Dzieła Witolda Maliszewskiego nadal są słabo rozpoznawalne i niezbyt często wykonywane. Ten wyjątkowo aktualny (klasycyzm) i uporządkowany (liryzm) polski kompozytor, wydaje się tymczasem idealnym twórcą na obecne rozhuśtane emocjonalnie czasy – pisze Jarosław Banaś, który uczestniczył w próbie generalnej koncertu pod batutą Przemysława Neumanna i rozmawiał z dyrygentem.

Witold Maliszewski urodził się w 1873 roku w Mohylowie Podolskim nad Dniestrem. Edukację i pierwsze sukcesy kompozytorskie odnotował w Rosji. Cztery lata po rewolucji i przewrocie bolszewickim 1917 roku wyjechał wraz z rodziną do Polski i zamieszkał pod Warszawą. Dziesięć lat później jego uczniem został czternastoletni Witold Lutosławski. Sam Maliszewski został dyrektorem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego i organizował I Międzynarodowy Konkurs Chopinowski, przewodniczył obradom jury.
Pierwszym dziełem napisanym w Polsce przez Maliszewskiego jest IV Symfonia D-dur op. 21, opatrzona dedykacją: „Odrodzonej i odnalezionej Ojczyźnie”. Kompozytor głosił pogląd, że: „pęd do eksperymentowania szkodzi sztuce i często jest tylko przykrywką dla nieudolności autora”. Przywiązany do tradycji, cenił wartości duchowe. Umarł w na miesiąc przed atakiem Niemiec na Polskę w 1939 roku.
Ani słowa o symfoniach
Socjalistyczna Encyklopedia PWN (1975) odnotowuje istnienie Maliszewskiego Witolda w sześciu wierszach, a co najciekawsze, z dzieł wymienione zostają: Koncert fortepianowy b-moll, opery-balety Boruta i Syrena, Requiem i pieśni. Ani słowa o symfoniach.
Bogusław Schaeffer w „Dziejach Muzyki” (1983) poświęca Maliszewskiemu skromną notę wspólną z Romanem Statkowskim. Pisze, że studiowali oni w Petersburgu u Nikołaja Rimskiego-Korasakowa. We wcześniejszym „Przewodniku Koncertowym” (PWM 1980) o Maliszewskim nie ma ani jednego zdania. Podobnie, zasługi Maliszewskiego były przemilczane w byłym Związku Radzieckim, chodź utworzył tam Konserwatorium Odesskie. Polskość w tej działalności skazała go na wymazanie.
Lokalna społeczność się szczyci
Obecnie przeszukując zasoby internetowe znajdziemy biografię i wzmianki o wydawnictwach płytowych dzieł Witolda Maliszewskiego, jednak nie jest to ilość odnotowań przystająca do wartości muzyki. Można z tego także wnioskować o małej ilości koncertów, a także widocznej okazjonalności.
Największa promocja muzyki Witolda Maliszewskiego odbywa się niejako na uboczu dużych miast, bo w podwarszawskim Piasecznie. Tamtejsze Centrum Kultury organizuje od sześciu lat festiwal pod jego egidą. Ideą jest – jak piszą; „wykonywanie odkrytej po wielu latach znakomitej muzyki patrona, który mieszkał, tworzył i zmarł w Zalesiu Dolnym, przy Alei Kalin 24. To, że lokalna społeczność szczyci się swoim kompozytorem, jest chwalebne, ale cokolwiek skromne. Nie bez znaczenia jest tu postać prezesa Fundacji „Sztuka i Pasja” Grzegorza Chmielewskiego, popularyzującego dzieła Maliszewskiego, jednak jak na razie koncerty odbywają się w kościołach Dekanatu Piaseczyńskiego.
Piaseczno doceniło Maliszewskiego
Grzegorz Chmielewski poproszony o wypowiedź, tak opisuje działalność: „Festiwal im. Witolda Maliszewskiego organizuje Fundacja Sztuka i Pasja we współpracy z Centrum Kultury Piaseczno. Zasługuje na podkreślenie fakt, iż w obecnych czasach, gdy kultura wysoka z trudem spotyka się z zainteresowaniem władz lokalnych, Piaseczno doceniło dorobek kompozytorski Witolda Maliszewskiego i jest wspaniałym Mecenasem jego muzyki. Dotychczas na Festiwalowych koncertach zaprezentowaliśmy wszystkie dzieła kameralne Witolda Maliszewskiego: 3 kwartety smyczkowe, kwintet, sonatę na skrzypce i fortepian oraz suitę na wiolonczelę i fortepian (w wersji na wiolonczelę i Zespół Smyczkowy) – za którą w 1923 r. Maliszewski otrzymał I nagrodę na Konkursie w Paryżu.
12 maja 2024 w Tarczynie w ramach Festiwalu odbyło się sceniczne przedstawienie Krakowskiej Opery Kameralnej „Mała Syrenka” – na motywach opery-baletu Maliszewskiego „Syrena”. W ramach kolejnych edycji Festiwalu w koncertach występowali znakomici polscy wykonawcy. Koncerty zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem, a publiczność to nie tylko mieszkańcy Piaseczna i okolic, ale także mieszkańcy Warszawy, którzy nie mają możliwości wysłuchania tej pięknej muzyki w innych miejscach. Niestety Piaseczno – rodzinne miasto Kompozytora – nie dysponuje salą koncertową, w związku z tym koncerty odbywają się w kościołach, tak aby mogła w nich uczestniczyć jak największa rzesza melomanów.
Warto zauważyć, że dzięki prezentacji utworów przez znakomitych wykonawców – sonatę na skrzypce w wykonał na Festiwalu Konstanty Andrzej Kulka, utwór został doceniony i sonata trafiła na listę kompozycji wykonywanych przez uczestników Międzynarodowego Konkursu Muzyki Polskiej organizowanego przez NIMiT w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie”.
Przeczytaj także:
Pionierska działalność Neumanna
O obecność polskich nierozpoznanych kompozytorów w szerszej filharmonicznej perspektywie, m.in. o obecność w repertuarach dzieł Witolda Maliszewskiego upominał się muzykolog Marcin Gmys na łamach „Ruchu Muzycznego” w rozmowie z Marcinem Majchrowskim z Polskiego Radia (maj 2021). Trzeba wypatrywać kolejnego upominania się, osób opiniotwórczych, jednak nadal nie wiadomo, jak spowodować by częściej grano muzykę polską.
Autonomia dyrektorów filharmonii zależna jest od budżetów, gustów, wzajemnych powiązań i ogólnego przekonania o oczekiwaniach uczestników koncertów. W tej wypadkowej Maliszewski wypada słabo, bo niby kto oprócz szczebli ministerialnych miałby za nim orędować. Na tym tle dzielność dyrygencka Przemysława Neumanna – wychowanka Poznańskiej Szkoły Chóralnej Jerzego Kurczewskiego, studenta dyrygentury u Jerzego Salwarowskiego i Antoniego Grefa, dyrektora Filharmonii Opolskiej, a od września 2024 roku dyrektora Filharmonii w Szczecinie – można by zaryzykować obserwację, że w tej filharmonicznej skali jest wręcz pionierska. Odnotować należy przede wszystkim nagrany w 2021 roku trzypłytowy album „Witold Maliszewski, Dzieła symfoniczne” (DUX), nominowany do Nagrody Fryderyka. Dzieło w szlachetnej rejestracji wsparło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dramatyzm, taneczne motywy i charakterystyczny monumentalny finał

W Szczecinie zostaję zaproszony na próbę generalną. Maestro Przemysław Neumann ułożył koncert z muzyką Zygmunta Noskowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego i właśnie Witolda Maliszewskiego. I Symfonia Maliszewskiego to dramatyzm, taneczne motywy i charakterystyczny monumentalny finał.
Dziennikarsko, sytuacja jest dla mnie zupełnie wyjątkowa. Słucham zakończenia I Symfonii, warunki odbioru muzyki są wręcz kosmiczne, niepowtarzalne. Po pierwsze, biały szczeciński pałac, ma bardzo dobrą akustykę, po drugie co najważniejsze na sali jestem tylko w towarzystwie rzeczniczki Katarzyny Plater-Zyberk. Orkiestra gra jakby pełniej, mniej kontrastowo w sekcjach niż pod poprzednią dyrekcją Rune Bergmanna. Maksymalnie skoncentrowani. Zastanawiam się czy to nowy dyrektor tak działa na zespół, czy muzyka Maliszewskiego. W każdym razie jest piękniej niż bywało. Nowe twarze za pulpitami i to porażające zmysły brzmienie symfoników. Myślę z żalem, upajając się sytuacją, że wieczorem przyjdzie publiczność i, parafrazując Andrzeja Wajdę, wszystko zepsuje. W samej złotej sali czuję, że biopola są tu teraz inne, łagodniejsze, mniej restrykcyjne, nie takie elektryczne. To chyba lepszy klimat dla muzyki. Hol jak zawsze mnie onieśmiela przestrzenią, ale w kawiarni kawa niezmiennie wyśmienita.
Naumann: Wszędzie pytają, dlaczego nie chwalimy się Maliszewskim
Po próbie czekam przez chwilę na wywiad, także na ostatnim piętrze pałacu, odczuwam jest jakby cieplej, przyjaźniej, rozmawiamy w gabinecie dyrektora. Oczywiście pytam o rozpoznawanie Maliszewskiego przez melomanów. Maestro mówi z pasją, sprawnie z przekonaniem, chyba Maliszewski byłby zadowolony z takiego promotora.
„Wszędzie, gdzie wykonuję tę muzykę – mówi Przemysław Neumann – gdzie jadę z partyturami, gdzie proponuję i gdzie dyrekcja się zgadza, żeby jakiś utwór Maliszewskiego włączyć do repertuaru, to reakcje są takie same: Jak to możliwe, że mamy taką muzykę? A nie gramy jej, bo nie znamy i nie chwalimy się”.
„Jeśli nie będzie się nim chwalić, nikt tego za nas nie zrobi”
„Jakoś tak jest – dodaje Neumann – że jako Polacy wolimy brać na warsztat tych najlepszych z najlepszych, i to oczywiście bardzo dobrze, ale polskiej muzyki nikt za nas promować nie będzie. Jeżeli nie będziemy jej grali, nie będziemy się nią chwalić, nie będziemy jej pokazywać, to nikt tego za nas nie zrobi. Myślę, że to jest takie nasze zadanie. I tak też pojmuję swoją rolę. Ten koncert będzie moim dziewiątym wykonaniem I Symfonii, wszystkie zapisuję na ostatniej karcie partytury (…). To duża satysfakcja, że ta muzyka gdzieś pomału zaczyna funkcjonować. Gdyby inni dyrygenci również zakochali się w Maliszewskim, rozsmakowali i włączyli do swoich repertuarów… To jeszcze przed nami, jednak pierwsze kroki zostały zrobione”.
Czas spotkania minął. Za cztery godziny koncert. Otrzymuję pamiątkową dedykację na trzypłytowym albumie pod batutą maestro i cichą windą opuszczam się do parkingowych podziemi. Biały kontur Szczecińskiej Filharmonii majaczy jeszcze przez chwile w ulicznym ruchu i rozpływa się w szarej godzinie, choć muzyka Maliszewskiego i pasja wywiadu Przemysława Neumanna dźwięczą mi jeszcze długo w drodze.
Posłuchaj rozmowy Jarosława Banasia z Przemysławem Neumannem w Polskim Radiu Koszalin

