Gdy przychodzi do snucia planów – czasem wielkich, jak przebudowa Warszawy, czasem tych osobistych, choć nie mniej ważnych – trzeba pamiętać, że ich realizacja zależeć będzie nie tylko od naszych umiejętności i determinacji. Ale i od dobrej woli innych ludzi oraz zrządzeń losu. O „Gonitwie chmur” Marii Paszyńskiej pisze Przemysław Poznański.

„Ze spełnionego marzenia natychmiast rodzi się kolejne” – przeczytamy w pewnym momencie w „Gonitwie chmur”. Rzecz w tym, że w życiu te spełnione marzenia często idą w parze z rozczarowaniami, a nawet tragediami, gdy to, co wyśnione, pozostaje wciąż jedynie w sferze niemożliwych do realizacji idei. Widzieliśmy to doskonale w pierwszym tomie tego cyklu, czyli „Warszawskim niebiotyku”, osnutym z jednej strony wokół planów budowy pierwszego stołecznego drapacza chmur, z drugiej wokół losów zwykłych ludzi: rodzin Zasławskich, Starczewskich czy Steinów i ich osobistych spełnień, ale i nierzadko bolesnych rozczarowań.
O ile jednak pierwszy tom mówił przede wszystkim o marzeniach, o tyle tom drugi jest opowieścią o snuciu bardzo konkretnych planów, które z owych marzeń wyrosły, tak jak górujący nad Warszawą gmach Prudetiala. Z planami jest jednak dokładnie tak samo jak z marzeniami – wpływ na nie mają ludzkie emocje (emocje przyjaciół i emocje wrogów) i mniej lub bardziej szczęśliwe przypadki. Trudno więc mieć pewność, że to co sobie zamierzyliśmy, z całą pewnością stanie się rzeczywistością.
Rok 1935
Najlepiej widać to w warstwie historycznego tła, tętniącego choćby ideą emancypacji kobiet, skupionych w Klubie Politycznym Kobiet Postępowych, ale i zaludnionego przez autorkę postaciami dzieci grających w szmacianą piłkę, kobiet niosących kosze wiktuałów, czy szczotkarzy, którzy „z workami pełnymi ostrych szczotek usiłowali wyminąć wózki ciągnięte przez brodatych mężczyzn w czapkach zsuniętych głęboko na oczy, wypełnione mąką, starociami, słomą, drewnem, węglem i cała masą innych rzeczy”.
Autorka umieszcza akcję w roku 1935, co oznacza choćby tyle, że może roztoczyć przed nami obraz Warszawy już nieistniejącej, z jednej strony biednej, w niewielkim choćby stopniu skanalizowanej, upstrzonej takimi miejscami jak Nalewki, z drugiej strony starającej się usilnie nadgonić stracony w latach zaborów czas. W tym ostatnim pomóc ma choćby planowana wystawa architektoniczno-urbanistyczna „Warszawa przyszłości”, w której udział ma wziąć Andrzej Zasławski. Ale to też ten rok, gdy w Niemczech w wyniku tzw. ustaw norymberskich nasila się sankcjonowany przez państwo antysemityzm, a w Polsce kraj pogrążony jest w żałobie narodowej po śmierci Marszałka i zamęcie ustrojowym po wprowadzeniu konstytucji kwietniowej. Jest to więc też oczywista dla nas – patrzących z perspektywy ośmiu dekad wstecz – zapowiedź tego, że nie wszystkie pieczołowicie wyliczane tu przez autorkę architektoniczne wizje (w tym plany aż trzech lotnisk) będą miały szansę realizacji i, że obok Warszawy dziś nieistniejącej, widzimy też na kartach powieści tę Warszawę, która nie zaistnieje nigdy.
Przeczytaj także:
Cień Prudentiala
Dla Paszyńskiej jednak – podobnie jak w pierwszym tomie – ukazanie miasta z jego układem ulic i budowlami tak imponującymi, jak choćby Wielka Synagoga, jest sposobem na opowiedzenie o zamieszkujących to miasto ludziach i ich osobistych planach: małżeństwa, macierzyństwa, rozwoju biznesu, wielkiej kariery. Planach często dopracowanych do najdrobniejszego szczegółu, a przecież jednocześnie równie kruchych jak wizje kolejnych drapaczy chmur.
Bo ludzkie życie, podobnie jak wielkie budowle, zależne jest w dużym stopniu od tych, których dobra lub zła wola wesprze lub pokrzyżuje plany. Doskonale pokaże to autorka na przykładzie pozwu, jaki twórcom Prudentiala wytacza właściciel sąsiedniej kamienicy leżącej przy ul. Moniuszki 4, utrzymujący, że niebotyk zasłonił światło jego lokatorom. Tak oto zderzą się w tej powieści – na wielu poziomach – wielkie plany, wielkie budowle i zwykłe ludzie racje.
Rachela, Klara, Pola i inne
Choć jednym z punktów wyjścia drugiego tomu jest wyjazd Jana Zasławskiego i Berka Steina z Niemiec, w których prowadzenie przez nich kancelarii prawnej okazuje się coraz trudniejsze, to Maria Paszyńska skupi się tu bardziej na losach młodych kobiet, jak choćby siostry Berka, Racheli Stein, rozdartej w swych uczuciach – co obserwowaliśmy już w tomie poprzednim – między Tadeuszem Zasławskim a Natanem Zimmermanem, czy Klary, żony Wojtka Starczewskiego, która musi znaleźć w sobie siłę, by przetrwać wielką życiową próbę.
Istotne dla fabuły okażą się też losy Słodkiej Poli, córki cukiernika Antoniego Starczewskiego, która niespodziewanie znajdzie się w centrum intrygi, snutej przez nieuczciwego przedsiębiorcę Teodora Rakowskiego. Już pierwsze strony powieści pokażą nam bowiem problem, z jakim przyjdzie się zmierzyć Starczewskim, gdy u boku wyrośnie im groźny konkurent, nieprzebierający w środkach, gotów na naprawdę wiele, by wprowadzić w życie swoje gastronomiczne plany hegemonii nad stołecznym Śródmieściem.
Ludzie i miasto
„Gonitwa chmur” jest powieścią, która zabiera nas do świata ludzkich emocji: tragedii, ale i chwil prawdziwego szczęścia. Zderzy tu autorka bohaterów z codziennością spod znaku zawiści, zazdrości, ale i miłości oraz bezinteresownego wsparcia. Wpisze sagę poświęconą losom kilku zamożnych warszawskich rodzin potrafi w pieczołowicie odtworzoną tkankę miasta, by dać nam opowieść o tym, że nigdy nie warto ustawać w snuciu dalekosiężnych planów, nawet jeśli ich realizacja nie zawsze zależy tylko od naszych talentów czy determinacji.
Snujcie plany – zdaje się nam mówić Maria Paszyńska – bo nie wykluczone, że może się udać zrealizować choćby jeden z nich.
Maria Paszyńska, Gonitwa chmur
Wydawnictwo Filia, 19 marca 2025
ISBN: 9788384020722
Big plans | When it comes to making plans – sometimes big ones, like the rebuilding of Warsaw, sometimes personal ones, though no less important – one must remember that their realization will depend not only on our skills and determination. But also on the goodwill of other people and the orchestration of fate. Przemysław Poznański writes about “Gonitwa chmur” (Chasing Clouds) by Maria Pashinska.

