KAŻDY MA WŁASNE DEMONY. Rozmowa z Edytą Niewińską, autorką powieści „Levante”

Fot. Rafała Meszka

Nie jesteśmy w Andaluzji. Nie jesteśmy na Podlasiu, ani nawet w Poznaniu. Te etapy Edyta Niewińska ma za sobą. Sosny, wiewiórki, sikorki – wszystko to wskazuje jednak na polski krajobraz. Dla autorki powieści „Levante” to od prawie trzech lat pejzaż widywany bardzo rzadko.  Zapuściła korzenie na południu Hiszpanii, więc jej los koresponduje w pewnym stopniu z fabułą książki, która jest przede wszystkim opowieścią o uciekaniu, ale i poszukiwaniu, ściganiu. No właśnie: o czym bardziej?

– Doskonałe pytanie – śmieje się Niewińska.

Przemysław Poznański: Bohaterka ściga marzenia, wyidealizowaną miłość, ale jednocześnie ucieka przed przeszłością, traumą, o której chce zapomnieć, a przynajmniej sobie z nią poradzić.

Edyta Niewińska Dávila, fot. Rafał Meszka, www.meszka.com

Edyta Niewińska, fot. Rafał Meszka, http://www.meszka.com

Edyta Niewińska*: Nie wiem czy bohaterka stara się poradzić sobie z traumą, raczej zostawić ją za sobą. Specyfiką tej bohaterki jest odcinanie się od poszczególnych etapów życia.

Ona nie rozmyśla nad tym, co było.

– Dokładnie tak. Nie ma refleksji. Było, skończyło się. Teraz trzeba wybrać nową drogę, póki zapala się na niej zielone światło.

Tyle że to jej odcięcie się od przeszłości jest radykalne. To palenie mostów.

– Wydaje mi się, że wiek trzydziestu paru lat to moment, w którym rewidujemy nasze marzenia, sprawdzamy stopień ich realizacji i podejmujemy decyzję, co dalej. Alicja, bohaterka „Levante” robi to szybko, taki ma charakter. Być może nie są to decyzje przemyślane, nieoparte na szczególnie głębokich przemyśleniach, dość radykalne, natomiast w jej opinii robi dobrze, bo bilans dotychczasowego życia nie składa jej się w spójną całość.

Ale przecież poza traumą, której doświadczyła, Alicja nie może narzekać – osiągnęła sukces: zaistniała w świecie polityki, jest asystentką posła i europosła, kariera stoi przed nią otworem. Czyżby nagle zdała sobie sprawę, że dotychczasowe życie jej nie odpowiada?

– Nie. Myślę, że w jej pokoleniu, pokoleniu przełomu lat 70. i 80. nie było możliwości, żeby zrobić sobie „gap year”, żeby – co teraz jest bardzo popularne w Polsce, a na Zachodzie od dawna – po studiach, lub w trakcie, zrobić sobie rok przerwy, podróżować, zobaczyć świat, może nawet poszukać swojego miejsca poza krajem. Myślę, że ona traktuję tę traumatyczną sytuację jako szansę sprawdzenia, co ją jeszcze interesuje.  Sprawdzenia czy chce wracać do dotychczasowego życia, czy nie. Poza tym dziś podróżowanie i zbieranie doświadczeń bywa cennym punktem w CV. Ona myśli: „A może gdzieś się zaczepię za granicą, a może nie, może zobaczę świat i uznam, że jest nudny, rozczarowujący, więc wrócę i będę przez resztę życia żyła tak jak dotychczas. Ale chcę to sprawdzić”.

Dla ciebie – emigrantki – wielki świat nie okazał się chyba rozczarowujący?

– Świat jest wart tego, żeby wyjechać i go poznać. Poznawanie nowych kultur i odnajdywanie siebie w nowym kontekście otwiera umysł, jest wiec wartością nie do przecenienia. Świat otwiera przed nami nowe przestrzenie, daje nowe możliwości i uwalnia nas od ograniczeń, które często sami sobie narzucamy. Myślę jednak, że do tego punktu w życiu moja bohaterka jednak nie dochodzi.

Też mam wrażenie, że ona nie odrzuciła żadnych ograniczeń, ale wręcz narzuciła je sobie, wyjeżdżając. Bo uciekła przecież nie dla samej ucieczki, ale w poszukiwaniu próby realizacji swoich mrzonek.

– Dla mnie najsmutniejsze jest to, że ona wyjeżdża za granicę, ale niczego jej to nie uczy, pozostaje taka sama.

Ta podróż jej nie rozwija.

– Nie poszerza jej horyzontów. Znam jednak osoby, którym się to także przytrafiło i myślę, że może im jest to potrzebne, może zmiana byłaby dla nich zbyt dużym wyzwaniem. Natomiast z punktu widzenia rozwoju człowieka wydaje mi się to bardzo smutne. Bo coś, co jest szansą, okazuje się szansą zmarnowaną. Bohaterka cały czas gna za ułudą, wyobrażeniem, za czymś, co nie może się urealnić, jeśli ona sama najpierw się nie zmieni. Styl życia, który wybrała, nie pozwoli jej na to.

„Levante” to nie romans, ale mówi sporo o miłości. Czy miłość jest warta tego, żeby radykalnie zmieniać swoje życie?

– Pytanie czy Alicja naprawdę szuka miłości.   

Czytaj także: ROZWIANE MARZENIA. Edyta Niewińska Dávila, Levante [POD NASZYM PATRONATEM]

Tak to nazywa, tak o tym myśli.

– To jej kolejne  wyobrażenie, kolejna klisza. Mam wrażenie, że bohaterka „Levante” w ogóle myśli kliszami z filmów, szczególnie z komedii romantycznych i ekskluzywnych magazynów dla pań. Nie potrafi wyjść poza ten schemat. To w niej zbyt głęboko siedzi. Na takiej podstawie zdefiniowała swoje marzenia i to musi się okazać rozczarowujące.

To znaczy, że nie ma takiej miłości jak z romansów: wyjeżdżam za granicę i nagle spotykam przystojnego szejka, Włocha, Hiszpana?

Edyta Niewińska Dávila, fot. Rafał Meszka, www.meszka.com

Edyta Niewińska, fot. Rafał Meszka, http://www.meszka.com

– Nie wiem (śmiech). Chyba nie da się powiedzieć: „nie ma”, „jest”. To może się komuś zdarzyć, większości nie. Tu chodzi o coś innego – o to, że na spotkanie miłości trzeba być gotowym. Alicja nie jest gotowa. To, co chciałam pokazać w tej książce, to fakt, że nasze wyobrażenia, ukształtowane przez popkulturę  nie spotykają się z rzeczywistością. Rzeczywistość jest dużo bardziej wymagająca, a relacja miedzy ludźmi wymaga świadomości, co to oznacza i wiele pracy. Nie zdarza się ot tak, po prostu. Miłość nie zostaje zwieńczona happy endem, do którego tak przyzwyczaiły nas romanse i komedie romantyczne – a więc chwilą, gdy po życiowych perturbacjach dwoje ludzi spotyka się i postanawia być razem. Miłość musi trwać nadal, wtedy tak naprawdę wszystko się zaczyna. Najbardziej fascynuje mnie właśnie to, co stanie się potem w ich życiu „po happy endzie” – jakiego to dalsze życie wymaga wysiłku, jak pod wpływem różnych życiowych zdarzeń zmieniamy się my w naszym związku.

Symbolem życiowej postawy Alicji jest tytułowy levante. Dla mnie to nie tyle ów andaluzyjski wiatr, ile ucieleśnienie stanu ducha i umysłu. Oznacza, że bohaterka nie jest w stanie trzeźwo podejść do rzeczywistości i ją kształtować. A przecież mówimy o osobie, która w „poprzednim życiu” kontrolowała każdy fragment tego, co ją otaczało.

­– Ostatnio moja przyjaciółka Sophia doskonale to ujęła: „Ludzie mówią, że levante wyciągnie z ciebie wszystko to, co masz w środku”. Jeśli masz demony, jeśli masz jakieś sprawy do „przepracowania”, jeśli tłamsisz w sobie jakieś złe doświadczenia, to ten wiatr je z ciebie wyciągnie. Ale najpierw muszą ci przejść przez gardło, musisz się z nimi zmierzyć. Levante fascynuje mnie jako zjawisko przyrodnicze, tak skorelowane z ludzką psychiką, że może stać się dla nas terapią, całkowicie naturalną. Bo levante to także to, co nami targa w środku, niszczycielska siła, która może zostać okiełznana przez inną, podobną siłę.

Alicja ma w sobie takie demony, że aż trudno uwierzyć, że ona w ogóle była w stanie funkcjonować w tym swoim poprzednim, poukładanym życiu.

– Wszyscy mamy jakieś demony w sobie, a jednak na co dzień musimy funkcjonować. Jesteśmy bardzo dobrze przetrenowani społecznie – nauczeni tego, jacy mamy być, jak mamy funkcjonować. W przypadku pokolenia Alicji nikt co prawda nie tłumaczył w szkołach jak żyć w świecie korpo, bo takiego świata wtedy nie było, ograniczono się więc do ogólnych norm, i dlatego każdy to robi dziś trochę na swój sposób. I jedni to wytrzymują, inni nie. Jedni szukają ratunku w psychoterapii, inni rzucają wszystko i podróżują. Każdy powinien sobie odpowiedzieć czy, i jak długo, jest w stanie tak funkcjonować, czy jest to zgodne z moim systemem wartości, czy jest to akurat to, czego naprawdę chcę. Wielu jednak nie zadaje sobie tych pytań. Alicja należy właśnie do tej grupy. Jeśli wykonała taki ruch, to spontanicznie. Choć trzeba jej oddać, że w ogóle to zrobiła. Wielu ludzi na to nie stać, nawet spontanicznie.

Skąd taka postać wzięła się w twojej głowie?

– Z obserwacji.

To nie są twoje demony?

– To nie są mojej własne demony, moje są trochę inne i wiem o nich, bo mam levante na co dzień (śmiech). A wracając do Alicji: to kompilacja osób, które spotykam. Nie musiałam jej jakoś szczególnie stwarzać, ona przyszła do mnie i powiedziała „jestem”.

Bohaterka narzucała ci swoje czyny i myśli podczas pisania? Zmieniła się w stosunku do postaci, która „przyszła” do ciebie?

 – Alicja była dla mnie od początku przewidywalna. Aż nawet chwilami rozczarowująca. Ale tak: kiedy siadam do pisania, mam już całą postać wymyśloną, jeśli coś się potrafi mnie zaskoczyć, to czasem postaci poboczne, ale nie główna bohaterka.

Jedna z bohaterek twoje poprzedniej książki, „Kosowa”, też ma na imię Alicja. Moim zdaniem nie jest to przypadkowe – Alicja z „Levante” wydaje się być po trosze zemstą na Alicji z „Kosowa” – tak poukładanej, tak akuratnej, że aż męcząca.

– Szczerze mówiąc, podczas pisania „Levante” w ogóle nie myślałam o Alicji z „Kosowa”. To imię tkwi w mojej głowie, bo ktoś kiedyś nazwał mnie tak przez przypadek i spodobało mi się to, tym bardziej, że wszystkie Alicje jakie znam, są niezłymi twardzielkami. Muszę przyznać, że moja redaktorka, Marta zwróciła mi już jakiś czas temu uwagę, że bohaterki moich obu książek mają imiona zaczynające się na A może czas…

…przejść do B.

– …a potem wykorzystać cały alfabet (śmiech). Obiecuję to wziąć pod uwagę.

Czytaj także: IMPRESJA O PIEPRZENIU SOBIE ŻYCIA PO TRZYDZIESTCE. Edyta Niewińska, Kosowo

Jak na ciebie, jako pisarkę, wpłynęła twoja własna podróż, wyjazd do Andaluzji – też przecież nie do końca zaplanowany?

– Moja podróż wynikała z mojej nomadycznej osobowości. Wędrowanie jest dla mnie od zawsze czymś organicznym, niezbędnym do życia. Nie umiem się temu oprzeć i wie to każdy, kto zna mnie dłużej, niż trzy lata. Te podróże wpływają na moją twórczość, bo mam potrzebę, by tym, co przeżyłam i przefiltrowałam, podzielić się z ludźmi. Dlatego szczodrze umieszczam w książkach moje doświadczenia z podróży. Tym bardziej, że prawda o świecie jest jednak inna, niż to co pokazują nam kolorowe magazyny, tak uwielbiane przez Alicję. Jest mniej przystająca do naszych wyobrażeń, bywa niebezpieczna, ale fascynująca. Podróż to nie wędrowanie w ciepłych kapciach, ani wszystko to, co oferują nam biura podróży w ramach All inclusive. Podróż powinna być szkołą życia.

Vejer z twojej książki to nie jest miejsce z przewodnika. Pokazane jest z punktu widzenia myśli i przeżyć bohaterki. Na ile to Vejer z „Levante” jest Vejer, w którym mieszkasz? Na ile wszystkie opisane przez ciebie miejsca są prawdziwe, na ile przetworzone w umyśle bohatera?

Edyta Niewińska Dávila, fot. Rafał Meszka, www.meszka.com

Edyta Niewińska, fot. Rafał Meszka, http://www.meszka.com

–  Alicja widzi zupełnie inne Vejer, niż to, które ja widzę na co dzień. Także dlatego, że ja tam żyję, a ona jest turystką. Ona widzi tylko siebie, nie potrafi wyjść poza to. Podobnie ma się zresztą rzecz z Marokiem – oglądamy ten kraj jej oczami, tak naprawdę oglądając ją samą. Taka postawa determinuje jej działania i sprawia, że na końcu staje się to, co się staje.

Obie twoje książki trudno zakwalifikować do konkretnego gatunku – to powieści obyczajowe, zarazem psychologiczne, a w „Levante” dorzucasz wątek sensacyjny. I o to chcę spytać: dzisiejsze czasy wymagają takiego „komercyjnego” wątku, żeby powieść lepiej się sprzedała?

– Kiedy pada pytanie o gatunek moich powieści, odpowiadam, że są psychologiczno-obyczajowe. Praca nad warstwą psychologiczną jest dla mnie ważna – to identyfikowanie lęków i fascynacji bohaterów, nazywanie ich. Wątek sensacyjny pojawił się sam z siebie, był naturalny. To też pokazanie, że podróż, jako wyjście poza własną strefę bezpieczeństwa, potrafi nas postawić również w mało przyjemnych sytuacjach. To, jak zareagujemy w takich sytuacjach, pokazuje prawdę o nas.

Pierwszą powieść wydałaś tradycyjnie, w wydawnictwie, które poniosło koszty tego wydania, pieniądze na wydanie drugiej zebrałaś na portalu crowdfundingowym Kultura Hula! Skąd taka zmiana?

– Decyzja o wyborze wydawcy Bookflow, w systemie selfpublishingu, ale z pełnym pakietem: korektą, redakcją (ukłony dla Marty i Dominiki), składem, ogólnopolską dystrybucją, było absolutnie doskonałym doświadczeniem. Brakowało mi tego przy „Kosowie”, gdzie wiele spraw puszczono na żywioł. Tu dopięto wszystko na ostatni guzik. Życzę wszystkim takiej pracy nad wydaniem książki. Zawsze interesuje mnie robienie kroku do przodu i tak właśnie zrobiłam – spróbowałam czegoś nowego. Piszę dla czytelników, więc chciałam jak najszybciej do nich dotrzeć z dobrze wydaną książką – Bookflow dał mi tę szansę. I jestem absolutnie zadowolona.

Do niedawna byłaś debiutantką, teraz masz wdaną drugą powieść. To zmienia twój sposób myślenia o sobie jako pisarce, o kolejnej książce?

– Nie. Każda książka jest dla mnie nowym początkiem.  Mam zaplanowaną trzecią książkę i czwartą.

O czym piszesz? Zostajesz w Vejer?

– W nowej książce będzie więcej bohaterów, niż jeden, tyle mogę zdradzić. Na pewno spotkają ich uniwersalne historie, zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną. Tak jest z „Kosowem”, którego robocze tłumaczenie na angielski już mam i wiem, że wiele osób z różnych krajów utożsamia się z tą historią.  Moja mama twierdzi, że przekraczam w swoich opowieściach granice pokoleń, że nazywam emocje, które towarzyszyły i jej generacji. Ja dodam,  że moim celem jest również przekroczenie granic geograficznych, szukanie tego, co łączy ludzi w podobnym wieku w różnych miejscach na ziemi.

Takie jest przeznaczenie pisarza?

– Każdy pisarz ma swoją podróż i swoje przeznaczenie. Ja idę swoją ścieżką.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

ZDJĘCIA RAFAŁ MESZKA

 

* Edyta Niewińska jest autorką wydanej w tym roku powieści „Levante” oraz wydanej w 2012 roku powieści „Kosowo” (jej akcja rozgrywa się w większości w Poznaniu, trwają prace nad jej sfilmowaniem), opowiadania „One night stand” zamieszczonego w zbiorze „Bookopen” oraz scenarzystką filmową. Mieszka w Andaluzji, pracuje dla międzynarodowych organizacji pozarządowych, nie boi się mówić o lękach współczesnych trzydziestolatków i trudnych związkach międzyludzkich. Kobiece wcielenie Hanka Moody’ego – podróżuje, pije, pali, ignoruje problemy.

Jedna uwaga do wpisu “KAŻDY MA WŁASNE DEMONY. Rozmowa z Edytą Niewińską, autorką powieści „Levante”

Możliwość komentowania jest wyłączona.