felieton

Narodowe czytanie czy Obywatelskie? | Felieton Dawida Kornagi

Akcja, która ma łączyć, zamienia się w pole bitwy; cytaty to kule, wybrane fragmenty – małe bitwy. Może więc pora na alternatywę? Nie „Narodowe” Czytanie, a „Obywatelskie”, otwarte, różnorodne, promujące literaturę, która bez ogródek mówi o współczesnym świecie, o naszych problemach, naszych marzeniach, naszych lękach – pisze we wrześniowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Kiedy we wrześniu w szkołach, bibliotekach i parkach rozbrzmiewają czytane na głos fragmenty polskiej literatury, trudno nie odczuć pewnego wzruszenia. Narodowe Czytanie, organizowane już od 2012, to jedna z nielicznych akcji, które potrafią zgromadzić ludzi wokół książki. Nie ekranu, nie smartfona, nie kolejnego tiktokowego wyzwania, ale zwykłej książki.

Przychodzi wtedy refleksja, że przemyślane czytanie to nie tylko obowiązek szkolny, to także przyjemność, asumpt do refleksji, a nawet akt wspólnoty, co obecnie wcale nie jest takie oczywiste i dane raz na zawsze. Coś w kontrze do reprodukowanych rolek na socialach czy „literatury” typu young adult, pełnej schematycznych bohaterów oraz moralizatorskich puent. Każda inicjatywa, która zwraca naszą uwagę na słowo pisane, zasługuje więc na uznanie. Optymiści powiedzą: „Młodzi przynajmniej czytają”. I mają rację. Każda powieść, nawet ta najsłabsza, uczy nawyku czytania, rozwija wyobraźnię, poszerza słownictwo. Jest druga strona czytelniczego medalu. Czy naprawdę chcemy, by młodzi ludzie latami poznawali literaturę przez pryzmat disco polo słowa pisanego? Czy nie powinniśmy aspirować do czegoś więcej?

Dobrze, że Narodowe Czytanie przypomina o istnieniu dzieł sprzed wieków. Wciąż poruszają one tematy uniwersalne, robią wrażenie treścią i formą. W tym roku tematem Czytania była poezja Jana Kochanowskiego, mistrza języka. Kochanowski potrafił w kilku wersach zawrzeć całe spektrum ludzkich emocji: od radości życia po rozpacz po stracie swojej córeczki. Jego fraszki, pieśni i treny to już kanoniczne lektury. I nadal do nas przemawiają. Kto nie zna „Na zdrowie”, ten niech pierwszy zgłosi się na SOR.

Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.

Narodowe Czytanie ma jednak drugie, mniej idealistyczne oblicze. Kiedy w akcji biorą udział celebryci, influencerzy, aktorzy i politycy, zyskuje ona rangę, lecz również staje się narzędziem autopromocji. W końcu jak nie wykorzystać okazji, by pokazać się w dobrym świetle? Oto ludzie, co na co dzień, przez swoje uzależnienie, promują snusy nikotynowe, równocześnie wypisują dzieci z zajęć edukacji zdrowotnej. I tego typu ludzie nagle pasowani zostali na ambasadorów kultury. Czytają Kochanowskiego, uśmiechają się do kamer, publiczność bije brawo. I choć trudno odmówić im prawa do udziału w akcji, to jednak trudno nie odczuwać pewnego dysonansu. Jak pogodzić deklarowaną troskę o kulturę z codziennymi działaniami, które często tej kulturze przeczą?

W tegorocznej edycji szczególnym echem odbił się fragment „X pieśni” Kochanowskiego, odczytany przez Pierwszą Damę. Ponoć wywołał salwy śmiechu:

Może kto ręką sławy dostać w boju,
Może wymową i rządem w pokoju;
Lecz jeśli żona męża nie ozdobi,
Mąż prózno robi.

To zabawny, lekko ironiczny tekst. W powyższym kontekście brzmi jak przypadkowo wyznany autoportret. Nie chodzi o to, żeby Narodowe Czytanie stało się narzędziem politycznym, a tym bardziej służyło do konfrontacji zamiast pojednania. A jednak tak się dzieje. Akcja, która ma łączyć, zamienia się w pole bitwy; cytaty to kule, wybrane fragmenty – małe bitwy.

Może więc pora na alternatywę. Taką, co nie będzie „Narodowa” w tym wąskim, wykluczającym sensie, tylko „Obywatelska”. Otwarta, różnorodna, promująca literaturę, która niekoniecznie trafi do kanonu szkolnego, gdyż niekiedy bez ogródek mówi o współczesnym świecie, o naszych problemach, naszych marzeniach, naszych lękach.

Literatura polska to nie tylko Kochanowski, Mickiewicz czy Sienkiewicz. To też twórczość młodych autorów, którzy piszą o tym, co ważne tu i teraz: o prawach człowieka,  tożsamości czy wolności. O wyzwalaniu się od „pradawnych prawd”, „nienaruszalnych świętości” oraz pozorowanych wartości etycznych. Po te powieści na pewno nie sięgną narodowo-nacjonalistyczni politycy. Doznaliby zaraz mentalnego wstrząsu anafilaktycznego.

Tu nasuwa się pytanie, czy w takim razie Narodowe Czytanie ma sens. Pewnie, że ma. Każda akcja, która zachęca do czytania, jest wartościowa. Z drugiej strony pamiętajmy, że literatura to nie tylko kanony i klasyki. Bardziej żywe słowo, dziecko swoich czasów; rośnie z nami i stara się odpowiadać na pytania o świat. Przyznaje się do porażki, wzmacnia się małymi zwycięstwami o uznanie. Narodowe Czytanie to dobry początek na rozkręcenie maszynerii promowania literatury. Ponieważ zdecydowanie potrzebujemy więcej: różnorodności, otwartości, nie tylko upolitycznionej  troski o kulturę.

Przeczytaj także:

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej