felieton

Kotki zła | Felieton Dawida Kornagi

Bycie trupem nie jest takie proste, kiedy czas na Halloween. W USA i Kanadzie dzieci uwielbiają to święto. Trick or treat, cukierek albo psikus. Dzieci (miejmy nadzieję) nie piją, nie palą, nie wciągają, więc tym bardziej potrzebują jakiejś formy mocniejszego, że tak powiem, odurzenia – pisze w październikowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Cukier nie krzepi, tylko odurza, napisałby współczesny Wańkowicz. Nic dziwnego, że 31 października w świecie anglosaskim, a teraz już i naszym, dzieciaki nachodzą wieczorem dom po domu, mieszkanie po mieszkaniu i grożąc psikusem ich domownikom wymuszają słodycze. Bo inaczej nastąpi realne zagrożenie: psikus. Cokolwiek to znaczy. Twórcy horrorów już dają do myślenia. Oczywiście, te wszystkie aktywacje juniorów pozostają umowne. W jakiś sposób budują społeczność danej dzielnicy, gminy, miasta, miasteczka, wioski. Społeczność prowizoryczną, lecz jednak realną w tym momencie — udawaną bliskość obywateli. Ich przywiązanie do pewnych wydarzeń, dziecięcych zachcianek, przyzwolenie na zabawę z przymrużeniem oka. Tylko nie w napuszony religijnie sposób. I to się chwali.

Trzeba przyznać, przy naszym słowiańskim dystansie, a także strachu przed światem zmarłych, że Halloween ma moc. Dzięki temu fabryka dobrych i złych snów, czyli Hollywood, poprzez setki złych lub dobrych filmów z okazji tego święta, wykreowała nie tylko ciekawy rytuał, coroczną powtarzalność, ale przede wszystkim stworzyła mocno zabawowy storytelling z przymrużeniem oka, traktujący o poważnej, często niezwykle bolesnej śmierci i jej równie bolesnych konsekwencjach. Dotąd zarobiła i nadal zarabia setki milionów dolarów na tych historiach. Na śmierci oraz dramatach z nią powiązanymi można się nieźle dorobić. Wystarczy przekonanie, bez znaczenia czy fałszywe, czy prawdziwe, że śmierć to nie jest ostateczność. Skoro nie jest, to zobaczymy, co dalej w związku z tym może się wydarzyć. Tutaj komiksy, książki oraz filmy z bolesnymi szczegółami przedstawią wszelkie wyobrażenia na ten temat.

Halloween jest nie do zastopowania. Pokochał go marketing. A jeśli coś lub kogoś pokocha marketing, szczególnie globalny, ponad granicami nawet Iranów lub innych zwariowanych teokracji, to koniec, to jest miłość ostateczna, bez opcji zdrady, a tym bardziej anulowania. Można sobie protestować, udawać amisza, którego to nie obchodzi, można rozdzierać szaty, że „westernizacja”, że zło z Ameryki, zło z Europy, i w ogóle. Bez znaczenia te jęczenia. Halloweenowa dynia zdobędzie każdy zakątek, nie wystraszy się żadnego dyktatora.

Ostatecznie, mając na przykład dzieci, przegrywamy. Ktoś powie: wcale nie, może właśnie wygrywamy. Wygrywamy teraźniejszość. W efekcie przebieramy się, przebieramy nasze dzieci, wysyłamy je do obcych po cukierki, dekorujemy domy pajęczynami, przeróżnymi czarnymi „kotkami zła”, do tego swego rodzaju logotypem Halloween — właśnie dyniami, z groźnie wydrążonymi oczami i paszczami. Sam biznes kreatywny również współgra z halloweenową popkulturą: organizuje imprezy w klubach, barach, restauracjach, puszcza w miasto parady przebierańców, oferuje pokazy gatunkowych filmów typu „Halloween” czy „Trick ’r Treat”. Krew się leje po ulicach miasta, na szczęście to krew udawana, plastikowa. Lepsza taka niż ta prawdziwa, przelana przez autentyczne ofiary.

Człowiek podczas Halloween, paradoksalnie, czuje, że żyje. I chwała tu Irlandczykom, więc i Celtom, ich praprzodkom. Halloween wywodzi się z celtyckiego święta Samhain, które obchodzono przez wieki w Irlandii oraz Szkocji. Kostiumy, lampiony z dyń, do tego przeróżne spotkania na kilkaset osób, spektakularne ogniska, zapewne też niezłe popijawy, po których ówczesny Irlandczyk chodził ledwo żywy, faktycznie przypominając zombiaka, nie człowieka. Irlandia, wyspa na skraju Europy, skazana na skrajność.

Niech więc Halloween wybrzmi dziś jak wybrzmieć ma. Można totalnie go zignorować, można przyjąć konwencję zabawy. Zapewne ludzie coraz starsi, którym obiektywnie bliżej do śmierci, absolutnie nie poczują halloweenowego klimatu. Ten im tylko przypomina, że zegar tyka, niewiele lat już pozostało do ostatecznego rozwiązania kwestii ich życia. Młodziaki, te wszystkie Zetki, Ygreki, Alfy oraz inne Bety będą z kolei przednie się bawić. Wszystko przed nimi. W sumie nie ma co się dziwić, kiedy nie masz trzydziestki, śmierć jest dla ciebie tylko hasłem w Wikipedii oraz w słownikach pokrewnych.

Niech jednak dzisiaj Halloween wybrzmi. Mocno. Jest taki zespół, założony w pradawnych czasach, w roku, gdy na ekranach pojawił się kultowy później „Koszmar z ulicy Wiązów” o Freddy’m Kruegerze, nawiedzającym sny nastolatków i zabijającym ich na różne krwawe sposoby. No miodzio dla miłośników gore. Wracając do muzyków. Grupa nazwała się przekornie Helloween. Gra tak zwany power metal. Nie uwierzycie, nadal istnieje i ma się dobrze. Sprawdźcie sobie jego dyskografię, skrytykujcie, co wam się nie podoba, polubcie, co wam podejdzie pod gust. Natomiast nie zignorujcie pewnego wielominutowego kawałka, nomen omen, Halloween. Już po paru taktach wprowadzi was w nastrój okołozniczowy. Kotki zła zamiauczą z wrażenia, pogłaskane przez jego dynamikę i melodyjność. I to będzie udany Halloween.

Przeczytaj także:

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej