– Chciałam napisać powieść prawdziwą, a to można zrobić tylko „na otwartym sercu” – mówiła Małgorzata Żebrowska podczas premiery swojej debiutanckiej powieści „Matczyzna”. Spotkanie prowadził Przemysław Poznański z Zupełnie Innej Opowieści.
„Matczyzna” jest opowieścią o trzydziestolatce, która zmaga się z traumami, głęboko zakorzenionymi w tym, czego doświadczyły jej matka i babcia, w ich słabościach, w ich osobistych strachach. To powieść psychologiczna, poszukująca i odnajdująca źródła tego, kim jesteśmy w dorosłym życiu, naszej tożsamości.
– Powieść podobno czyta się szybko. Ale pisałam ją długo. To był proces – mówiła Małgorzata Żenrowska. Zaznaczała, że najpierw były trzy osobne historie trzech późniejszych bohaterek tej książki. Połączenie ich i nadanie im ciągłości emocjonalnej nastąpiło pod wpływem moich zainteresowań Jungiem i tym, jak nasza podświadomość wpływa na to, jacy jesteśmy, jak się zachowujemy, kim jesteśmy – dodawała.

W zakamarkach duszy
„Matczyna” to tytuł, ale to też słowo, które można używać jako rzeczownika pospolitego, pisanego z małej litery, będącego opozycją lub dopełnieniem słowa ojczyzna. Jako takie wymaga jednak definicji. – Nie jest matczyzna na pewno miejscem geograficznym, ale takim które nosimy w sercu, pierwotnym, do którego tęsknimy, z którym się czasami spieramy. To nasz punkt odniesienia: od narodzin aż po kres – tłumaczyła pisarka.
I dodawała: – Matczyzna to całe nasze dziedzictwo, pozytywne jak i negatywne, troski, radości, także wszystkie te emocje, jakie daje nam macierzyństwo. Czasem nie do końca sobie uświadamiamy tych emocji, czasem nie potrafimy ich nazwać, ale one są gdzieś w zakamarkach naszej duszy.
Zaskoczyć, może nawet oburzyć
Powieść rozpoczyna się od jednego z najlepszych pierwszych zdań w literaturze: „Jej śmierć przyszła w najgorszym z możliwych momentów, tuż przed zamknięciem roku finansowego”. To po brzegi przepełnione negatywnymi emocjami zdanie, jest narracją Basi, a dotyczy śmierci jej babci.
– Tym pierwszym zdaniem chciałam zepchnąć czytelników z utartych kolein, zaskoczyć, może nawet oburzyć. Basia wydaje się przez to postacią antypatyczną, ale takie było założenie. Z czasem dowiadujemy się, że w grę wchodziły emocje ekstremalne, poznajemy powody, dla których bohaterka nie ma szacunku do zmarłej babci, wstydzi się jej. Trzeba też wziąć poprawkę na to, że obserwujemy bohaterkę w bardzo ciężkim momencie życia. Śmierć nestorki pogłębia wściekłość i gniew, które już w Basi tkwią – tłumaczyła Małgorzata Żebrowska.
Opowieść Basi
Narracja Basi prowadzona jest pierwszoosobowo. Dwie pozostałe narracje – babci, czyli Krysi, i matki, czyli Marty, to narracje trzecioosobowe. Jak tłumaczy autorka chodziło jej o podkreślenie, że nie mamy do czynienia z sagą. – Basia jest główną bohaterką. W moim zamyśle pozostałe dwie bohaterki żyją w niej i są przez nią opowiadane, choć językami pasującymi do ich epok. To współczesna historia, która sięga do przeszłości – mówi Żebrowska.
Dzięki temu poznajemy Krysia bohaterki z całą ich złożonością. Okazuje się, że Krysia miała wspierającego ojca, nad wyraz nowoczesnego jak tamte czas. – Okazywał jej wsparcie, kochał ją, wierzył w nią. Prościej byłoby umieścić ja w rodzinie toksycznej, ale nie lubię takich oczywistych rozwiązań. Wolałam pokazać, że kształtuje nas wiele okoliczności i wsparcie ze strony rodziców może nie wystarczyć, gdy nie mamy w sobie zakorzenionego poczucia własnej wartości – tłumaczyła pisarka. Z kolei Marta jest międzypokoleniowym pomostem. – Śmieję się, że dziurawym, steranym, który przenosi wszystko co dobre, ale przede wszystkim to, co złe. Marta, podobnie jak potem Basia, też zadawała sobie pytania o to, czemu jej matka jest jaka jest, ale ona tych odpowiedzi nigdy nie uzyskała – opowiadała autorka „Matczyzny”.

Miłość warunkowa
Basia, gdy ją poznajemy, jest w tak głębokim kryzysie emocjonalnym, że nie jest w stanie sprostać spotkaniom towarzyskim, a tym bardziej relacjom intymnym. Tym, co leży u źródeł tych traum jest doświadczona w dzieciństwie – jak pisaliśmy w recenzji – niedoskonała miłość, niedostateczna miłość, lub wręcz niemiłość. To jedna z przyczyn, dla których Basia wciąż próbuje udowadniać swoją wartość, przypodobać się.
– Doświadczyła w domu miłości warunkowej, lub mówić inaczej: nie była kochana bezwarunkowo. To wydaje się być dość powszechny problem naszego pokolenia: nosimy w sobie przekonanie, że na miłość trzeba zasłużyć. A gdy okazuje się, że nigdy nie zasłużymy na nią dostatecznie mocno, rodzi się frustracja – mówiła autorka. Przypominała jedną ze scen z dzieciństwa Basi, gdy ta postanowiła przedłożyć przypodobanie się ogółowi, klasie nad ważną dla niej przyjaźń. – To wspomnienie tkwi w niej cały czas. Zrozumiała jak łatwo można kogoś skrzywdzić, gdy wybiera się konformizm – tłumaczyła.
„Na otwartym sercu”
Bohaterek autorka szukała w sobie. – Wiedziałem zawsze, że jeśli będę pisała tę książkę, musi być ona prawdziwa. Jestem zmęczona kreacjami, które nie mają wiele wspólnego z życiem. Ja chciałam napisać powieść prawdziwą, a to można zrobić tylko „na otwartym sercu”. To trudne, wymaga dochodzenia do sedna emocji, kopania głębiej i głębiej, a potem oglądanie tego, co się znajdzie z każdej strony. Gdy obarczałam którąś z bohaterek negatywnymi cechami, pytałam siebie za każdym razem o to, skąd się ta cecha, zachowanie, emocja bierze i nie zadowalałam się porostami odpowiedziami – przekonywała autorka „Matczyzny”.
Te poszukiwania dotyczyły też Basi. Dlatego autorka konfrontuje tę bohaterkę z postacią z pogranicza jawy i snów, „dziewczynką w czerwonej sukience”. – To wyobrażenie sobie siebie z dzieciństwa, spotkanie z wewnętrzna dziewczynką, niedokochaną, której można spróbować teraz podarować odrobinę miłości – zaznaczała Żebrowska.

„Przepracować matczyznę”
Basia w poszukiwaniu pomocy idzie do terapeutki. To dzięki temu zaczyna się jej przemiana, jej odkrywanie, że mama i babcia to nie abstrakcyjne figury, ale czujące kobiety. Dzięki terapii rozpoczyna się coś, co można nazwać „przepracowywaniem matczyzny”. – Podoba mi się ten związek frazeologiczny, wprowadźmy go do języka – przekonywała Małgorzata Żebrowska. Przyznaje, że gdy pisała powieść, myślała o niej jak o historii kameralnej, jednak po wydaniu książki okazało się, że ma ona też walor uniwersalny. – Jeśli ktoś odnajduje w tej historii siebie, to jest to dla mnie prawdziwe spełnienie marzeń – przyznawała pisarka.
Zastrzegała jednak, że nie jest terapeutką i nie odważyłaby się innym radzić, jak mają „przepracować matczyznę”. – Słowo matczyzna można rozbić na sylaby, tak jak zrobiono to na okładce. A wtedy objawia się nam rebus, który można odczytać jako pytanie: Czy znacz matkę? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć Basia. My też – o ile to jeszcze możliwe – wysłuchajmy naszych mam, spróbujmy je poznać, właśnie teraz, z pozycji osób dorosłych – tłumaczyła Małgorzata Żebrowska.
Spotkanie autorskie wokół „Matczyzny”
Prowadził Przemysław Poznański
Dom Literatury w Warszawie
25 czerwca 2025
Małgorzata Żebrowska on her debut novel “Matczyzna” | – I wanted to write a true novel, and this can only be done “with an open heart,” Małgorzata Żebrowska said at the premiere of her debut novel “Matczyzna” (Motherhood). The meeting was hosted by Przemyslaw Poznanski of Zupełnie Inna Opowieść.

