recenzja

W stronę człowieczeństwa | Henryk Sienkiewicz, Quo vadis | 130. rocznica wydania

130 lat temu ukazało się „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza–dzieło aktualne może dlatego, że bardziej niż o miłości czy wierze (choć także), jest opowieścią o odwadze odnalezienia w sobie człowieczeństwa w obliczu autorytarnego reżimu – pisze Przemysław Poznański.

Niemal w rok po opublikowaniu pierwszego odcinka powieści, 29 lutego 1896 roku w warszawskiej „Gazecie Polskiej” i równolegle w krakowskim „Czasie” oraz w „Dzienniku Poznańskim” czytelnicy mogli przeczytać zdanie: „Wedle zaś dawnej bramy Kapeńskiej wznosi się dziś maleńka kapliczka z zatartym nieco napisem „Quo vadis, Domine?”. Tym samym poznali ostatnie słowa najsłynniejszej powieści polskiego Noblisty, która zwartym drukiem ukazała się w tymże 1896 roku, by szybko – dzięki tłumaczeniom, ale także dzięki ekranizacjom – na dobre zagościć w kanonie światowej kultury. 

W czym tkwi jej fenomen? Powieść Henryka Sienkiewicza odczytywana jest jako uniwersalna opowieść o wielkiej miłości, która potrafi zmienić człowieka i pokonać największe nawet przeszkody, ale bywa też traktowana jako dzieło niemal religijne (tytuł, który odczytywany wprost odnosi się do apokryficznego tekstu, gdzie zapisano takie właśnie słowa św. Piotra), świadectwo nieugiętej wiary, porównywanej wręcz do pokory Hioba w obliczu próby, na jaką wystawił go Bóg. I rzeczywiście: „Quo vadis” można tak odbierać. Historia Winicjusza i Kalliny (częściej nazywanej tu Ligią) czy rzeź chrześcijan w pokorze znoszących śmierć zadawaną im na arenach Rzymu, to wątki na tyle wyraziste, że uzasadniają tę interpretację. A jednak powieść Sienkiewicza jest czymś więcej niż poruszającą powieścią obyczajową osadzoną w czasach antycznych, czy appendiksem do „Dziejów Apostolskich” – jest ponadczasową opowieścią o trudnych, czasem najtrudniejszych wyborach jednostki, zderzonej z kaprysami autorytarnej władzy.

Neron, czyli zło wcielone

Powieści historyczne – jak choćby „Faraon” Bolesława Prusa – są często narracją o władcach, o tych, którzy zmieniają bieg historii czasem jedną decyzją, jednym słowem. Na drugim biegunie mamy opowieści ukazujące wielką historię, ważne społeczne i cywilizacyjne zmiany, w tym wojenne zawieruchy, przez pryzmat „zwykłego życia”. Sienkiewicz w „Quo vadis” – trochę zresztą jak w „Krzyżakach” – idzie trzecią drogą: wybiera model opowieści o ludziach spoza najściślejszych kręgów władzy, a w każdym razie niepodejmujących ważkich decyzji, mających jednak przywilej (a tu bardziej nieszczęście) obcować z władcą niemal na co dzień, być świadkami jego wzlotów i upadków.

Jesteśmy w Rzymie, którym niepodzielnie rządzi Neron, Ahenobarbus, cesarz, lecz zarazem pewien o swego geniuszu poeta, pieśniarz, aktor i tancerz, spragniony poklasku, łasy na pochlebstwa, mściwie prześladujący tych, którzy nie decydują się być jego klakierami. To człowiek o cechach socjopatycznych, zachłyśnięty tak bardzo posiadaną władzą, że niemal przekonany o swej boskości, a tym samym o prawie do decydowania o ludzkim życiu, a nawet śmierci. Sienkiewicz  nie znajduje dla tej postaci taryfy ulgowej – nie może, bo przecież tworzy archetyp tyrana, uosobienie instytucjonalnego zła, wcielenie władzy absolutnej. Ta figura jest mu bowiem niezbędna jako wyraziste tło dla opowieści, którą chce nam przekazać.

Arbiter intrygi

Powieść – rozgrywająca się w latach 63–68 – zaczyna się od przybycia do Rzymu Marka Winicjusza, żołnierza wracającego z Azji Mniejszej. A zarazem siostrzeńca Petroniusza – postaci historycznej, patrycjusza rzymskiego, poety, prawdopodobnego autora „Satyrikonu” (u Sienkiewicza przyznaje się on do tych strof), ale przede wszystkim polityka, mającego znaczący wpływ na Nerona jako arbiter elegantiarum. To jemu młodzieniec zdradza, że podczas pobytu w domu Aulusa Plaucjusza i Pomponii zakochał się w oddanej im pod opiekę Kallinie, córce barbarzyńskiego króla Ligów.To wyznanie będzie brzemienne w skutki. Petroniusz ukuje bowiem plan odebrania Plaucjuszowi dziewczyny i dzięki wpływom jakie ma u Nerona przekazania jej – de facto jako niewolnicy – Winicjuszowi.

Plan ten, godzien wysoko postawionego Rzymianina, dla którego ważny jest cel, a nie prowadzące do niego środki, okaże się zarzewiem intrygi, której skutki okażą się dla patrycjusza nie do przewidzenia. Nie doceni on bowiem determinacji członków pewnej żydowskiej sekty, wierzącej w niejakiego Chrestosa. Sekty, której wyznawczynią jest Ligia oraz jej wierny obrońca, Ursus.

Dla Eunice, dla Marka

Sienkiewicz daje nam wielkie historyczne tło, oszałamia epickim opisem wielkiego pożaru miasta, wprowadza też do powieści – w charakterze równorzędnych bohaterów – samego św. Piotra i św. Pawła z Tarsu, a przecież jednocześnie daje nam powieść w gruncie rzeczy kameralną, skupioną na ludzkich wyborach. Owszem, podejmowanych w obliczu dziejowych wyroków, ale jednak indywidulanych. To każdy z bohaterów z osobna zadać sobie musi pytanie: „dokąd zmierzasz?” i każdy musi na nie odpowiedzieć we własnym sumieniu, nawet jeśli brać będzie pod uwagę los osób sobie najbliższych.  

Nie ma przy tym w powieści bohaterów, którzy zostaliby w miejscu, którzy zbagatelizowaliby owo tytułowe pytanie. Być może najmniej dynamiczną z postaci jest Petroniusz. Owszem, dla Marka Winicjusza i Ligii położy na szali własną pozycję na dworze, owszem, za sprawą Eunice uwierzy w prawdziwą miłość, ale tak naprawdę jest to postać mocno niejednoznaczna. Często chwalony za swój dystans do życia, które „jest śmiechu warte”, jest w gruncie rzeczy koniunkturalistą, jednym z klakierów cesarza, o ile nie z owych klakierów najważniejszym, który dla własnej wygody i korzyści niezmiennie utwierdza władcę w jego przekonaniu o geniuszu. Jeśli decyduje się na bunt, to głównie dlatego, że nie ma wyjścia. W powieści słyszymy hymn do wyrafinowanego gustu, który nie jest w stanie znieść już dłużej neronowych „domicjuszowskich cienkich nóg, miotanych tańcem pirrejskim” i  poematów „poety z przedmieścia”. Historycznie w tle pobrzmiewa jednak spisek Pizona, którego patrycjusz był uczestnikiem, widzimy też wyraźnie, że traci łaski władcy i jedynie uprzedza jego decyzję.

Kmicic, Bohun, Winicjusz

Co ciekawe, radykalne przemiany przechodzą u Sienkiewicza w zasadzie jedynie mężczyźni, kobiety bowiem z założenia tkwią na szczycie moralnej drabiny. To Kmicic w „Potopie” musi się zmienić, by zasłużyć na rękę Oleńki, to Bohun w „Ogniem i mieczem” musi przejść przemianę, by zarzucić zemstę za odrzucenie przez Helenę jego awansów. W „Quo vadis” na tę samą miarę uszyty jest Marek Winicjusz. To raptus, który z początku przystaje przecież na plan Petroniusza, zakładający uczynienie z Ligii nałożnicy. Gdy intryga zawiedzie, długo będzie szukał innych sposobów, by dopiąć swego – nie zważając na wolę dziewczyny. Sienkiewicz pokaże jego rozterki, wielką walkę jaką toczyć będzie sam ze sobą – by mentalność rzymskiego żołnierza mogła z czasem ustąpić moralności neofity, ale także, by ślepe pożądanie ustąpiło miłości tak wielkiej, że warto dla niej nawet ryzykować życie.

To dzięki Winicjuszowi-raptusowi wkracza jednak do powieści bohater, który przy pobieżnych omówieniach książki często bywa pomijany, gdy tymczasem jest jedną z postaci głównych, a przy tym  najciekawszych, z psychologicznego punktu widzenia narysowanych przez autora w sposób najbardziej drobiazgowy. To jego przemiana wstrząśnie nami najbardziej, tworząc archetyp porównywalny do postaci Dobrego Łotra z Ewangelii św. Łukasza. Mowa oczywiście o Chilonie Chilonidesie, greckim łotrze i cwaniaku, który odnalezienie swojego człowieczeństwa w obliczu szalejącego terroru zapłaci chyba najwyższą ceną.

Dobry łotr

Chilonides przewija się przez niemal całą powieść, dane mu jest poznać wszystkich głównych graczy, z Neronem na czele. Człowiek, który sprzedaje nici ze swego podartego płaszcza jako relikwie, spiskowiec, gotów poświęcić życie innych ludzi za garść monet, szemrany typ do wszystkiego, bez oporów zdradzający tych, którzy mu zaufali, przechodzi w powieści przemianę podwójną. Z żebraka i łotra w jednej chwili stanie się przyjacielem cesarza i bogaczem, noszonym w lektyce, lecz jednocześnie jest oszustem, który daje się okpić, wciągnąć w intrygę znacząco od niego większą. Przypłaci to drogo – ktoś, kto wcześniej z łatwością wymieniał skrupuły na scrupula, w obliczu niewinnej krwi przelewanej na arenach odczuwać zacznie ciężar wyrzutów sumienia. Jego bunt przeciw tyranii, wszak w oczywisty sposób samobójczy – przyćmi bunt Petroniusza i poświęcenie Winicjusza. Stanie się symbolem nawrócenia na człowieczeństwo.

To postać Chilonidesa spaja tak naprawdę powieść – nie tylko dlatego, że szybko staje się on w większości wątków głównym rozgrywającym, ale dlatego, że tak naprawdę to on niesie na swoich barkach przesłanie „Quo vadis”. To jego tragedia i męczeństwo – w przeciwieństwie do męczeństwa Piotra – niezapowiedziane, nie do przewidzenia, pokazuje prawdziwą złożoność ludzkiej natury, zdolnej do najwyższych poświęceń. Nie tylko w imię wiary czy miłości, ale także w imię pojęcia tak abstrakcyjnego jak godność, wyrażająca się niezgodą na bezkarne w swym założeniu zło.   

Henryk Sienkiewicz, Quo vadis
Nakład Gebethnera i Wolffa, Warszawa 1896

Korzystałem z wydania: Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów 1989

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej