Czy na nas, ludziach 50+ kończy się fascynacja Sztukmistrzem z Kielc? Może tak się stać, choć nie powinno, bo Edmund Niziurski nie tylko opisywał tamte, minione, peerelowskie czasy, nie tylko język był siłą jego powieści, ale bohaterowie, intryga i akcja, przyjaźń i kumpelstwo – pisze w 100-lecie urodzin autora „Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa” Grzegorz Kalinowski.

Poproszono mnie kiedyś, chyba w jakimś wywiadzie, o takiego mini-Kisiela, więc napisałem swój alfabet. Zacytuję fragment tego co było pod literą k: „K – jak książki. Pierwszą były przeczytane w szóste urodziny „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. Zaczęło się od Niziurskiego, Bahdaja, Nienackiego i Papcia Chmiela, później Vonnegut i Heller, literatura iberoamerykańska, Bułhakow (czytajcie nie tylko „Mistrza i Małgorzatę”, sięgnijcie proszę po „Białą gwardię”), była fascynacja Konwickim, a w dobry kryminał wprowadził mnie Chandler. Mógłbym mówić o książkach bez końca, wciąż odkrywam nowe pozycje, gabinet już dawno jest nimi zapełniony, a półki wypełniają pół domu.”
Wszystkim wymienionym autorom – i wielu, czasem nawet złym, bo i u nich znalazło się jakieś dobre zdanie, albo inspiracja, czy też impuls – coś zawdzięczam. Ale to chyba Edmund Niziurski odcisnął na mnie najsilniejsze piętno, zaraził mnie powieścią chłopacką, skrzącą się dialogami, słowotwórstwem na miarę Wiecha (ach, jak pięknie budował swoje własne słowa i zdania bazując na języku młodzieżowym, niczym Wiechecki na warszawskiej gwarze), godnymi Tyrmanda nazwiskami bohaterów (Juliusz Kalodont, Olimpia Szuwar i Filip Merynos vs Wieńczysław Nieszczególny, Albert Flasz i Chryzostom Cherlawy), wreszcie wartką akcją i pomysłami narracyjnymi. Przecież pomysł z zamianą tornistrów w „Marku Piegusie” to majstersztyk, wielkie otwarcie intrygi kryminalnej, wstęp do przygody, kolejne trzęsienie ziemi, po którym postępują następne wstrząsy tektoniczne: walka na wybiegu w Zoo, tajemnicze „przez flaszkę pod plackiem”, intrygujące wydarzenia w podziemiach kościoła. A to tylko jedna z książek, moim zdaniem najlepsza, ale nie jedyna znakomita.
Niziurski inspiruje

Mogę pisać tylko o swoich odczuciach, a nie rozbierać życiorys autora „Piegusa”, „Trylogii Odrzywolskiej” i „Sposobu na Alcybiadesa”, i objaśniać jego twórczości, bo to trud daremny przy tym, co zrobił Krzysztof Varga w wydanej sześć lat temu książce „Księga dla starych urwisów. Wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Edmundzie Niziurskim”. To biblia dla niziurofanów, więc mogę tylko w niemym zachwycie przerzucać jej strony, pozostają mi za to moje emocje. Nie mnie jednemu zresztą, bo Andrzej Saramonowicz w hołdzie Mistrzowi z Kielc stworzył „Pokraj”, swojego Niziurskiego dla dorosłych, łącząc styl jego powieści dla młodzieży z groteskowym pełnym rozczarowań życiem dorosłych, które opisywał w „Salonie wytrzeźwień” oraz „Eminencjach i bałłabancjach”.
Ja też uciekłem się do stworzenia własnego spin-offa, w „Śmierci frajerom” wykreowałem postać wzorowaną na chłopcach od Niziurskiego, ale pozbawioną ograniczeń twórczości dla dzieci i młodzieży. Ze świata żartów i zabaw na własnym podwórku Heniek Wcisło wchodzi na scenę brutalnej rzeczywistości, walki o niepodległość (powieść zaczyna się przed pierwszą wojną światową), wojny i gangsterki. Jest taki jak Marek Piegus, Czesiek Pajkert i Tomek Okist, ale w coraz bardziej realnym i bolesnym świecie, wreszcie staje się dorosły. Dlatego właśnie napisałem „Śmierć frajerom”, żeby mój bohater dorósł, wszedł w świat dorosłych, ale nie jako stary-malutki, wieczny skaut, którym stał się Tomek Wilimowski z cyklu Alfreda Szklarskiego.
„Jeszcze Niziurski nie umarł…”
Stulecie Niziurskiego mija nieomal niezauważone, czego nie sposób byłoby sobie wyobrazić jeszcze czterdzieści, pięćdziesiąt temu. Czy zatem ma rację Andrzej Saramonowicz, który parafrazując Mazurek Dąbrowskiego powiedział „jeszcze Niziurski nie umarł póki my żyjemy”. Czy na nas, ludziach 50+ kończy się fascynacja Sztukmistrzem z Kielc? Może tak się stać, choć nie powinno, bo Edmund Niziurski nie tylko opisywał tamte, minione, peerelowskie czasy, nie tylko język był siłą jego powieści, ale bohaterowie, intryga i akcja, przyjaźń i kumpelstwo. Wszystko to jest podstawą dobrego filmu czy serialu, akcję „Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa” czy „Klubu Włóczykijów”, można przenieść w dzisiejsze czasy, albo stworzyć produkcje retro, czemu nie? Do tej pory Niziurski miał umiarkowane szczęście do adaptacji swoich powieści, z ośmiu przekonuje tylko serial o przygodach Marka Piegusa, czarnobiała produkcja Mieczysława Waśkowskiego z animacjami Bohdana Butenki, muzyką Adama Walacińskiego i kreacjami Grzegorza Romana, Bronisława Pawlika, Ludwika Benoit i Mieczysława Czechowicza. Było „Znachorów” trzech, dwie adaptacje „Strachów”, kroją się trzecia i czwarta „Lalka”, dwa razy gościł na ekranach Nikodem Dyzma, może zatem…
Na razie można sięgnąć po powieści, odświeżyć, albo poznać. Ja polecam „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” i będący luźną kontynuacją „Klub włóczykijów”, zaś Krzysztof Varga zaś stawia na „Trylogię Odrzywolską”. Krzysztof namówił mnie także do przeczytania wznowionych niedawno powieści kryminalnych Edmunda Niziurskiego „Przystań Eskulapa” i „Pięć manekinów”, warto też zagłębić się w dorosły PRL poprzez lekturę powieści „Salon wytrzeźwień” i „Eminencje i bałłabancje.”
Zobacz i posłuchaj:
🎞 Na stronie TVP, można obejrzeć serial Niewiarygodne przygody Marka Piegusa
🎙 Audycja Więcej niż kryminał poświęcona twórczości Edmunda Niziurskiego
🎙 Audycja Więcej niż kryminał poświęcona twórczości Edmunda Niziurskiego, Adama Bahdaja i Zbigniewa Nienackiego





