PNĘ SIĘ W GÓRĘ, W NIC NIE WIERZĘ. Jacek Kaczmarski, Autoportret z kanalią

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Od rażenia prądem przez ubeków po otarcie się o śmierć w samolocie porwanym przez Palestyńczyków – zaiste bohater „Autoportretu z kanalią” prowadzi życie pełne niebezpieczeństw. Najczęściej jednak wychodzi z nich bez szwanku, czego nie można powiedzieć o ludziach, którzy mają pecha znaleźć się w jego towarzystwie.

kaczmarski„Autoportret…” ukazał się 1994 r. i wzbudził mieszane uczucia, zarzucano mu nawet „kalanie gniazda”, czyli wyśmiewanie antykomunistycznej opozycji. Dla ówczesnych odbiorców była to zapewne powieść z kluczem, dzisiejszy czytelnik ma prawo uznać za nieistotne, kto – i na ile wiernie – został w książce opisany. Dwadzieścia lat później (i dziesięć lat po śmierci Barda) można pokusić się o to, by na tę książkę spojrzeć zupełnie inaczej – już nie jako rozliczanie się Kaczmarskiego z własną przeszłością czy przeszłością ruchu, którego był jednym z symboli, ale jako uniwersalną opowieść o ludzkiej słabości i sile, o walce Id z Superego, a także o tym, że nawet największe zło (a takiego bohater się dopuszcza) rodzi się nie tylko ze zła zagnieżdżonego w duszy, ale często z drobiazgów, kłopotów dnia codziennego. Co ważne: to opowieść niepozbawiona humoru (w tym autoironii), gorzkich refleksji o naturze ludzkiej, ale także suspensu. „Autoportret…” to nie traktat filozoficzny, ani nawet pamiętnik, to powieść, którą można by postawić zarówno na półce z prozą psychologiczną jak i sensacyjną.

Kto rysuje swój autoportret? Niejaki Daniel Błowski, student polonistyki, imprezowicz i cwaniak. Ów bohater wpada na pomysł napisania pracy magisterskiej o wątkach biblijnych w malarstwie Rembrandta i zgłasza temat akurat w momencie, gdy papieżem zostaje Karol Wojtyła. Bohater staje się więc, mimo woli, ulubieńcem opozycji. Jego znaczenie rośnie jeszcze bardziej, gdy w skutek sypiania z niejaką Pticą, do której uczuciem zapałał też pewien ubek, Błowski zostaje uprowadzony i potraktowany prądem.

CZYTAJ TEŻ

Robert Galbraith. Wołanie kukułki. SEKRETARKA PANA STRIKE’A

Leore Dayan. Ludzie wolą tonąć w morzu. I KTO TU JEST WARIATEM?

Wojciech Kuczok. Obscenariusz. CO MOŻNA ZROBIĆ JĘZYKIEM

Opozycja „brodaczy”, spisujących w kiblach warszawskich kawalerek, jednoznacznie uznaje to za akcję polityczną. Błowski, czując podskórnie, że opowiadanie się po jednej ze stron w tych gorących czasach nie jest bezpieczne, wykorzystuje swoją przypadkową znajomość z córkę pewnego wiceministra. Odtąd nad wyraz umiejętnie lawiruje między obozami, stając się niejako podwójnym szpiegiem, który nie przebiera w środkach, by ten stan utrzymać jak najdłużej. Taka gra musi doprowadzić do nieszczęścia, więc w końcu pojawia się i śmierć, której Błowski jest bezpośrednio winien, jest cierpienie najbliższych i jest okrucieństwo, ból zadawany bez powodu.

Społeczeństwo – wielkie zwierzę (jak już zauważył Platon)
Tylko prestiż serio bierze,
Resztę mierzy zezem;
Do silniejszych więc się szczerzę, słabszych lekceważąc za to,
Pnę się w górę, w nic nie wierzę,
A najmniej w ascezę.
Spijam wonny miód kariery,
Lecz przynajmniej jestem szczery:
Tylko kwestią jest przykładu
Czego pragnąć i pożądać,
Więc rozglądaj się, podglądaj
I naśladuj! [fragment piosenki Jacka Kaczmarskiego „Pochwała łotrostwa”, za: http://www.kaczmarski.art.pl

Kaczmarski - autografSzukając literackich odniesień, można „Autoportret…” potraktować jak nową wersję opowieści o Nikodemie Dyzmie. Bohater, bez skrupułów wykorzystujący innych, pchany przez wydarzenia od niego niezależne, przez koterie i grupy interesów, dostaje się – bez większych poświęceń z jego strony (jeśli nie liczyć wymuszonego romansu z pewnym homoseksualistą) – na szczyt. Cynik, cwaniak o ujmującym wyglądzie, nie tylko otrzymuje więcej, niż ci, po plecach których się wspina, ale w pewnym momencie staje się autorytetem, który może (i chce) oceniać bardziej zasłużonych. Błowski oczywiście nie jest jednoznacznie zły – wręcz przeciwnie: gdy będąc za granicą musi zaopiniować wniosek o azyl złożony przez znanego mu zaprzysięgłego opozycjonistę, robi to chętnie i  bez wahania. Podobnie, gdy na przyjęciu w Hollywood, któryś z gości opowiada niewybredny dowcip o Polaczkach, Błowskiego stać na podszyty autentycznym patriotyzmem odruch oburzenia. Niewątpliwie – Daniel Błowski to jeden z najciekawszych bohaterów współczesnej literatury polskiej.

Ale jest tu i inny bohater – nie jest bowiem wcale pewne, że „kanalia” z tytułu tej książki odnosi się do Błowskiego. Można jej szukać także obok, jak gronostaja na rękach damy z obrazu Leonarda. Tą kanalią może być Kaczmar, raz po raz występujący jako Jacek Kaczmarski, student, grający na gitarze rewolucyjne piosenki. To postać drugoplanowa, nienachalnie pojawiająca się we wszystkich kluczowych momentach życia Błowskiego. A poza tym opój, topiący życie w alkoholu, fuksiarz, który tuż przed stanem wojennym wyjechał do Francji, żerujący na innych, w tym na pewnej polskiej aktorce robiącej karierę w Hollywood. Kaczmarski (autor) nie oszczędza Kaczmarskiego (bohatera), obnaża jego słabości z takim samym autookrucieństwem jak obnaża jego tłusty i napuchły od wódki brzuch, gdy brudny i śmierdzący leży niemal nagi w barłogu łóżka, marząc jedynie o klinie na męczącego go kaca. To opis odważny i bezkompromisowy, pokazujący, że jeśli nawet Kaczmarski odmalował portret antykomunistycznej opozycji nie tylko w jasnych barwach, to być może najmniej pozytywnie odmalował na tym płótnie samego siebie.

„Kaczmar utył, ważył chyba ze sto kilo, nosił się niedbale i sprawiał wrażenie wiecznie spoconego. Nigdy nie widziałem go bez kieliszka, albo jeszcze lepiej – bez butelki pod ręką [fragment książki].

pochwalalotrostwa„Autoportret…” to ważna książka, której nie psują nawet chwilami zbyt długie i zbyt szczegółowe rozważania o – istotnych wszak dla fabuły – biblijnych odniesieniach w dziełach Rembrandta. Inna sprawa, że przydałoby się tu więcej, obecnej w piosenkach Barda, lakoniczności. Można ją docenić w – powstałym tuż po książce – programie „Pochwała łotrostwa” z 1995 r., w piosence tytułowej, ale i w „Odpowiedzi na ankietę „Twój system wartości” czy „Testamencie ’95”. O tej płycie niewątpliwie trzeba pamiętać podczas lektury książki, a najlepiej raz po raz odrywać się od lektury, by posłuchać Kaczmara.

Jacek Kaczmarski

Autoportret z kanalią

Wydawnictwo Wodnika 1994

3 myśli na temat “PNĘ SIĘ W GÓRĘ, W NIC NIE WIERZĘ. Jacek Kaczmarski, Autoportret z kanalią

Możliwość komentowania jest wyłączona.