recenzja seriale

Superbohater nie bez skazy | Dexter: Zmartwychwstanie [recenzja]

„Dexter: Zmartwychwstanie” szczęśliwie nie jest powtórką z rozrywki, lecz pełnym szacunku dla oryginału rozwinięciem znanych tematów i wątków, opowieścią o bohaterze, który zmuszony jest stawić czoła jednemu z najtrudniejszych wyzwań w swoim życiu – pisze Przemysław Poznański.

Gdy uśmiercony bohater powraca, musi być ku temu dobry powód. Twórcy serialu „Dexter: Zmartwychwstanie” mają co najmniej dwa – pierwszy z nich to pomysł na wciągającą fabułę, która nie powiela ogranych schematów. Drugim jest bohater, który widzom nigdy się nie znudzi, a jednocześnie przechodzi w tej serii istotną metamorfozę. 

Dexter Morgan, brawurowo grany od niemal dwóch dekad przez Michaela C. Halla, postać wykreowana dla telewizji przez Jamesa Manosa jr. na motywach prozy Jeffa Lindsaya, to posługujący się jasnym „kodeksem” morderca, zabijający tylko innych morderców, a przy tym obdarzony niezwykłą intuicją i wiedzą technik policyjny z Miami. Choć stoi po stronie zła, to przecież wprost wpisuje się w archetyp zwycięskiego superbohatera, któremu kibicujemy mimo jego wad. Bo wprawdzie człowiekiem bez skazy nie jest, to przecież wiemy, że na swój sposób walczy z jeszcze gorszym złem.

Dexter powraca

Na ekranach telewizorów Dexter pojawił się po raz pierwszy 1 października 2006 roku, po to by po ośmiu sezonach oryginalnego serialu, zakończonego w 2013 roku, zniknąć w huraganie. Bohater, na którego zaczęły kłaść się cieniem podejrzenia, że jest poszukiwanym przez policję Rzeźnikiem z Bay Harbor, sfingował w ten sposób swoją śmierć. Osiem lat później postanowiono go jednak wskrzesić po raz pierwszy – i tak odnalazł się w 2021 roku w serialu „Dexter: Nowa krew” jako Jim Lindsay, mieszkaniec fikcyjnego miasteczka Iron Lake w północnej części stanu Nowy Jork.

Być może spokojnie dożyłby tam swoich dni, gdyby nie niespodziewane przybycie jego syna, Harrisona (Jack Alcott). Szybko okaże się, że ojca z synem łączą nie tylko geny, ale i mroczny imperatyw zabijania. Spotkanie mężczyzny po przejściach i młodzieńca, którym targają mroczne emocje i  gniew wobec wcześniej nieobecnego w jego życiu ojca, musi mieć konsekwencje. Dexter ginie po raz drugi.

Czas na Nowy Jork

I znowu ożywa. Wiemy o tym już z serialu „Dexter: Grzech pierworodny” z Patrickiem Gibsonem i Christianem Slaterem, odtwarzającego – chwilami może popadając w parodię serii oryginalnej – początki kariery bohatera: morderczej i policyjnej. Teraz jednak dostajemy nową odsłonę franczyzy, czyli serial „Dexter: Zamartwychwstanie” – opowieść już nie tylko o konieczności wyboru między mniejszym i większym złem, ale też między własną naturą a życiem najbliższych, między przyjaźnią a instynktem przetrwania.

Dexter nie jest już uciekinierem. Jego winy spadły na kogoś innego, a jednak niespodziewana wizyta – a przede wszystkim dociekliwość – dawnego przyjaciela Angela Batisty (David Zayas) budzą w bohaterze obawy. Batista jest wszak doskonałym policjantem, którego nie da się zbyć byle historyjką. Woli więc znowu zniknąć, rozmyć się w tłumie wielkiego miasta. I tak Dexter przybywa do Nowego Jorku, gdzie w jednym z hoteli pracuje jego syn. Nie chce się z nim spotkać, chce go jedynie chronić przed groźnymi w skutkach błędami.

Jaki ojciec taki syn

Harrison zakatował na śmierć mężczyznę, który próbował zgwałcić odurzoną wcześniej kobietę. Nie zatarł jednak wystarczająco dobrze śladów po zbrodni i prowadząca w tej sprawie śledztwo genialna detektyw Claudette Wallace (Kadia Saraf) szybko wpada jego na trop. Zanim jednak ojciec pomoże synowi, musi załatwić inną sprawę: w mieście grasuje okrzyknięty „mrocznym pasażerem”, bezwzględny morderca napadający na kierowców taksówek na aplikację UrCar.

Nie jest to już jednak dokładne ten sam bohater, jakiego znaliśmy wcześniej. Realne otarcie się o śmierć, a jednocześnie ojcowskie uczucia względem syna, sprawiają, że Dexter ewoluuje, znajdując w sobie nieznane mu wcześniej pokłady współczucia czy troski o innych. Nie tracąc nic ze swych „supermocy” staje się bardziej ludzki, co oznacza także chwilami zanurzenie czy wręcz zmęczenie życiem, które prowadzi. A może zmęczenie życiem jako takim? To przecież Dexter, który musi się nawet poddać zabiegowi akupunktury, by poradzić sobie z trawiącym go fizycznym bólem. Trzeba przyznać, że Michaelowi C. Hallowi, aktorowi bądź co bądź po pięćdziesiątce, daje to wreszcie możliwość zagrania roli głębszej, ciekawszej, mniej powtarzalnej niż wcześniej.  

Stowarzyszenie morderców

Być może całe to doświadczenie będzie bohaterowi potrzebne, gdy przyjmie skradzione swej ofierze zaproszenie na tajne spotkanie seryjnych zabójców i wkroczy w najmroczniejszy ze światów, w którym przyjdzie mu zmierzyć się z osobami podobnymi do niego, a może nawet od niego groźniejszymi (ujrzymy tu m.in. Umę Thurman i Petera Dinklage’a). Przede wszystkim jednak przyjdzie mu zmierzyć się z po raz kolejny własnym mrokiem, ale i podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu.

„Dexter: Zmartwychwstanie” szczęśliwie nie jest powtórką z rozrywki, lecz pełnym szacunku dla oryginału rozwinięciem znanych tematów i wątków. Jest też niektórych wątków zamknięciem. Ale o Dextera się nie martwmy. Niezależnie od tego, jak potoczą się jego losy, gdy znowu pojawi się taka potrzeba, powróci.

Dexter: Zmartwychwstanie (Dexter: Ressurection)
Twórca Clyde Phillips
Paramount+ with Showtime original programming
Dystr. SkyShowtime 2025

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej