Niełatwo, przynajmniej dla mnie, naprawdę niełatwo jest pisać na luzie o sprawach kultury, trendach społecznych i różnych niuansach niuansów, kiedy dosłownie za dwa dni rozstrzygną się, to nie żart, losy naszego kraju na co najmniej najbliższe pół dekady – pisze w majowym felietonie Dawid Kornaga.

Dlatego tym bardziej wracam myślami do Trójmiasta, gdzie słowo wolność nie jest tylko hasłem, ale wciąż żywą historią. To miejsce powinno wyznaczać kierunek, nie kulić się przed populizmem. Nie miejmy złudzeń. Zwycięstwo ciemnej, nihilistycznej mocy spowoduje szereg komplikacji, o których ludziom otwartym i tolerancyjnym nawet się nie śniło. To będzie nokaut dla naszej teraźniejszości i przyszłości kolejnego pokolenia. Brzmi kasandrycznie i patetycznie, owszem, lecz właśnie wielkie tragedie były i są implikowane przez małych ludzi. I przez nasze zaniechanie.
Zadajmy sobie pytanie: co się stanie z polską kulturą, kiedy rządy zacznie pełnić ktoś, kto bardziej niż Szekspira zna układy na stadionie i świat alfonsów? Jak będzie wyglądała przyszłość pisarzy, artystów, ludzi teatru i filmu, kiedy najwyższe urzędy w państwie zaczną świecić przykładem ignorancji, przemocy i pogardy dla wszelkiej inności? Prawdziwa sztuka nie powstaje z lęku. Wolność wypowiedzi nie przetrwa w atmosferze nagonki. Edukacja, literatura, teatr i kino – wszystko to może stać się ofiarą politycznej vendetty, w której „inteligent” to obelga, „kultura” to fanaberia, „LGBT” to zwichrowanie, „Unia Europejska” – kołchoz.
Ale jak śpiewał Czesław Niemen:
Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
I mocno wierzę w to
Że ten świat
Nie zginie nigdy dzięki nim
Nie! Nie! Nie! Nie!
Nadszedł już czas
Najwyższy czas
Dlatego trzeba się zmobilizować jeszcze bardziej niż kiedykolwiek dotąd i powstrzymać napór mentalnych orków oraz ich reprezentanta. Żeby nie miał szans już nigdy więcej sięgnąć po jakikolwiek pierścień władzy. Zwłaszcza kiedy paradoksalnie pochodzi on z Trójmiasta, jednej z najwspanialszych polskich aglomeracji.
Trójmiasto ma to coś – między lądem a morzem – co powoduje, że wychwytuje się w powietrzu trendy polityczne i społeczne. Inspiracje przylatują razem z mewami, a szum Bałtyku daje siłę do rozmyślań. Pochodzi stąd Lech Wałęsa. A też Donald Tusk. Działał tu reżyser Wojciech Smarzowski, urodzony w Korczynie, który długo był związany z Gdańskiem. Andrzej Wajda, z Suwałk, ukończył liceum w Gdańsku i często tutaj bywał. Reszty artystycznej dopełnia Paweł Huelle, pisarz, autor „Weisera Dawidka” czy Stefan Chwin, również pisarz, autor m.in. „Hanemanna”. Wisienką na trójmiejskim torcie jest Katarzyna Figura – aktorka, która od lat mieszka w Gdyni. I wcale się jej nie dziwię, że tak ceni bałtyckie widoki. Kolejne osobowości to muzyk Tymon Tymański i pianista jazzowy Leszek Możdżer. Długo by jeszcze wymieniać ludzi z Trójmiasta, którzy tworzyli i tworzą fundamenty nowoczesnej polskiej kultury.
Niestety, w Trójmieście grasują również goście, z którymi niekoniecznie byśmy się zaprzyjaźnili, a tym bardziej widzieli ich jako bywalców choćby w Pałacu Prezydenckim. Nie mówiąc o byciu pożytecznym dla dobra innych, jeśli już, to tylko i wyłącznie dla siebie i swoich interesów. Jak na przykład „Wielki Bu”, były zawodnik MMA i freak fighter. W ostatnich latach stał się postacią kontrowersyjną ze względu na swoją kryminalną przeszłość oraz powiązania z politykami z prawej strony sceny politycznej.
Albo niejaki „Śledziu”. Znany z trójmiejskiego środowiska neonazistowskiego. Wielokrotnie skazywany za przestępstwa, w tym pobicia; był powiązany z międzynarodową organizacją neonazistowską Blood & Honour. W 2017 roku „Śledziu” został zatrzymany w Danii, po starciach z udziałem polskich kibiców. Skazano go na 60 dni więzienia. I nie byłoby może w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że ówczesny dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, dzisiaj kandydat na prezydenta, miał za niego poręczyć. Oficjalnie: „przemoc wobec Polaków za granicą budzi naturalny sprzeciw, niezależnie od osoby”. Od osoby? No normalnie ha, ha, ha! Jaki dyrektor muzeum – nomen omen II Wojny Światowej – ma relacje ze zwolennikiem ideologii, która do niej doprowadziła?
Wierzę głęboko, że przez te feralne postacie Trójmiasto nie będzie jednak kojarzone z wylęgarnią ekstremistów, zwyczajnych przestępców, alfonsów czy kiboli. Bo co innego real, co innego fikcja. Jak choćby „Furioza”. To właśnie tutaj, w Trójmieście – a szczególnie na gdyńskim Obłużu – toczy się akcja tego filmu. W tym roku na Netfliksie zadebiutuje jego kontynuacja, „Druga Furioza”. „Furioza” bez owijania w bawełnę pokazuje świat trójmiejskich kiboli. W filmowej ustawce w lesie łatwo dostrzec inspirację prawdziwą bójką kibiców Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. Ale chyba nie chcemy, by właśnie to środowisko reprezentowało nas na arenie międzynarodowej i decydowało o siłach zbrojnych, edukacji, kulturze, o podpisywaniu lub niepodpisywaniu ustaw. Kibol w filmie ciekawy, kibol w realu niekoniecznie.
Tak jak rzadko wracam turystycznie do miejsc, w których już byłem, Trójmiasto pozostaje wyjątkiem. Miejsce wolności, kontrastów, muzyki, buntu i literatury. Trójmiasto to nie tylko punkt na mapie. To stan umysłu. Oby po 1 czerwca był to stan wolny, europejski. Obyśmy mogli – nie tylko nad Bałtykiem – oddychać nadal pełną piersią.
Przeczytaj także:

