felieton

Wszyscy jesteśmy dziwni  | Felieton Małgorzaty Żebrowskiej

W Biblii wszechmocny Bóg zabija swojego ukochanego syna, poddając jego ciało ogromnemu cierpieniu. W mitologii greckiej Kronos połyka swoje dzieci. Żona Lota zostaje ukarana śmiercią poprzez zmianę w słup soli za to, że zerknęła na unicestwiane miasto, Atena zrodziła się wyskakując z głowy ojca. Szalone i dziwne opowieści są częścią naszej kultury. Dajmy im miejsce w czytelniczych planach na 2024 rok – pisze Małgorzata Żebrowska.

Moja podróż do świata weird (ang. „dziwaczny”) zaczęła się od rozmowy z Przemkiem Poznańskim, który zasugerował mi start w naborze do antologii „Sny umarłych 2023”. Byłam tak bardzo na nie, że bardziej być nie można. Weird fiction? Do tego historyczne? Umarlaki, zombiaki, takie klimaty? Jako pisarka mocno trzymająca się rzeczywistości, uważałam, że nie ma czegoś bardziej odmiennego od mojej prozy. Redaktor naczelny Zupełnie Innej Opowieści miał jednak inne zdanie i cierpliwie mi je wykładał. Dzięki rozmowom z nim zrozumiałam, jak bliskie naszemu życiu jest wszystko, co dziwaczne, niecodzienne i niewytłumaczalne i że żyjąc w świecie realnym nie uciekniemy od tego, co drzemie pod podszewką rzeczywistości.

Rzeczywistość, która się rozpada

Weird fiction to, według definicji Marka Wydmucha, literatura „wprowadzająca podstępnie zamęt w znany nam świat przez przemycenie do niego na prawach fikcji pierwiastka irracjonalnego – czyni to z zamiarem przestraszenia czytelnika”. Z jednej więc strony weird fiction to precyzyjnie zarysowana rzeczywistość, z drugiej – niespodziewane wtargnięcie czegoś przerażającego, co kompletnie ją dekonstruuje. Najpowszechniej znanymi przedstawicielami gatunku weird są E.A. Poe i H.P. Lovecraft, a według polskich wikipedystów na naszym rodzimym poletku m. in. Wojciech Gunia, Łukasz Krukowski, Anna Maria Wybraniec. Słowem-kluczem, które odróżnia weird od horroru jest irracjonalność — rzeczywistość przedstawiona w tekście rozpada się, wymyka ocenie, powodując dysonans poznawczy — wbrew logice, moralności, powszechnemu poczuciu sprawiedliwości. W literaturze weird nie ma szans na to, że zło zostanie ukarane, a pozytywny bohater nagrodzony. Nie ma szans na katharsis poprzez doświadczenie przemocy i zła. Nie ma też miejsca na nadzieję.

Po co więc pisać takie straszne rzeczy? Po co wprowadzać czytelniczkę w stan osłupienia i niewygody? Z jakiego powodu zajmować się czymś tak dołującym, dziwacznym, wyprowadzającym z równowagi? Zastanawiałam się nad tym dość długo, zanim ostatecznie podjęłam wyzwanie i napisałam coś, co spełnia wymogi gatunku, a finalnie trafiło do antologii jako opowiadanie „Za nas wszystkie”.

Dlaczego?

Przed rozpoczęciem pracy nad tekstem zadałam sobie pytanie: „dlaczego”, które stanowi początek każdego nowego pliku tekstowego. Dlaczego zagłębiać się w dziwne i niewyjaśnione? I dlaczego akurat ja mam to zrobić? Przypomniałam sobie moje „Mrówki”, które wygrały MF Opowiadania w 2019 roku i emocje, które towarzyszyły mi, gdy budowałam historię Anki – jej lęk, jej frustrację i cierpienie, jej ból psychiczny, objawiający się brutalnymi wizjami. Bohaterce świat rozpada się na kawałki, mimo że dla osoby postronnej zupełnie nic się nie wydarza. Anka cieszy się dobrym statusem materialnym, nie brakuje jej ptasiego mleka, ma zapewnione dobre, szczęśliwe życie, jakiego można jej pozazdrościć. Mimo to coś w niej pęka, a jej los jest nie do pozazdroszczenia. Przeczytawszy mój tekst po latach, odkryłam, że jestem pisarką weird fiction, a najważniejszym źródłem prozy weird jest nasz własny umysł, który uwielbia nas rozpraszać, zwodzić na manowce, mylić tropy.

Gdy wyjdziemy z założenia, że w każdym z nas drzemie pierwiastek szaleństwa, a nasze umysły są maszynami, co do których powinniśmy mieć ograniczone zaufanie, stajemy się bardziej otwarci na przyznanie się do własnej niewiedzy i ułomności. Wówczas proza weird może nam dostarczać ogromu satysfakcji, bo jej podstawowym założeniem jest, że są na świecie rzeczy, których nie jesteśmy w stanie pojąć — być może jako ludzkość nie pojmiemy nigdy.

Życiem nie rządzi „szkiełko i oko”

Zimny racjonalizm działałby pewnie niezawodnie, gdybyśmy nie byli istotami biologicznymi. Jednak jesteśmy zbudowani z krwi i kości, złożeni z emocji i pamięci przodków, wyrośliśmy na glebie przemocy i agresji, niezrozumiałego heroizmu i niewytłumaczalnej miłości. Kronos pożarł swoje dzieci a chrześcijański Bóg wysłał syna na pewną śmierć, nasz antyczno-chrześcijański rodowód jest częścią nas samych, a historia wskazuje, że jesteśmy zdolni do najgorszego okrucieństwa.

Paradoksalnie, tego typu wnioski przynoszą swoistą ulgę. Gdy weźmiemy za pewnik, że życiem nie rządzi „szkiełko i oko”, gdy zrozumiemy, że jesteśmy częścią wielkiej, chaotycznej historii, a nasz wpływ na rzeczywistość jest bardzo ograniczony – zdejmujemy z siebie ogromny ciężar odpowiedzialności, którym naznaczony był indywidualizm wczesnych lat dwutysięcznych. Wszyscy jesteśmy tylko ziarnkami piasku, wirującymi w niespokojnej przestrzeni i jako jednostki możemy bardzo niewiele. Naszą powinnością jest działać najlepiej w ramach naszych ograniczonych możliwości, a swoistą przyjemnością  — z ciekawością zaglądać pod podszewkę tego, co namacalne. Tam znajdujemy odpowiedzi na najbardziej dręczące i tabuizowane pytania. Tam kryją się konfitury dla czytelników wytrwałych i odważnych. Tam właśnie znajdziecie antologię dziwacznych opowiadań historycznych „Sny umarłych 2023”.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej