artykuł

Maria Paszyńska o prawdzie w literackiej fikcji | Relacja ze spotkania

„O zawirowaniach wielkiej Historii opowiadać trzeba z perspektywy indywidulanego doświadczenia jednostki” – mówiła Maria Paszyńska, autorka powieści historycznych, podczas spotkania, które prowadził Przemysław Poznański z zupelnieinnaopowiesc.com.

Maria Paszyńska debiutowała w 2015 roku powieścią „Warszawski niebotyk”, rozgrywająca się w latach 30. XX wieku. Od pory napisała dwadzieścia pięć powieści, które za tło zawsze biorą ważne historyczne wydarzenia. Tempo pisania tłumaczyła pracowitością. – To specyficzne zajęcie, bo tak naprawdę pracuję cały czas, nawet gdy nie piszę. Opowieść tkwi bowiem cały czas mam w głowie. Czas takiej pracy jest więc nienormowany – mówiła.  

Maria Paszyńska, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

„Czuję się przynależna do świata przeszłości”

A dlaczego właśnie Historia? – Nie wiem, czy miałam wybór. Mniej więcej w dziesiątym roku życia wsiąknęłam w Historię, która stała się szybko moim najważniejszym zainteresowaniem – tłumaczyła autorka cyklu „Owoc granatu” czy powieści „Jeśli jutra nie będzie”. I dodawała: – Nie miałam i nie ma  głębokiej potrzeby napisania czegoś innego. Raczej stresuje mnie to, że jest na karach Historii tak wiele ciekawych wydarzeń, że nie starczy mi życia, by do nich sięgnąć. Po co ma więc zastanawiać się nad pisaniem czegoś innego?

Jak zaznaczała, odnosi wrażenie, że urodziła się „lekko przykurzonym noworodkiem”. – Gdy bym była chłopcem, powiedziałabym, że urodziłam się z brodą – śmiała się. Przekonywała, że od zawsze doskonale dogaduje się ze starszymi. – Czuję się przynależna do tamtego świata, świata przeszłości. W tym nam współczesnym panuje za duży szum. Nie nadaję się do absorbowania i analizy tego, co dzieje się teraz, bo mam żadnej szansy zweryfikowania tego nawet częściowo – tłumaczyła.

„Opowiadać o Historii z perspektywy jednostki”

Jak zaznaczała, w przypadku opisywania Historii stara się, by jej własnej interpretacji zdarzeń było jak najmniej. – Panuję nad swoim warsztatem badań historycznych, mam opanowaną metodologię takich badań – mówiła. – Dlatego zanim zacznę pisać, zbieram możliwie najbogatszy materiał źródłowy, ze wszystkich stron, ze wszystkich ówczesnych punktów widzenia i dopiero z tego buduję historyczne tło – tłumaczyła Paszyńska.

I podkreślała: – Nie silę się więc, żeby napisać swoją wersję prawdy o przeszłości. Chcę za to opowiadać o wielkiej Historii z perspektywy jednostki, która coś przeżyła. Z perspektywy jej indywidulanego doświadczenia w tym wielkim historycznym zawirowaniu.

Zaczyna się od „żarówki”

Pisanie powieści zawsze zaczyna się u niej od „zapalenia się żarówki”, czyli nagłego zainteresowania konkretnym tematem, o którym – jak czuje – musi w danej chwili opowiedzieć. – To trochę niezależne ode mnie. Od lat chcę napisać o Marku Wipsaniuszu Agrypie, uwielbiam go, ale nie zapala mi się żadna żarówka, która pozwoliłaby mi o tym pisać. Chciałabym, ale nie mogę – tłumaczyła. Taką „żarówką” może być przeczytane pojedyncze zdanie, odnalezione zdjęcie, jakiś fakt, którego nie znała. – Gdy tak się stanie, rozpala to we mnie taki poziom entuzjazmu, że podporządkowana zostaje temu cała reszta – mówiła Maria Paszyńska.

Podkreślała, że w procesie pisania nie tworzy sobie „kartotek postaci”. Bohaterowie, całkowicie ukształtowani, są bowiem od początku w jej głowie. Gdy zapali się do tematu, musi przeczytać wszystko, absolutnie wszystko, co jest w stanie „upolować” na dany temat, w tym dostępne pamiętniki czy listy zwykłych uczestników zdarzeń. – Chłonę ich historie i gdy tworzę fikcyjną  postać, staram się, żeby była zbudowana możliwie najbardziej jak się da z prawdziwych losów wielu prawdziwych osób. Plączę różne doświadczenia, choć czasem życie zaskakuje. W pierwszym tomie „Owocu granatu” mocno splątałam w postaciach bliźniaczek Halszki i Stefanii wspomnienia wielu kobiet, które przeszły w 1939 roku gehennę zsyłki na Sybir. Nie sądziłam, że ktokolwiek może się w takim połączeniu losów odnaleźć, aż napisał do mnie pan z Tasmanii, w imieniu swojej teściowej, która twierdziła, że opisała jeden do jednego historię jej rodziny.

Maria Paszyńska, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

„Nie wiem, dokąd mnie poniesie kolejna opowieść”

Maria Paszyńska umieszcza fabuły swoich książek w różnych epokach. „Jeśli jutra nie będzie” to opowieść o losach warszawskiego getta, w cykluCień sułtana” to czasy Imperium Osmańskiego w XVI wieku, w „Niechcianym dziedzictwie” czasy Jagiellonów, „Hańba” jest opowieścią o Wołyniu, w „Cudach codzienności” opowieść rozpoczyna się w 1863 roku i trwa aż do wojny bolszewickiej.

– W danym momencie moją ulubioną epoką historyczną jest ta, o której pisze. Teraz to II połowa XV wieku, rządy Kazimierza Jagiellończyka, wojna trzynastoletnia. Nie ma dla w tej chwili nic bardziej fascynującego – podkreślała pisarka. – To czyni moje życie ekscytującym, bo nigdy nie wiem, dokąd mnie poniesie kolejna opowieść, czego się będę musiała nauczyć, jaki materiał źródłowy zgłębić – przekonywała.

Zobacz także:

Ile prawdy jest w fikcji literackiej – spotkanie z Marią Paszyńską
Warszawa, 16 maja 2024
Prowadził Przemysław Poznański

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej