artykuł

Dramaturg, „szpieg”, „lubieżnik” | 460 lat temu urodził się Christopher Marlowe

Pisano o nim, że miał „rozum pożyczony z nieba, ale wady zesłane z piekła”. 460 lat temu urodził się Christopher Marlowe. Dramaturg – to pewne, szpieg Elżbiety I – raczej też, choć już nie możemy mieć pewności co do przyklejanych mu łatek „magika”, „ateisty”, „bluźniercy” i „lubieżnika”. O autorze „Tamerlana Wielkiego” pisze Przemysław Poznański.

Decyzja zapadła i nie było odwrotu. Słowa, które wybrzmiały przed chwilą w tej sali, wciąż jeszcze zdawały się odbijać echem od kamiennych ścian Pałacu Richmond, złośliwie wyglądać zza zdobnych ram portretu Jej Królewskiej Mości, powracać z każdym najcichszym nawet odgłosem kroków na korytarzu, skrzypnięcia drzwi czy podmuchów lekkiego majowego wiatru, wprawiającego okienne szyby w delikatne wibracje. Tak to przynajmniej odczuwał kościsty sześćdziesięciolatek, siedzący teraz samotnie za wielkim stołem, przy którym jeszcze niedawno trwała zażarta, prowadzona przez członków Tajnej Rady dyskusja, pełna słów tyleż twardych i zdecydowanych, co zaledwie sugerujących prawdziwe intencje, skrywane – z nabytym latami kunsztem – pod warstwami wyszukanej retoryki, synonimów i eufemizmów.

Mężczyzna zdjął kartan i niedbale rzucił go na jedno z pobliskich krzeseł, by następnie nerwowo odciągnąć kryzę koszuli schowanej pod dubletem i podrapać coraz bardziej swędzącą go szyję. Stres zawsze działał na niego tak samo – wrażeniem, jakby jego ciało w jednej chwili zanurzyło się w kopcu mrówek. Wyrok zapadł – i to na jednego z nich – co prawda nie członka Rady, ale przecież jej najlepszego żołnierza. Mężczyzna z dumą noszący tytuł lorda wiedział, co musi zrobić, by wszystko poszło zgodnie z planem. Był 18 maja 1593 roku. Za mniej niż dwa tygodnie tajny agent królowej, a przy tym zdolny poeta Christopher Marlowe, przestanie istnieć. Będzie miał wtedy zaledwie dwadzieścia dziewięć lat.

***

Christopher Marlowe, fot. Wikimedia Commons / domena publiczna

Czy tak było? Czy decyzja o losach jednego z najwybitniejszych – obok Szekspira – dramaturgów i poetów XVI-wiecznej Anglii zapadła na posiedzeniu Tajnej Rady Elżbiety I, której Christopher Marlowe był (prawdopodobnie) jednym z najbardziej cenionych agentów? Nie wiadomo – teorii o okolicznościach jego śmierci i nazwisk zleceniodawców potencjalnego zabójstwa jest więcej niż sztuk, jakie po sobie zostawił. Włącznie nawet z teorią, że śmierć podczas pijackiej bójki w Deptford została tak naprawdę sfingowana, by pozwolić Marlowe’owi zniknąć. I to być może właśnie z pomocą Tajnej Rady, lub któregoś z jej wpływowych członków. 

Rozbieżności i niejasności dotyczą nie tylko okoliczności śmierci autora „Tamerlana Wielkiego”. Podobnie jest z informacjami dotyczącymi jego życia, które są tak zbiorem niepodważalnych faktów, jak i plotek oraz insynuacji, a nawet zwykłych pomówień i kłamstw, dodatkowo obrosłych teoriami spiskowymi, jak choćby tą, że to Marlowe – nie mogąc publikować pod swoim nazwiskiem – stał tak naprawdę, jako ghost writer, za wszystkimi dziełami swojego równolatka, Willa Szekspira.        

W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości

Christopher Marlowe, Tragiczne dzieje doktora Fausta

Nie znamy nawet dokładnej daty narodzin poety – podobnie zresztą jak w przypadku autora „Romea i Julii”. Zapisano tylko daty ich chrztów: w przypadku Marlowe’a był to 26 lutego 1564 roku, Szekspira ochrzczono dokładnie dwa miesiące później. Christopher – albo jako go nazywano, Kit – Marlowe był drugim z dziewięciorga dzieci szewca z Canterbury, ale dzięki stypendium mógł uczęszczać do The King’s School w rodzinnym mieście, by po dwóch latach zostać studentem Corpus Christi College w Cambridge, gdzie uczył się w nadziei zostania duchownym anglikańskim. Nie został nim jednak, ale za to na tyle dobrze nauczył się łaciny, że przetłumaczył na angielski dzieła Owidiusza.

O mało co, a nie dostałby ostatecznie dyplomu ukończenia uczelni. W 1587 roku uzyskanie przez niego tytułu magistra zawisło na włosku, gdy do władz uczelni dotarły plotki, że student Marlowe zamierzał potajemnie wstąpić do angielskiego seminarium duchownego w Reims w północnej Francji, gdzie miałby przygotowywać się do roli rzymskokatolickiego księdza. Byłoby to poważne wykroczenie przeciw edyktowi królowej Elżbiety I, penalizującemu wszelkie próby przyjęcia katolickich święceń kapłańskich przez obywatela Anglii. Jak to się zatem stało, że wręczenie dyplomu odbyło się i to w zaplanowanym terminie? Tu na scenę po raz pierwszy wkracza Tajna Rada działająca pod przywództwem Sir Francisa Walsinghama. Na władzach uczelni musiało wywrzeć wrażenie oficjalne pismo, stwierdzające, że „​​nie jest miłe Jej Królewskiej Mości, by osoby zaangażowane jak pan Marlowe w sprawy dotyczące dobrostanu kraju, były zniesławiane przez tych, którzy są w tych kwestiach zupełnymi ignorantami”.  

Morley, awanturnik, lubieżnik

Czy więc był szpiegiem Rady – jak chcą niektórzy? I czy to on, utrwalony w dokumentach jako Morley – zaledwie dwa lata później – został nauczycielem Arbelli Stuart, potencjalnej następczyni tronu, którą dzięki temu mógł szpiegować? Pewne jest, że list skierowany do władz uniwersyteckich zawiera zwroty, jakich zwykle używało się w celu ochrony agentów rządowych, nie tłumaczy jednak wcale charakteru powierzanych Marlowe’owi zadań. Z dokumentów wynika, że młodzieniec często i na długo opuszczał mury uczelni, ale nie ponosił z tego tytułu żadnych konsekwencji. Żył też ponoć mocno ponad stan, a na pewno wydawał znacznie więcej niż mógłby sobie na to pozwolić ubogi stypendysta, syn szewca.

Czy sugestie o jego katolickich sympatiach mogły więc wynikać z faktu, że inwigilował – na polecenie Tajnej Rady – środowiska papistów? Trudno jednoznacznie orzec. Wszystko, co wiemy o jego potencjalnej szpiegowskiej działalności – podobnie jak o jego życiu w ogóle –  to w istocie wnioski wysnute na podstawie nielicznych dokumentów urzędowych oraz tego, co zawarł w swoich dziełach literackich. Może z tego powodu przywarło do niego wiele określeń, które nie zawsze mają uzasadnienie: awanturnik i heretyk, a nawet „magik”, „fałszerz” i „lubieżnik” (rakehell).

Tamerlan i wiersz biały

Christopher Marlowe, Temerlan Wielki

Na pewno wiemy, że jeszcze jako student, prawdopodobnie około roku 1585, napisał „Tragedię Dydony, królowej Kartaginy” (Dido, Queen of Carthage), a dwa lata później dzieło, które stało się kamieniem milowym w historii dramatu: „Tamerlan Wielki” (Tamburlane the Great). Autor – dla współczesnych anonimowy – odszedł bowiem od wcześniejszego sztucznego języka sztuk teatralnych na rzecz języka świeżego i żywego, co uzyskał także poprzez wykorzystanie potencjału wiersza białego. Zapewniło mu to nie tylko pozycję w historii literatury, ale i wielkie powodzenie wśród współczesnej mu publiczności.

O czym jest „Tamerlan”? Dramat został luźno oparty na życiu XV-wiecznego środkowoazjatyckiego cesarza Timura Chromego. Opowiada o życiu i podbojach mongolsko-tureckiego władcy, którego dla celów dramatycznych Marlowe przedstawił jako pasterza scytyjskiego, dorastającego stopniowo do rangi cesarza. Sztuka rozpoczyna się od sceny wysłania przez perskiego króla Mycetesa, wojsk mających pozbyć się najeżdżającego granice Tamerlana. Mycetes nie wie jednak, że na jego tron czyha brat, Kosroe. Tamerlan korzystając z tej okazji rusza na czele swoich pięciuset wojowników przeciw dwukrotnie liczniejszym wojskom Mycetesa, które udaje mu się pokonać, także dzięki sojuszowi z Kosroem, gdyż ten zdecydował się na zdradę w zamian za obietnicę tronu. Po zwycięstwie Tamerlan nie dotrzymuje danego słowa i sam przejmuje władzę nad imperium perskim.

Faust i Barabas

Christopher Marlowe, Żyd z Malty

Mniej więcej rok później (przyjmuje się daty 1588-1592) Marlow pochyla się – jako pierwszy w dziejach literatury – nad tajemniczą historią niemieckiego teologa, lekarza, astrologa i alchemika Johanna Georga Fausta. „The Tragical History of the Life and Death of Doctor Faustus” (Tragiczne dzieje doktora Fausta) jest pochodną zainteresowania w XVI wieku magią i sekretami natury w aliansie ze światem nadprzyrodzonym, co doprowadziło do powstania katedr alchemii na uniwersytetach europejskich. Sztuka ta jest opowieścią o konszachtach z diabłem, których dopuszcza się Faust, zawiedziony swoimi dotychczasowymi osiągnięciami. Ofiarowuje duszę w zamian za ogromną władzę, jakiej nie dała mu żadna z dyscyplin, które dotąd uprawiał. Marlowe przedstawia de facto historię upadku człowieka, który zjadł zakazany owoc z drzewa poznania dobra i zła.

To czas dla Marlowe’a płodny. W tatach 1588-1590 pisze, a dwa lata później wystawia sztukę „Żyd z Malty (The Jew of Malta), której fabuła koncentruje się wokół losów maltańskiego żydowskiego kupca imieniem Barabas. Oryginalna historia łączy w sobie konflikt religijny, intrygę i zemstę, a jej akcja rozgrywa się na Malcie w czasach walki o dominację nad wyspą pomiędzy Hiszpanią a Imperium Osmańskim. Sztuce zarzuca się czasem antysemityzm, choć nie jest to tak proste w kontekście XVI-wiecznej Anglii, w której w tamtym czasie właściwie nie było już żydów ortodoksyjnych (wygnano ich w 1290 r.). Elżbietańska publiczność na ogół nie miała więc żadnego kontaktu z judaizmem i autorzy ulegali pokusie przedstawiania żydów w sposób stereotypowy.

Ateista i do tego katolik

Zresztą mówienie w ogóle czegokolwiek o poglądach Marlowe’a obarczone jest niebezpieczeństwem ulegania plotkom i pogłoskom. Na pewno „Żyd z Malty” – niezależnie od ukazania głównej postaci – wyraża ogólny sceptycyzm wobec moralności religijnej. Korespondowałoby to z przypisywanym Marlowe’owi ateizmem, choć taka postawa byłaby odbierana w owym czasie jako wroga wobec protestanckiej monarchii Anglii. Tu zresztą znowu pojawiają się podejrzenia, że zarówno domniemany ateizm Marlowe’a, jak i jego rzekome sprzyjanie katolikom, to tzw. legendy szpiega, umożliwiające mu inwigilowanie tych czy innych środowisk.

Jeśli tak, to były to legendy solidne – niejaki Richard Baines oficjalnie oskarżył poetę o ateizm, a wręcz bluźnierstwo, przypisując mu stwierdzenia, jakoby „Chrystus był bękartem, a jego matka nieczysta”, „kobieta z Samarii i jej siostra były nierządnicami, a Chrystus z nimi obcował” i w końcu „święty Jan był towarzyszem Chrystusa, wspierającym się na jego łonie”, a co więcej: „łączyło ich to, co grzeszników z Sodomy”.

„Wyglądał tak, że mężów wzbudzał pożądanie”

Christopher Marlowe, Edward II

Te ostatnie stwierdzenia korespondują z domniemanym homoseksualizmem Marlowe’a. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Wspomniany Baines miał donosić, jakoby Marlowe twierdził, że „głupcami są ci, którzy nie wielbią tytoniu i chłopców”. Na taki jego wizerunek mógł mieć wpływ ówczesnej angielskiej bohemy artystycznej skupionej wokół teatru, gdzie wystawiane były jego sztuki, ale mógł to też być element oszczerczej nagonki na poetę, choć równie dobrze poeta mógł być osobą homoseksualną. Na żadną z wersji nie ma dowodów. Niektórzy badacze wskazują jednak na częstotliwość, z jaką Marlowe porusza w swoich dziełach tematy homoerotyczne: w poemacie „Hero and Leander” (1593) Marlowe pisze choćby o młodym mężczyźnie Leanderze: „Some swore he was a maid in man’s attire, / For in his looks were all that men desire (…)” (Zdaniem niektórych dziewką był w męskim przebraniu / Wyglądał tak, że mężów wzbudzał pożądanie – tłum. red).

Z kolei w dramacie „Edward II” (1593), opowiadającym zresztą m.in. o burzliwej historii miłosnej Edwarda II i Piersa Gavestona, znajdziemy fragment z wyliczanką znanych z historii homoerotycznych związków: „The mightiest kings have had their minions: / Great Alexander loved Hephaestion, / The conquering Hercules for Hylas wept, / And for Patroclus stern Achilles drooped. / And not kings only, but the wisest men: / The Roman Tully loved Octavius; / Grave Socrates wild Alcibiades” (Tych, co przy królach stali, znaj imiona / Miał Aleksander Wielki swego Hefajstiona, / Herakles po Hylasie gorzko łkał, / Przy Patroklesie Achil na kolana padł. / Nie tylko królom dane to, lecz i geniuszom: / Rzymianin Tuliusz szczerze kochał Oktawiusza; / Sokrates dzikiego zaś Alkibiadesa” – red.). A inna z jego sztuk, „Dydona”, rozpoczyna się od homoerotycznej sceny pomiędzy Jowiszem i Ganimedesem, która nie ma zresztą żadnego związku z późniejszą fabułą.

Masakra i nakaz aresztowania

Christopher Marlowe, Masakra w Paryżu

W roku domniemanej/prawdziwej śmierci Marlowe’a i przez cały kolejny rok trupa Lord Strange’s Men wystawiała sztukę „The Tragedy of the Guise”, znaną potem jako „The Massacre at Paris” (Masakra w Paryżu). Opowiada ona o masakrze w Noc św. Bartłomieja, która miała miejsce w Paryżu w 1572 roku, gdy katolicy dokonali rzezi na hugenotach, czyli francuskich ewangelikach reformowanych – kalwinach, pozostających w Paryżu po zaślubinach Henryka z Navarry z Małgorzatą, córką Katarzyny Medycejskiej, która to ceremonia miała paradoksalnie położyć kres waśniom religijnym. Oryginalny tekst dramatu nie przetrwał do naszych czasów. Jedyna zachowana wersja jest niedatowana i prawie o połowę krótsza od innych dzieł Marlowe’a. Dlatego niektórzy uczeni w ogóle kwestionują autorstwo Marlowe’a.

Jednym z bohaterów „Masakry” jest cichy „angielski agent”, którego tradycja utożsamia z Marlowe’em i jego powiązaniami z tajnymi służbami. A jednak domniemana praca dla Tajnej Rady nie uchroniła dramaturga przed aresztowaniem, gdy w 1593 roku w Londynie, ukazały się anonimowe odezwy przeciw protestanckim uchodźcom z Francji i Holandii. Podejrzenie autorstwa spadło właśnie na Marlowe’a i 18 maja 1593 roku wydany został nakaz aresztowania dramaturga. Do zatrzymania jednak nie doszło, choć było wiadomo, że przebywa u kolegi ze studiów, Thomasa Walsinghama, spokrewnionego zresztą z sir Francisem Walsinghamem, wtedy już nieżyjącym, ale swego czasu kierującym Tajną Radą. Dwa dni później Marlowe chciał spotkać się z członkami Rady, ale tego dnia nie odbywało się posiedzenie. Otrzymał za to nakaz codziennego meldowania się w biurze Rady, jednak zaledwie dziesięć dni później, najprawdopodobniej 30 maja 1693 roku, został zabity.

Śmierć i teorie spiskowe

Kto mógł chcieć jego śmierci? Teorie mnożyły się jedna po drugiej. Oficjalna głosi, że w pubie w Depford doszło do kłótni Marlowa ze znajomymi. Podczas szarpaniny sztylet jednego z nich przebił prawe oko Marlo i trafił prosto w mózg. Mówiono też jednak (bójka w pubie tego nie wyklucza), że zabić kazała go Audrey Walsingham, zazdrosna o związek męża Thomasa z Marlowem, albo że został zamordowany na rozkaz Lorda Burghleya i sir Roberta Cecila, którzy uważali, że jego sztuki zawierają katolicką propagandę, że zasztyletowany został przypadkowo, a kłótnia w pubie dotyczyła spłaty długów, ale też, że zginął na polecenie kilku członków Tajnej Rady, którzy obawiali się, że może ujawnić, że są ateistami. Mówiono nawet, że zabić kazała go sama królowa za to, że był ateistą.

Najbardziej fantastyczna z teorii to ta o sfingowaniu – przy wsparciu Walsinghama – śmierci poety, jego emigracji i tworzeniu sztuk oraz sonetów emigracji i tworzeniu sztuk oraz sonetów, przypisywanych Szekspirowi. Ma o tym świadczyć fakt, że poeta ze Stradfordu zadebiutował dopiero po oficjalnej dacie śmierci Marlowe’a. Niewątpliwie autor „Straconych zachodów miłości” nie tylko znał Marlowe’a (najnowsze badania wskazują, że „Henryk VI” ma być ich wspólnym dziełem), ale i pozostawał pod silnym wpływem kolegi po piórze w swojej twórczości. Widać to choćby w wykorzystaniu tematów Marlowe’owskich w „Antoniuszu i Kleopatrze”, „Kupcu weneckim”, „Ryszardzie II” i „Makbecie”. W „Hamlecie” znajdziemy wprost odniesienia do „Dydony”.

„Kiedy słuchacz naszych wierszy nie rozumie”

Podziwiali go mu współcześni. Nazywano go „ulubieńcem Muz”, mówiono, że miał w sobie „translunarną” odwagę pierwszych poetów. Nawet jeden z nielicznych współczesnych mu dramaturgów, który chciał skrytykować Marlowe’a, anonimowy autor „The Return from Parnassus” napisał coś, co możemy dziś przyjąć za komplement: „Żal, że tak złe wybiera sobie inteligencja mieszkanie / rozum pożyczony z nieba, ale wady zesłane z piekła”.

Najsłynniejszy hołd złożył jednak Marlowe’owi Szekspir w „Jak wam się podoba”, gdzie nie tylko cytuje wprost jeden z wersów z „Hero and „Leander”, ale także wkłada w usta błazna Probierczyka słowa: „Kiedy słuchacz naszych wierszy nie rozumie, a rozum, to bystre dziecko, naszego nie podtrzymuje dowcipu, to nas bardziej z nóg zbija niż wielki rachunek na małym świstku” (tłum. Leon Ulrich). Słowa te miały być komentarzem do zabójstwa Marlowe’a, ale i uznaniem jego wielkości.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej