„To opowieść o momencie, który będzie stracony, jeśli go nie wykorzystamy” – mówi nam Ewa Konstancja Bułhak, reżyserka spektaklu „Szaleństwo nocy letniej” w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Nasza relacja z próby medialnej.

Kameralna Scena w Baraku, dwoje aktorów, ławka, fotel. „Szaleństwo nocy letniej” Davida Graiga, z muzyką Gordona MacIntyre’a to opowieść o Bobie i Helenie, którzy spotykają się w noc świętojańską w pubie i nawiązują relację z założenia niemożliwą. On jest wszak drobnym przestępcą, a ona prawniczką. Coś ich jednak łączy: oboje są po trzydziestce, oboje nie mają na siebie pomysłu i oboje mają odwagę, by zaryzykować.
Chwile związane z szaleństwem
Reżyserka spektaklu, Ewa Konstancja Bułhak propozycję wystawienia sztuki na deskach Teatru Współczesnego dostała od zastępcy dyrektora ds. artystycznych Marcina Hycnara: – Od razu powiedziałam: tak. To wspaniała rzecz, którą widziałam kilka lat temu w Akademii Teatralnej, gdzie wystawiał ją Stanisław Małecki, a potem także w reżyserii Anny Gryszkówny w Teatrze WARSawy – mówi nam reżyserka. Jej wersja będzie jednak inna od poprzednich. – Twórcy dają nam furtkę, polegającą na tym, że choć w spektaklu powinna znaleźć się każda z piosenek, to można ich użyć jak się chce, nawet kolejność zależy od wizji reżysera – tłumaczy Ewa Konstancja Bułhak.
O czym jest według niej to przedstawienie? – O momencie, który będzie stracony i nie wróci, jeśli go nie uchwycimy, nie wykorzystamy. Czas biegnie szybko, nawet nie zauważmy, jak mija kilka lat. Ale gdy wspominamy przeszłość, to wspominamy te chwile, które wiązały się z ryzykiem, może z szaleństwem – mówi reżyserka spektaklu.

Cały czas na scenie
Bułhak do współpracy zaprosiła m.in. Martę Zalewską, która odpowiada za kierownictwo muzyczne, a z którą reżyserka współpracowała przy „Once” w Teatrze Muzycznym Roma. – Piosenki w spektaklu mieszczą się w nurcie country, którego dotąd nie dotykałam, a zależało mi na tym, żeby każda z piosenek brzmiała ta, że noga sama zacznie postukiwać w rytm melodii – mówi nam Bułhak.
W przedstawieniu słyszymy Macieja Papalskiego, grającego na gitarze elektrycznej i akustycznej. Na samej scenie na gitarze klasycznej gra odtwórca roli Boba, Mateusz Król. – To już trzeci spektakl w tym teatrze, w którym gram na gitarze. Mam nadzieję, że w kolejnym będę grał na innym instrumencie – śmieje się aktor. Ale zaraz podkreśla, że od roku uczy się gry na skrzypcach. Jak zaznacza wyzwaniem przy „Szaleństwie…” było połączenie śpiewu i gry na gitarze z tańcem. – To spory wysiłek fizyczny, bo przecież przez całe przedstawienie nie schodzimy ze sceny. Jesteśmy dla siebie nawzajem partnerami i rekwizytami. I to dosłownie, bo gdy Helena mówi w tej sztuce o jakichś postaciach ze swojego życia, to ja je odgrywam na scenie. I na odwrót – tłumaczy nam Mateusz Król.

Dychawiczny bieg tego świata
Chwali możliwość wpływania na spektakl i swoją rolę. – Miałem wolność w proponowaniu nawet najgłupszych pomysłów, mogłem popuścić wodze fantazji. Wizję całości miała Ewa, ale słuchała i wprowadzała też sporo z tego, co zrodziło się naszych głowach – mówi odtwórca roli Boba.
Przekonuje, że dla niego sztuka jest o tym, żeby nie bać się mówić tego, co się myśli i czuje, nie kisić w sobie uczuć. – Ale jest też o tym, żeby trochę zatrzymać się w ciągłym biegu. Ten pęd widzimy na scenie dosłownie: postaci biegają, mają problem z oddychaniem, cały czas dostają zadyszki. Pokazując to chcemy skłonić widza do refleksji nad życiem, by zatrzymał się w „dychawicznym biegu tego świata”, jak pisał Szekspir – zaznacza Mateusz Król.

Zrobić wszystko, by widz się bawił jak my
Dla partnerującej mu Natalii Stachyry to opowieść o poszukiwaniu bliskości, miłości, o próbie odpowiedzenia sobie na ważne życiowe pytanie: czy to miejsce w życiu, w którym teraz jestem, jest tym, w którym chcę być. Czy mogę spojrzeć w lustro i powiedzieć do dobicia: lubię cię, fajnie żyjesz, jesteś świetnym człowiekiem – przekonuje aktorka.
Jak mówi, to dla niej pierwsze tak duże zadanie aktorskie, za co jest zresztą ogromnie wdzięczna. Ma jednak na koncie role wymagające śpiewania i tańca. – Zdarzyło mi się w życiu wykonywać bardziej skomplikowane choreografie, ale tutaj wyzwaniem było skoordynowanie wielu rzeczy na raz i to podczas całego przedstawienia. Jesteśmy tu z Mateuszem tylko we dwójkę, co stanowi spore wyzwanie i dodatkową presję, by wszystko wyszło było perfekcyjnie – mówi nam aktorka. – Nie ma się za czym schować, nie ma podpórek. Jesteśmy my i wspaniała muzyka. Musimy zrobić wszystko, by widz bawił się tak samo dobrze, jak my podczas tworzenia tego spektaklu – zaznacza Natalia Stachyra.

Szaleństwo nocy letniej (Midsummer. A play with songs), David Greig i Gordon McIntyre
Reżyseria Ewa Konstancja Bułhak
Przekład Elżbieta Woźniak, teksty piosenek: Tomasz Dutkiewicz, Elżbieta Woźniak
Występują: Natalia Stachyra, Mateusz Król oraz gościnnie Maciej Papalski
Teatr Współczesny w Warszawie, Scena w Baraku
Premiera 4 czerwca 2025

