ŚMIERĆ Z MASZYNOPISU. Robert Galbraith, Jedwabnik (The Silkworm)

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Wielka jest siła słowa, a w zasadzie, tego, co mogą stworzyć – literatury. Książka może obrazić, skrzywdzić, może nawet zabić. I to samego autora. Dotyczy to także książki niejako jeszcze nie wyklutej, tkwiącej w kokonie maszynopisu. Można takiej książce pozwolić się przekształcić w formę opatrzoną okładkami i sprzedawaną na księgarskich półkach, ale można ją też zatrzymać w rozwoju – tak jak w przypadku jedwabnika, którego gotuje się żywcem w kokonie, by uzyskać przędzę. Jednak przy sprzyjających okolicznościach nawet maszynopis może mieć siłę rażenia małej bomby. Tym bardziej, gdy stworzono go z założenia jako próbą rozliczenia z dusznym, literackim (pół)światkiem.

JedwabnikWielka jest siła literatury – mało kto wie to lepiej, niż ukrywająca się pod pseudonimem Robert Galbraith, autorka książek o Harrym Potterze, J. K. Rowling. Pisanie uczyniło z niej celebrytkę i jedną z najbogatszych osób w Wielkiej Brytanii, a jej powieści dokonały swoistego cudu – zmusiły rzesze dzieciaków do oderwania się od komputera i przeczytania pierwszej być może książki w życiu. Z podobnym cudem mamy do czynienia w „Jedwabniku” – oto detektyw Cormoran Strike przyjmuje, wbrew wszelkiej logice, sprawę zaginięcia średnio znanego pisarza Owena Quine’a. Nie ma to żadnego sensu, bo Strike – rozchwytywany po tym jak ośmieszając policję doprowadził do złapania mordercy sławnej supermodelki – ma wystarczająco dużo dobrze płatnej pracy, by poświęcać się jeszcze śledztwu, za które najprawdopodobniej nigdy nikt mu nie zapłaci. Strike, zwalisty olbrzym o jednej nodze, znany z „Wołania kukułki”, wie jednak jedno: nie pozwoli się ugotować żywcem w kokonie, jaki tworzą wokół niego nudne, powtarzalne śledztwa zlecane przez zdradzanych mężów. Zajmie się sprawa Quine’a, bo niesie ona oddech świeżości, choć – jak szybko się okazuje – nie dosłownie.

DO POCZYTANIA

Robert Galbraith, Wołanie kukułki (The Cuckoo’s Calling). SEKRETARKA PANA STRIKE’A

Zygmunt Miłoszewski, Bezcenny. PUBLICYSTYCZNY THRILLER POLITICAL FICTION

Jo Nesbø, Policja (Politi). O BEZSILNOŚCI I ZEMŚCIE

Po rozpracowaniu świata modowego biznesu, Strike wkracza więc do zupełnie nieznanej mu rzeczywistości neurotycznych i zazdrosnych pisarzy, snobistycznych wydawców i łączących obie cechy agentów literackich. Są jeszcze pisarskie żony i kochanki, transseksualiści, piękni lokaje, uwieczniani nago na rysunkach, a także kryjąca się za całym tym blichtrem zwykła szara rzeczywistość londyńskich blokowisk. W końcu jest i książka Quine’a o dziwnym tytule (i jeszcze bardziej pokrętnej, groteskowej fabule) „Bombyx Mori”, czyli „Jedwabnik” właśnie, broń – jak się szybko okazuje – obosieczna. To za jej sprawą w skrzynkach pocztowych pojawia się psie gówno, w ruch idą noże, a w pewnym zaniedbanym domu odnajdują się zwłoki brutalnie związanego mężczyzny, leżącego wśród stołowej zastawy jak główne danie, wypatroszonego i oblanego kwasem. Byłaby to pewnie dla Strike’a i dla policji jedna z wielu okrutnych zbrodni, gdyby nie fakt, że w „Bombyx Mori” znajdujemy opis identycznej śmierci. W tym momencie kwestia zapłaty za powierzone śledztwo schodzi na dalszy plan, Cormoran Strike musi tę zagadkę rozwiązać i znowu – co oczywiste – ośmieszy policję, niepotrafiącą wyjść poza utarte schematy.

W „Wołaniu kukułki” cały szoł ukradła Strike’owi jego ambitna i uzdolniona asystentka Robin Ellacott. W „Jedwabniku” Galbraith (Rowling) nie ma jednak na tę postać pomysłu – Robin co prawda od czasu do czasu rzuca ciekawym spostrzeżeniem, domaga się równorzędnej roli w śledztwie i dla ukochanej pracy niemal zrywa z bezpodstawnie zazdrosnym narzeczonym (kolejny kokon, z którego trzeba się wyrwać), lecz jednocześnie traci nieco pazur i może dlatego druga część cyklu to jednak przede wszystkim popis Cormorana Strike’a. Szkoda, bo Robin wyrastała w pierwszym tomie na niezależną postać, zdolną udźwignąć fabułę. Zredukowanie roli asystentki nie razi jednak tak bardzo, jak rozwiązanie zagadki, które wydaje się nieco naciągane. To u autorów ważna umiejętność, by mylić tropy i na mordercę wybrać kogoś, kto nie budzi podejrzeń. Galbraith robi to doskonale, powoli podsuwa nam dowody i kolejnych podejrzanych, by chwilę później pokazać, że daliśmy się wpuścić w maliny. Gorzej, że gdy już w końcu poznajemy mordercę, zamiast głośnego „Wow!” wypuszczamy z siebie ledwie westchnienie, zabarwione niedowierzaniem. „Serio?”. Misternie tkana przez wiele lat intryga, która miała prowadzić do okrutnej zbrodni, nie do końca mnie przekonuje. Przez moment czekałem nawet na ciąg dalszy.

Na szczęście finałowej scenie nie brakuje niczego – ma tempo i do tego przywraca choć na moment właściwe miejsce asystentce detektywa Strike’a. Jak dla mnie w trzeciej części jednonogi olbrzym mógłby wziąć wreszcie wolne.

Robert Galbraith

Jedwabnik (The Silkworm)

Tłumaczyła Anna Gralak

Wydawnictwo Dolnośląskie 2014

Jedna myśl na temat “ŚMIERĆ Z MASZYNOPISU. Robert Galbraith, Jedwabnik (The Silkworm)

Możliwość komentowania jest wyłączona.