Chociaż punktem wyjścia w mojej opowieści jest śmierć dziecka, to jej głównym tematem jest niepełnosprawność i sposoby, w jakie się z nią mierzymy – mówi Natalia Kruzer*, prokurator, pisarka, autorka powieści „Consessio”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Przemysław Poznański: „Confessio” to pani literacki debiut – opowieść o prokuratorskim śledztwie w sprawie śmierci niemowlęcia. Trudny temat jak na debiut. Dlaczego taki?
Natalia Kruzer: Generalnie uważam, że warto pisać o tematach ważnych i istotnych. Sprawy, w których pokrzywdzone jest dziecko, poruszają mnie podwójnie – jako prokuratora i jako matkę. Wracają po powrocie do domu, rezonują, błąkają się pamięci nawet po latach. Uważam, że w dalszym ciągu funkcjonuje społeczne przyzwolenie na krzywdzenie dzieci – tego przysłowiowego „lekkiego klapsa”. Stąd taka porażająca ludzka obojętność i brak reakcji otoczenia, kiedy dzieje się coś złego. Ludzie wolą się nie wtrącać. Niestety ciągle widzę ten schemat w sprawach, które prowadzę.
Niemniej, chociaż śmierć dziecka jest punktem wyjścia w mojej opowieści, to jednak uważam, że jej głównym tematem jest jednak niepełnosprawność i sposoby, w jakie się z nią mierzymy.
A skąd pomysł, by pisać? Jest pani czynną prokurator, która – jak mogę wnioskować z samej powieści – raczej nie narzeka na brak pracy. A jednak wymyśliła sobie pani dodatkowe, wcale nie mniej pracochłonne zajęcie.
– Na początku zaczęłam pisać tą opowieść dla siebie, chciałam w ten sposób przepracować pewne trudne tematy związane z wymagającym rodzicielstwem. Przeniesienie na papier osobistych doświadczeń pozwoliło mi na zdystansowanie się wobec nich, jakby dotyczyły innej osoby. Później pomyślałam, że moje doświadczenie nie jest przecież jednostkowe, że pewnie wielu rodziców przeżyło podobne sytuacje. Postanowiłam zatem poszukać wydawcy, którego zainteresuje ta historia, bo uważam, że prócz swojego mroku niesie również nadzieję.
Bohaterką powieści jest prokurator Paulina Wilczyńska – borykająca się na co dzień nie tylko z zasypującymi ją wręcz sprawami, ale i z szefem-ignorantem. Dodatkowo – jako samotna matka – ponosi cały ciężar wychowywania autystycznego syna. W posłowiu do powieści wspomina pani, że część doświadczeń bohaterki jest też pani doświadczeniem. Dlaczego zdecydowała się pani na takie rozwiązanie?
– Jak już wspomniałam była to forma autoterapii. Trochę naiwnie myślałam, że opisując wiele bolesnych wspomnień uwolnię się od nich raz na zawsze. Oczywiście tak się nie stało. Niemniej, nabrałam dzięki temu nowej perspektywy i popatrzyłam na pewne doświadczenia z większym obiektywizmem.
Uważam, że w dalszym ciągu funkcjonuje społeczne przyzwolenie na krzywdzenie dzieci – tego przysłowiowego „lekkiego klapsa”. Stąd taka porażająca ludzka obojętność i brak reakcji otoczenia, kiedy dzieje się coś złego. Ludzie wolą się nie wtrącać. Niestety ciągle widzę ten schemat w sprawach, które prowadzę.
Dla pani bohaterki sprawa śmierci dziecka jest pierwszym takim przypadkiem w długiej karierze. Na ile oparła pani to rozwiązanie na swoim doświadczeniu? Czy są sprawy, z którymi jako prokurator wolałaby pani nie mieć do czynienia?
– Oczywiście, że chciałabym żyć w świecie, gdzie nikt nie łamie przepisów prawa, a ja mogę sobie poszukać innego zajęcia (śmiech). Sprawy dotyczące śmierci dzieci niestety zdarzają się. Jeśli istnieje podejrzenie udziału osób postronnych, zawsze wyjaśniamy przyczynę zgonu. Jak wskazałam w posłowiu, wiąże mnie tajemnica zawodowa i nie mogłabym opisać żadnej autentycznej sprawy. Jednak prowadziłam wiele bardzo podobnych do tych opisanych w książce. Zabójstwo, inaczej niż ma to miejsce w kryminałach, zazwyczaj dowodowo jest bardzo prostą sprawą, zatem jako prokurator nie obawiam się tego rodzaju śledztw, choć po ludzku zawsze współczuję rodzinie pokrzywdzonego.
Przeczytaj także:
A czy jako pisarka ma pani jakieś tematy tabu, których nie chciałaby poruszać?
– Myślę, że nie ma takich tematów, przeciwnie intrygują mnie kontrowersyjne zagadnienia. Od epatowania fizycznym okrucieństwem wolę jednak skupienie się na emocjach moich bohaterów. Z reakcji czytelników wnoszę, że potrafią być one bardziej poruszające od opisów zwłok.
Dedykuje pani powieść rodzicom, którzy wychowują dzieci z niepełnosprawnościami. W samej powieści też zwraca pani wielokrotnie uwagę na heroizm matek i ojców dzieci, mierzących się nie tylko z brakiem systemowej pomocy, ale i nieraz z ostracyzmem społecznym. Czy pani powieść ma być także głosem wsparcia dla nich?
– Tak, przede wszystkim chciałam oddać hołd tym cichym bohaterom codzienności. Wielu z nich toczy naprawdę nierówną walkę, zwłaszcza od momentu gdy ich niepełnosprawne dzieci staną się dorosłe i zakończą swoją ścieżkę edukacyjną. Wówczas pomoc państwa w zasadzie się kończy. Brak środowiskowych domów samopomocy czy miejsc, gdzie z czystym sumieniem można umieścić dziecko, gdy rodzic zacznie się starzeć i braknie mu sił. To temat, który bywa poruszany w przestrzeni społecznej, ale ciągle kończy się incydentalnym podnoszeniem kwot różnych świadczeń, które nie zastępują porządnego systemu usług, jakie państwo jest winne osobom najsłabszym.
Przede wszystkim chciałam oddać hołd tym cichym bohaterom codzienności. Wielu z nich toczy naprawdę nierówną walkę, zwłaszcza od momentu gdy ich niepełnosprawne dzieci staną się dorosłe i zakończą swoją ścieżkę edukacyjną. Wówczas pomoc państwa w zasadzie się kończy. Brak środowiskowych domów samopomocy czy miejsc, gdzie z czystym sumieniem można umieścić dziecko, gdy rodzic zacznie się starzeć i braknie mu sił.
To wsparcie u pani potrzebne jest głównie kobietom – przeprowadza pani nawet paralelę między swoją bohaterką, a jedną z postaci drugiego planu, pokazując na przykładzie ich losów podobieństwo zachowań mężczyzn, ojców, przerażonych perspektywą wychowania dziecka nieodpowiadającego ich idealistycznym wyobrażeniom.
– Tak rzeczywiście jest w książce, choć osobiście znam wielu wspaniałych mężczyzn, którzy stanęli na wysokości zadania i ogromnie angażują się w terapię swoich niepełnosprawnych dzieci, autentycznie kochając je całym sercem. Mój mąż również mocno włącza się w leczenie naszego syna i to on ogarnia większość wizyt u specjalistów z uwagi na moje obowiązki zawodowe.
Tym niemniej coś, co w wypadku mężczyzn jest traktowane jako bohaterstwo życiowe, u kobiet uważa się na obowiązek. Opisałam to szerzej w książce; myślę, że w naszej polskiej mentalności wykształciło się coś takiego, co każe zmuszać kobiety do heroizmu. Przykładów nie brak, zwłaszcza w ostatnim czasie… Dzisiejszy świat w ogóle nakłada na rodziców presję bycia idealnymi, ale w większym stopniu dotyczy to właśnie matek. Zostaliśmy, również z powodów religijnych, wychowani w niespotykanym chyba nigdzie indziej kulcie macierzyństwa. Ta presja ma też oczywiście swoją cenę, bo gdy matka nie jest w stanie sprostać wygórowanym wymaganiom otoczenia, niesie to dla niej samej i jej rodziny rozmaite, nieraz bardzo bolesne i brzemienne w skutki konsekwencje.
Odnoszę wrażenie, że rozprawia się też pani z niektórymi stereotypami dotyczącymi choćby autyzmu, który może przybierać różne formy i może, ale nie musi, oznaczać niepełnosprawności intelektualnej.
– Tak faktycznie jest i teraz, gdy siłą rzeczy dowiedziałam się więcej na temat ASD widzę jego objawy, czy nawet cechy charakteru właściwe osobom autystycznym u wielu swoich znajomych. To na ogół inteligentni, wykształceni i wspaniali ludzie. Nie zmienia to faktu, że w jakimś momencie swojego życia mieli lekko pod górkę, bo byli nierozumiani przez otoczenie albo sami nie potrafili właściwie odczytać zachowań innych. Z moich obserwacji wynika, że szkoły masowe nie są przystosowane do autystycznego ucznia, delikatnie mówiąc. Stąd często osiągają oni wyniki poniżej swojego potencjału intelektualnego, wypadają też gorzej w standardowych testach na inteligencję, które badają także zdolności leksykalne. Stąd pewnie ten mit powiązania zaburzenia z niepełnosprawnością intelektualną, co nie do końca polega na prawdzie.
Dla mnie „Confessio” jest przede wszystkim opowieścią o poczuciu misji – w pracy, w życiu prywatnym – ale i o tym, że czasem ciężar odpowiedzialności za tę misję jest bardzo wysoki, i że można pod nim upaść. Pani bohaterka nie jest supermenką, nie jest idealna, ale wie, że nikt tak naprawdę jej nie zastąpi.
– Zgadzam się, to historia o poczuciu obowiązku, który na nas spada. Jak już wspomniałam, również ulegałam kiedyś presji bycia we wszystkim idealną. I wiem już, że perfekcjonizm w każdej dziedzinie życia, nie prowadzi do niczego dobrego. Teraz wystarcza mi poczucie, że jestem wystarczająco dobra, w tym, co robię. Nauczyłam się odpuszczać sobie wiele rzeczy. Przecież Święta i tak przyjdą, bez względu na to, czy umyję okna (śmiech).
Wciąż bardzo mało mamy na rynku książek kryminalnych, w których głównym bohaterem byłby właśnie prokurator. Najczęściej są to policjanci z wydziału śledczego. Czy tylko prokurator potrafi tak naprawdę oddać pracę prokuratora?
– Z tego, co się orientuję, jedynym aktualnie publikującym prokuratorem jest Cyryl Sone, zatem nie mam szerokiej konkurencji(śmiech). Uważam, że w swoich książkach bardzo wiernie opisał, jak w rzeczywistości wygląda nasza praca. Raczej ma ona niewiele wspólnego z obrazem powszechnie przedstawianym w kryminałach. Powieść to jednak nie jest pamiętnik i rządzi się swoimi prawami. Gdybym miała się skupić na wiernym opisie mojego typowego dnia, powstałby twór tak nudny, że żaden normalny czytelnik nie sięgnąłby po taką książkę.
To historia o poczuciu obowiązku, który na nas spada. Również ulegałam kiedyś presji bycia we wszystkim idealną. I wiem już, że perfekcjonizm w każdej dziedzinie życia, nie prowadzi do niczego dobrego. Teraz wystarcza mi poczucie, że jestem wystarczająco dobra, w tym, co robię. Nauczyłam się odpuszczać sobie wiele rzeczy. Przecież Święta i tak przyjdą, bez względu na to, czy umyję okna.
Jednym z elementów opisanej przez panią pracy prokuratora jest natłok obowiązków. Zagadka kryminalna, którą musi rozwiązać pani bohaterka, jest jedną z wielu, jakimi musi się zajmować w tym samym czasie – często bardzo różnymi tematycznie. Poza tym na drodze stają jej procedury, bardzo długie terminy oczekiwania choćby na specjalistyczne ekspertyzy. Trochę odczarowuje pani zawód prokuratora znany z popkultury.
– Bo tak jest i myślę, że dla nikogo, kto zetknął się z wymiarem sprawiedliwości, nie stanowi to żadnej tajemnicy. Wieczne niedoetatowanie policji i prokuratur, zwłaszcza tych rejonowych, brak funduszy na opinie, brak biegłych i odległe terminy… A to i tak tylko część problemów, z którymi boryka się ta instytucja i to wcale nie najważniejszych, moim zdaniem. Kluczowe w mojej ocenie jest przywrócenie ustawowych gwarancji niezależności prokuratora i ich poszanowanie przez wszystkie osoby, które służą w tej instytucji. Na tym polu jest zdecydowanie najwięcej do zrobienia.
Jak wygląda dokładnie podział zadań między policją a prokuraturą w przypadku śledztwa w sprawie zabójstwa?
– Polska procedura karna jest tak skonstruowana, że tylko prokurator może postawić zarzuty w śledztwie i przesłuchiwać podejrzanego. Zwykle osobiście przesłuchuje również przynajmniej kluczowych świadków. Oczywiście uczestniczy też w oględzinach miejsca zdarzenia i bierze udział w sekcji zwłok. Policjant skupia się natomiast na czynnościach operacyjnych w terenie, przesłuchuje pobocznych świadków. Generalnie nasza współpraca opiera się na symbiozie – w większości spraw prokurator nie jest w stanie zgromadzić całego potrzebnego materiału dowodowego bez pomocy policjanta.
Czy jako prokurator musiała pani na potrzeby książki wykonywać jakiś dodatkowy research wykraczający poza pani doświadczenie i wiedzę nabytą w czasie pracy? Czy musiała pani się z kimś konsultować?
– W zasadzie nie, odświeżyłam jedynie swoją wiedzę z zakresu medycyny sądowej i wrodzonych wad genetycznych – to zagadnienia, które miałam na aplikacji. Później sporo czytałam na temat zaburzeń rozwojowych, aby dowiedzieć się jak najwięcej na temat autyzmu i znaleźć jego przyczynę u mojego syna. Nigdy nie znalazłam odpowiedzi, choć dziś wiemy już sporo o genetycznych uwarunkowaniach zaburzenia.
Wieczne niedoetatowanie policji i prokuratur, zwłaszcza tych rejonowych, brak funduszy na opinie, brak biegłych i odległe terminy… A to i tak tylko część problemów, z którymi boryka się ta instytucja i to wcale nie najważniejszych, moim zdaniem. Kluczowe w mojej ocenie jest przywrócenie ustawowych gwarancji niezależności prokuratora i ich poszanowanie przez wszystkie osoby, które służą w tej instytucji. Na tym polu jest zdecydowanie najwięcej do zrobienia.
Na ile pisanie książki i jej wydanie odpowiadało pani wyobrażeniom o pracy pisarskiej? Na ile jest to doświadczenie, które chciałaby pani powtórzyć?
– Zawsze sądziłam, że pisarz po prostu pisze książkę, a później wysyła ją do wydawcy i na tym jego skromny udział się kończy (śmiech). Teraz wiem, że to o wiele dłuższy i bardziej skomplikowany proces; dobrych pisarzy i książek jest na rynku po prostu tak wielu, że trzeba włożyć ogromny wysiłek w dotarcie do czytelnika ze swoją historią, zainteresowanie nią, w zaistnienie. To zajęcie na pełen etat, co trudno pogodzić z moim zawodem, który psychicznie i emocjonalnie bardzo pochłania, a trzeba przecież znaleźć też czas na jakąś równowagę, odpoczynek, życie rodzinne.
Niemniej zawsze staram się kończyć to, co zaczęłam. Już w połowie„Confessio”zrodził się pomysł na kontynuację i tak powstało w ogólnym zarysie„Divortium”, które również będzie dotykać ważnych społecznie tematów. Całość powinna zamknąć się w trylogii, którą roboczo nazwałam łacińską. Więcej na razie nie chcę zdradzać, ale latem podczas urlopu muszę porządnie przysiąść do pracy.
W pani notce biograficznej czytam, że lubi pani nie tylko kryminały, ale i horrory. Myśli pani o tym, by napisać horror?
– Zdecydowanie! To gatunek rzadko eksploatowany w Polsce, a szkoda. Jest przecież wielu wspaniałych pisarzy zagranicznych, z których można czerpać inspiracje. Z polskich również! Najbliższy jest mi Urbanowicz i Darda. Oczywiście skręcę w tym kierunku, jeśli po skończeniu aktualnej serii stwierdzę, że w dalszym ciągu mam czytelnikowi coś ważnego do przekazania. Raczej nigdy nie będę produkować seryjnie książek dla samej sprzedawalności i taniej rozrywki. Proces twórczy jest dla mnie zbyt kosztowny, a mój szacunek wobec potencjalnego czytelnika zbyt wielki.
Rozmawiał Przemysław Poznański
*Natalia Kruzer – pseudonim czynnej prokurator, pisarki, autorki powieści „Confessio”

