś czuje się lekceważony, ktoś inny nosi w sobie poczucie niesprawiedliwości, bo żyje – według własnego przeświadczenia – znacznie poniżej należnego mu społecznego statusu, bez upragnionych honorów.

To punkt wyjścia do fabuły, która nawet na moment nie zwalnia, wrzucając nas w wir groteskowych zdarzeń, w opowieść, gdzie – zgodnie z przewrotną deklaracją autora, spisaną na pierwszej stronie – nic nie jest prawdziwe.

Będziemy świadkami rewolucji, która nie obejdzie się bez ofiar (w „Kiedy zdarza się przemoc…” przemoc zdarza się często), ucieczek, strzelaniny i całej tej krzątaniny tak charakterystycznej dla laboratoryjnych zwierząt futerkowych, zamkniętych w zbyt ciasnych klatach (trumienkach) i skazanych – prędzej czy później (zgodnie z prawem natury) na zagładę. Czy taka właśnie jest autorska diagnoza kondycji współczesnych 30-latków?

Przyznam, że odczuwam po przeczytaniu tej książki pewien niedosyt. Otóż jest w tej niej inna jeszcze, niż wspomniane wcześniej, przyczyna frustracji i furii bohaterów – to ich, nie zawsze do końca uświadomiony, kompleks polskości, wyrażający się tu umiłowaniem wszystkiego, co niepolskie, a konkretnie wszystkiego, co brytyjskie. Cierpi na to Evan, pół-Brytyjczyk, ale to Witold, lord, jest prawdziwą emanacją wręcz klinicznego przypadku wyparcia swojej narodowości i podklejenia się pod inną kulturę, tradycję, genetyczny kod. To postać, która udała się Wojtaszczykowi doskonale – przemyślana, kompletna, budząca skrajne emocje – i uśmiech, i zgrzytanie zębów. Dlatego trochę szkoda, że autor nie postanowił poświęcić jej zdecydowanie więcej miejsca.

Przeczytaj także: MARTWA NATURA W RODZINNYM WNĘTRZU. Kuba Wojtaszczyk, Portret trumienny 

Przeczytaj także: CIĄGLE MAM WRAŻENIE, ŻE TO NIE CHODZI O MNIE. Rozmowa z Kubą Wojtaszczykiem, autorem „Portretu Trumiennego” 

//pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

 

Kuba Wojtaszczyk, Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć

Wydawnictwo Akurat 2016