„Ostatni azyl” Marcina Falińskiego to szpiegowska opowieść o próbie zamknięcia niezałatwionych spraw. Za wszelką cenę. Nawet za cenę życia – pisze Przemysław Poznański.

Czy „Ostatnim azylem” Marcin Faliński zamyka serię, rozpoczętą wraz z Markiem Kozubalem powieściami „Operacja Rafael”, „Operacja Singe”, „Operacja Retea”, a kontynuowaną z Rafałem Barnasiem książkami „W czerwonej sieci” i „Obcy horyzont”? W wywiadzie, jakiego nam udzielił, a który już wkrótce znajdziecie na naszym kanale YouTube, autor zarzeka się, że nie. Nie zmienia to jednak tego, że „Ostatni azyl” przesycony jest atmosferą końca – końca pewnych epok, pewnych etapów w życiu, co wyraża się próbami zamykania spraw dotąd niezamkniętych, a przez to niepokojących, czasem nawet niebezpiecznych.
Niebezpiecznych na pewno dla rosyjskich służb specjalnych, które nie zawahają się przed niczym, by wejść w posiadanie ważnych dokumentów, ukrytych przed dziesięcioleciami, a stanowiących wciąż bezpośrednie zagrożenie dla stabilności ich kraju. Bo powieść Falińskiego to narracja, pokazująca, że w świecie wywiadu nie wszystko dzieje się z dnia na dzień, że są też żmudne śledztwa, sięgające czasów wojny czy komuny, których rozwikłanie wymaga nie mniejszej determinacji i gotowości na ryzyko niż te najbardziej widowiskowe pościgi i strzelaniny.
Na kłopoty Łodyna
Ale tych w „Ostatnim azylu” oczywiście też nie zabraknie. Powieść rozpoczyna się od rozgrywającej się w 2010 roku sceny iście sensacyjnej, wręcz filmowej – oto do willi byłego oficera rosyjskich służb położonej na wyspie La Digue, należącej do Seszeli, wkraczają zamaskowani mężczyźni uzbrojeni w AKS-74U. Ich cel jest prosty: mają odzyskać to, co prawdopodobnie zostało przed laty wykradzione z moskiewskich archiwów i ukryte przez pułkownika Woronowa. „Matuszka Rosija” nigdy przecież nie zapomina. Tym bardziej o zdrajcach.
Tam jednak, gdzie działają rosyjskie specsłużby, tam nie może zabraknąć działań służb zachodnich, żywo zainteresowanych wszystkim tym, co może osłabić Kreml, a więc tym bardziej dokumentami, które Rosja uważa za zagrażające jej bezpieczeństwu. Problem w tym, że trwające od lat dochodzenie MI6 i innych zachodnich wywiadów, nie doprowadza do satysfakcjonującego wyniku. Być może potrzebny jest ktoś, kto doskonale sprawdził się już w walce z rosyjską dezinformacją i inspiracją? Na przykład oficer polskiego wywiadu Marcin Łodyna?
Przeczytaj także:
Ostatnia misja
Znamy tego bohatera z trylogii „Operacja” – jako majora wywiadu – i z „Obcego horyzontu” jako wrzuconego w pierwszą poważną akcję podoficera z Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadu w Starych Kiejkutach. Tu – co tylko dopełnia atmosfery końca pewnej epoki – jest już emerytowanym oficerem, który przede wszystkim chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom żony i nie mieszać się ponownie w niebezpieczne akcje. Czy jednak będzie mógł odmówić prośbie Caroline Godlewski z brytyjskiego wywiadu? Czy rzeczywiście nie skusi się, by ruszyć w tę ostatnią misję?
Łodyna jest wszak kandydatem idealnym – rzecz w tym bowiem, że ze zgromadzonych przez całe lata informacji, wynika, że doniesienia o dokumentach, poszukiwanych przez wywiady zachodnie i wywiad rosyjski, ściśle wiążą się ze sprawą zaginionych dzieł sztuki – ikon, medalionów Haralda Sinozębego, a nawet… Bursztynowej Komnaty. Ktoś, kto zmierzł się z zagadką zaginionego „Portretu młodzieńca” Rafaela Santi czy kradzieży szkiców Albrechta Dürera, wydaje się więc jedynym, który może wreszcie rozwikłać i tę zagadkę.
Podróż przez lata i kilometry
Marcin Faliński tworzy jednak powieść wielowątkową i wielowarstwową, w której Łodyna – choć być może w tej historii najważniejszy – jest jednym z wielu bohaterów uwikłanych w tę sprawę na przestrzeni ostatnich ponad siedemdziesięciu lat. Autor obnaża w ten sposób nie tylko kulisy działania służb, w tym rosyjskich, działających także poprzez dobrze zakamuflowanych nielegałów, lecz przede wszystkim skomplikowany mechanizm przemytu, kradzieży, a potem prób odzyskiwania istotnych artefaktów. Pokazuje też przy okazji sposoby uwikłania swoich bohaterów w bezlitosne tryby wielkiej polityki i walkę wywiadów. Pokaże to choćby cała sekwencja zdarzeń w Berlinie roku 2011, gdzie pewne zabójstwo osoby ściśle powiązanej z zagadką zaginionych precjozów przeniesie nas na grunt działania duńskich służb, ale i każe sięgnąć do zagadki zapisanej w tzw. mikrokropce, jednym z narzędzi pracy szpiegów.
„Ostatni azyl” – przenosząc nas do roku 1945, 1949, czy 1966, a jednocześnie oferując podróż od Seszeli, przez Berlin po Lwów i Warszawę – jest wszak opowieścią nie tyle o jednej konkretnej akcji, ile o całej serii czy to przypadkowych, czy też odgórnie kreowanych zdarzeń i o ludziach wplątanych w te zdarzenia mniej lub bardziej świadomie. Ludzi, których życie staje się od chwili zetknięcia się z tajemnicą skrytą w dokumentach dużo bardziej skomplikowane, obrasta kłamstwami, niedomówieniami, staje pod znakiem ukrywania prawdziwej tożsamości. Marcin Faliński unikając czarno-białych klisz rodem z kina sensacyjnego zaprasza nas do często niebezpiecznego świata, w którym niemal każdy z jego bohaterów staje przed życiowym wyborem, czasem ostatecznym, ukazując przy tym swoje prawdziwe oblicze.
Marcin Faliński, Ostatni azyl
Wydawnictwo Czarna Owca, 28 lutego 2024
ISBN: 9788382527186
Unclosed cases, dangerous issues | „Ostatni azyl (The Last Asylum) by Marcin Falinski is a spy story about an attempt to close unsettled cases. At any cost. Even at the cost of your life, reviews Przemyslaw Poznanski.

