biografia filmy

O muzyce i ciszy | Vika!, reż. Agnieszka Zwiefka

To opowieść o relacjach. Wybuchających pozytywnymi emocjami, gdy rozbrzmiewa muzyka, ale często trudnych, gdy na scenę wkracza zwykłe życie. O filmie dokumentalnym „Vika!” Agnieszki Zwiefki pisze Przemysław Poznański. Premiera 26 grudnia.

Bohaterka filmu jest znana. Wirginia Szmyt, czyli DJ Vika – najstarsza polska didżejka, ikona celebrytka, seniorka, która na własnym przykładzie pokazuje, że emerytura nie musi być końcem życiowej aktywności. Taki jej obraz w filmie Agnieszki Zwiefki także znajdziemy. Ale przecież reżyserka „Viki!” nie zamierza dawać nam wypełnionego ciekawostkami z życia znanej seniorki telewizyjnego felietonu puszczanego pod koniec programu informacyjnego, zrealizowanego „ku pokrzepieniu serc”, a tym bardziej nie proponuje pustej opowieści rodem z plotkarskiego  magazynu.

Życie za kulisami

Dostajemy dokument z prawdziwego zdarzenia – film wykraczający daleko poza to, co już wiemy, wpuszczający nas za kulisy, a przede wszystkim zderzający z momentami, które być może nawet wytrącą nas raz po raz ze strefy komfortu. To bowiem portret, ale nie laurka, to intymne wejrzenie w życie bohaterki, naznaczone także wydarzeniami i relacjami dla niej niełatwymi.

Realizowany przez trzy lata film (upływający czas wyznaczy dorastanie kota, ale i epizod rozgrywający się podczas pandemii) składa się z często poszatkowanych, krótkich ujęć, których dobór sprawia, że portret Viki jest tak wielowymiarowy – sceny z zagranicznych tournée (Praga, Wilno), z występu podczas parady równości, z wiwatującymi na cześć Viki tłumami, płynnie przechodzą w opowieść o samotności, o trudności z utrzymaniem rodzinnych więzów, o wojennej traumie, o ucinanych przez syna po jednym zdaniu telefonicznych rozmowach, o gorzkich słowach rzucanych w twarz.

Bez przemilczeń

Da nam Zwiefka i poruszającą scenę na cmentarzu, gdy jej bohaterka aż do znudzenia poprawiać będzie kwiaty na grobie męża, żeby tylko zostać z nim jak najdłużej, ale zobaczymy też pełny twórczego chaosu obrazek z przygotowań do koncertu. „Przyłapiemy” Wirginię Szmyt na wieszaniu firanek, zerwanych przez kota, ale i na jednym z wielu spotkań z seniorami, którym DJ Vika zaszczepić chce – nie zawsze skutecznie – swój entuzjazm i filozofię: owo przekonanie, że nawet jeśli ciało się starzeje, to przecież dusza nie podlega tym procesom.      

Żadna scena w tym filmie nie wydaje się być przypadkowa czy zbędna. W każdej bowiem Zwiefka mówi nam – do końca, bez przemilczeń – o relacjach, jakie jej bohaterka buduje lub pragnie budować, albo też zbudować nie jest w stanie, albo utraciła. To baza, na której opiera reżyserka prawdę o DJ Vice, ale jeszcze częściej prawdę o Wirginii Szmyt – wdowie, matce, babci. O jednej kobiecie, która niejako nosi w sobie dwa życia, często wzajemnie się nieprzenikające. Jak nieprzenikające się są w tym filmie momenty wypełnione muzyką i chwile przejmującej ciszy.

Przeczytaj także:

Bez łez

Chciałoby się, aby muzyka była łącznikiem między tymi światami, ale tak się nie dzieje. „Mnie to twoje granie nic a nic nie interesuje” – usłyszy kobieta z ust bliskich (cytuję z pamięci). To stwierdzenie – jakby nie brzmiało okrutnie – podszyte będzie goryczą, żalem za brak wcześniejszego zainteresowania ze strony bohaterki filmu. Odbije się to też w obrazie – naturalność Viki przed kamerą, jej swoboda, zderzone zostaną z odwracaniem wzroku, skrępowaniem tych, którzy postrzegają Wirginię Szmyt przez pryzmat nie zawsze dobrych doświadczeń, relacji.

Ona sama doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co w jej życiu wyszło doskonale (wpierw, aż do emerytury, praca w zakładzie poprawczym, potem zajęcie DJ-ki), a co nie wyszło i wie, że są sprawy, których nie da się już w żaden sposób naprawić. W jej głosie słychać żal, choćby wtedy, gdy mówi o nieobecnych wnukach, ale najczęściej godzi się z prawdą taką, jaka jest. Bez dramatyzowania, bez łez, bo najwyraźniej nie wszystko jest na pokaz. Szoł rządzi się swoimi prawami, życie i całe związany z nim emocje – swoimi.

Hołd dla życia

Relacji zerwanych nie da się naprawić, ale można się starać zbudować nowe, inne. Nie tylko z młodymi ludźmi, czy seniorami, tańczącymi tak, jak zagra im DJ Vika, ale i kimś, kto – choć wiążą ją z nim relacje zawodowe – stanie się tu figurą nieobecnego wnuka. Bo tam, gdzie muzyka, tam w filmie bliskość i zrozumienie. Zwiefka postanowi zresztą pokazać nam to tym dobitniej w znakomitych scenach, wykraczających poza ramy dokumentu, a wkraczających w domenę fabuły, a przynajmniej inscenizacji. Muzyka ożywia tu to, co zastygło, wydobywa z mroku ukryte emocje, nadaje rytm, stateczne ciało wpisując w pulsujące układy choreograficzne. Lecz – co ważne – gdy muzyka cichnie, pozostaje tylko mknący przez wyludnione miasto niemal pusty tramwaj, z jedną tylko zapatrzoną przed siebie pasażerką.

 „Vika!” jednak nie ocenia. Oddaje hołd entuzjazmowi i optymizmowi, ale oddaje też hołd życiu jako takiemu – na tyle długiemu (bohaterka ma dziś 85 lat) – by znalazły się w nim chwile tryumfu i momenty trudne. Oddaje hołd bliskości i intymności, nie zapominając o bólu, z jakim wiąże się samotność, ale i o jej przyczynach. Tym samym wychodzi Agnieszka Zwiefka poza historię jednostki, a próbuje zuniwersalizować tę opowieść, nadać jej wymiar szerszy, jakim jest budowanie opowieści o pasji, o spełnianiu się, niezależnie od wieku, ale i o kosztach, jakie niesie codzienność.

Vika!, reż. Agnieszka Zwiefka
Premiera 26 grudnia 2023
Dystrybucja: BestFilm   

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej