wywiad

Bogumiła Juzyszyn-Banaś: Literatura to wyobraźnia, a wyobraźnia to stwarzanie iluzji | Rozmawia Przemysław Poznański

Literatura zawsze była dla mnie ratunkiem, „lekiem na całe zło”. Ta najlepsza daje światło refleksjom dotyczącym istoty życia. Jest bezcenna. Poza tym fikcja bywa czasem bardziej interesująca od codziennego realu – mówi Bogumiła Juzyszyn-Banaś*, autorka powieści „Dziennik wyjścia”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Bogumiła Juzyszyn-Banaś, fot. Jarosław Banaś

Przemysław Poznański:  Pani żywioł – to teatr. Żywioł ten dotyczy również bohaterki „Dziennika…, Liliany Mady, która na początku tej opowieści jedzie do Staniewa, by prowadzić tam, podczas lata teatralnego, warsztaty z grupą młodych, uzdolnionych ludzi. Jednak wokół niej zaczyna się od początku dziać wiele rzeczy nie do końca przez nią zrozumiałych. Odnosi wrażenie, iż zawodzą ją zmysły – czasem w wyniku działania wszechogarniających roślin, czasem też w zetknięciu z drugim człowiekiem.

Bogumiła Juzyszyn-Banaś: Ta książka to opowieść, w której to, co realne i to, co nie do końca realne, uzupełnia się i przydeptuje zarazem. Stwarzanie iluzji na przeogromnym polu wyobraźni –  to zresztą nieodrodna rola literatury pięknej. Rolą autora, jak ja ją rozumiem, jest podsycanie tego ognia na tyle skutecznie, żeby czytelnik chciał powieść czytać do końca. Podsycam więc docierając do cienkiej linii łączącej rzeczywistość realną i nierealną, widzialną i niewidzialną. Myślę, że ta nietypowa konwencja wzbogaca „Dziennik…” który bliski jest thrillerowi, a wątkowi romansowemu, choć groźnie uwarunkowanemu i nie do końca typowemu, pozwala wyraźniej wypełnić akcję. Chciałam to opowiedzieć komuś, kto szuka wokół siebie tego innego świata, nie zawsze widocznego w codzienności.

Wrócę do pani teatralnego żywiołu. Tworzyła pani wcześniej dramaty sceniczne czy słuchowiska, ale nie miała pani doświadczenia w pisaniu prozy. Okazało się to wyzwaniem? 

– Z dziedziną teatru mam w życiu zawodowym ciągły kontakt. Pozbyć się wyobraźni teatralnej nie jestem w stanie. Zastanawiałam się czy nie przeszkodzi mi to doświadczenie w pisaniu prozy. Czy to patrzenie obrazami, ale i przywiązywanie dużej wagi do dialogów, nie będzie czymś, nad czym nie zapanuję. Uspokoiłam się, gdy przeczytałam, że w opinii takich ludzi od pięknego stylu, jak choćby Steven Pinker wyobraźnia teatralna może tylko w pisaniu pomóc. Od tego momentu pisałam już bez specjalnego lęku.

Ten teatr pokazuje pani jednak trochę w krzywym zwierciadle.

– Jest obecny, a jego barwy nie do końca są jasne. Z góry przepraszam tych fanów teatru, którym teatr jawi się inaczej. Już po napisaniu książki zastanawiałam się czy Liliana w ocenie tego świętego przybytku sztuki była dostatecznie sprawiedliwa. Zresztą bohaterka moja znalazła na swoje wątpliwości sposób. Czytelnik oceni jego atrakcyjność. Jeśli chodzi natomiast o moje widzenie teatru uważam, że kiedyś teatr potrafił zmieniać życie – pamiętam te czasy. Teraz popadł w stagnację. Brakuje mu i dobrych dramaturgów, i tego żeby reżyser zajmował należną mu rolę. Teatr przestał zmieniać życie ale tym zajmą się już specjalne teorie naukowe. Ja, jako autorka, poprzez swoich bohaterów mogę się na ten temat dowolnie wypowiadać. Niekoniecznie od siebie.

Stwarzanie iluzji na przeogromnym polu wyobraźni –  to zresztą nieodrodna rola literatury pięknej. Rolą autora, jak ja ją rozumiem, jest podsycanie tego ognia na tyle skutecznie, żeby czytelnik chciał powieść czytać do końca. Podsycam więc docierając do cienkiej linii łączącej rzeczywistość realną i nierealną, widzialną i niewidzialną. Myślę, że ta nietypowa konwencja wzbogaca „Dziennik…” który bliski jest thrillerowi a  wątkowi romansowemu, choć groźnie uwarunkowanemu i nie do końca typowemu, pozwala wyraźniej wypełnić akcję.

A literatura? Gdzie w pani twórczości ma swoje miejsce?

– Literatura zawsze była dla mnie ratunkiem, „lekiem na całe zło”. Ta najlepsza daje światło refleksjom dotyczącym istoty życia. Jest bezcenna. Poza tym fikcja bywa czasem bardziej interesująca od codziennego realu. Pomyślałam, że może warto o tym napisać. Że będę ten problem rozważać – zasygnalizowałam już na okładce i plakacie promocyjnym. Zadaję tam pytania dotyczące działania literatury czy też twórczego, lateralnego wychodzenia z życiowych problemów. Literaturze powierzam w swojej powieści zaskakującą rolę. Nawet „upiornego działania na odległość”, oczywiście ze znakiem zapytania.

Bogumiła Juzyszyn-Banaś, Dziennik wyjścia, Świat Książki, Warszawa 5 grudnia 2023, ISBN: 9788382891867

A może?

W mojej powieści takie „upiorne działanie” odbywa się za sprawą pewnego czterowiersza Zbigniewa Herberta, w który warto się wczytać. Dla bohaterki te strofy są kompasem w świecie jej zasad i  nadzieją, że pomogą też innym bohaterom.  

A zatem literatura – proza i poezja – jako największa siła?

– Czterowiersz Herberta, o którym wspomniałam, znalazłam swego czasu jako motto dla „Króla mrówek”. Zachwyciłam się, że z czterech linijek tak wiele się wyczytuje. Że wyprowadzają nas one do Eksekiasa, Homera, istniejąc poprzez stulecia spływają wreszcie z pióra współczesnego geniusza poezji. Jest w tym związku świat wartości czystych, nie zmanipulowanych, bo przetrwały stulecia.

Dotknęła pani sprawy bardzo ważnej dla tej powieści: „Dziennik wyjścia” to także opowieść o próbie manipulacji. O owym „wciskaniu na siłę” pewnych życiowych postaw.

– Te manipulacje są dla „Dziennika…” ważne. Jedni drugim budują role. Nie zdradzajmy przedwcześnie, co mamy na myśli.

W jednej ze scen Liliana odwiedza Muzeum Lalki w Żychowie, gdzie odkrywa „dział Hybrydyzacji”, a więc sztuki składania własnych lalek z różnych elementów. W powieści widzimy niejednokrotnie próby hybrydyzacji ludzi – składania ich i animowania nimi jak lalkami.

– Gdy tylko zetknęłam się z pojęciem hybrydyzacji lalek, pomyślałam, że jest to coś bardzo literackiego. Zauważył pan tę pasję lalkarzy okiem człowieka teatru. Dzięki za wnikliwe spojrzenie. Mój ogląd był przy pisaniu tego rozdziału chyba bardziej intuicyjny.

Wspomniała pani, że powieść zawiera elementy thrillera, ale i romansu. To prawda – co więcej, oba te fabularne zabiegi ściśle się tu łączą. W końcu miłość okazuje się przecież jedną z przyczyn niepokojących zdarzeń, w które wplątuje się bohaterka. Ale jest też jedną z prób „składania” ludzi według własnych wyobrażeń, miękkiego manipulowania nimi.

– Romans, z którym mamy tu do czynienia, nazwałabym wręcz groźnym. To prawda, że on staje się w jakimś sensie praprzyczyną zdarzeń. Jakkolwiek nie zakończyłby się, wpłynie na Lilianę w sposób, który zmieni jej życie. Jej postrzeganie innych ludzi. Pewne drzwi zamknie raz na zawsze, ale inne przed bohaterką otworzy.

Od początku chciałam pisać tak, żeby to było mocno moje, żebym nie odczuła pokusy zbytniego dystansowania się od opowieści. To wcale nie było łatwe. Na pewnym etapie pisania, pierwszoosobowa narracja przeszkadzała mi. Przeszkadzało mi ciągłe przeganianie siebie i nie tylko siebie. Musiałam też zdecydowanie rezygnować z pokusy pisania o kimś, wokół kogo obraca się moje codzienne życie. Uświadomiłam sobie również, że jest to skrajnie odmienne  doświadczenie od pisania dla sceny.

Tę opowieść o manipulacji, o tym, że często nie możemy być pewni nawet tych ludzi, których znamy bardzo długo, którzy są nam bliscy, ubiera pani w adekwatną formę – dziennika, zapisków, a więc narracji pierwszoosobowej – Liliany, ale i Marka. Taka narracja zawsze będzie subiektywna i zawsze może nas okłamać, bo poznajemy wyłącznie punkt widzenia osoby snującej własną opowieść.

– Od początku chciałam pisać tak, żeby to było mocno moje, żebym nie odczuła pokusy zbytniego dystansowania się od opowieści. To wcale nie było łatwe. Na pewnym etapie pisania, pierwszoosobowa narracja przeszkadzała mi. Przeszkadzało mi ciągłe przeganianie siebie i nie tylko siebie. Musiałam też zdecydowanie rezygnować z pokusy pisania o kimś, wokół kogo obraca się moje codzienne życie. Uświadomiłam sobie również, że jest to skrajnie odmienne  doświadczenie od pisania dla sceny. Na przykład w słuchowisku, gdzie na ogół występuje wiele postaci, można się za nimi ukryć. Nawet jeśli mamy tam pierwszoplanową bohaterkę, to punkt widzenia, przesłanie, rozłożone są na różne osoby, co maskuje kogoś, kto chce narzucić narrację. W pierwszoosobowej narracji w prozie czytelnik od razu wie, kto i jak chce go prowadzić.

Na początku powieści pada dość istotne sformułowanie. Jednym z punktów lata teatralnego jest przedstawienie z okazji Nocy Kupały. Wbrew tradycji nie zawiera ono w sobie żadnych elementów słowiańskich, są tu za to wątki zaczerpnięte z mitologii egipskiej, semickiej, rzymskiej. Inicjatorka wydarzenia, Lena na protesty Liliany stwierdza, że ta musi nauczyć się przekraczać granice. Sama Liliana pisze nam jednak w dzienniku: „Mity pozostawione przez ludy świata są według mnie drogowskazem, jak zachować siebie… w granicach. Przed przekraczaniem tych granic raczej przestrzegają”.

– To stwierdzenie, które pada przecież tylko w myślach, jest kluczowe dla postawy Liliany. Jeśli chce wyjść z sytuacji, w której się znalazła, musi spróbować trwać w tym, co uważa za słuszne. To egzamin, który każdy kiedyś tam zdaje. Szamotanina jest tu najbardziej niebezpieczna. Nie warto się jej poddawać. 

Liliana może nie szamocze się sama, ale inni próbują ją ustawiać, przesuwać, tarmosić nią.

– Taka szamotanina wyrzuca nas za ścianę, za granicę, której nie chcemy i nie powinniśmy przekroczyć. Ciemne energie, czające się dookoła tylko czekają, żeby nas zmienić, żeby wpłynąć na nasze myślenie, odczuwanie, na nasze życiowe decyzje. Jeśli chcemy kochać życie,  musimy mieć, albo w porę znaleźć w sobie kompas, który uchroni nas przed bezładną szamotaniną narzuconych wartości. To chyba na razie tyle.

Rozmawiał Przemysław Poznański

*Bogumiła Juzyszyn-Banaś – animatorka kultury w dziedzinie teatru; instruktorka i reżyserka. Autorka słuchowisk Teatru Polskiego Radia: (Z dębu urodzeni; Zawód), reżyserka i autorka słuchowisk Polskiego Radia: (Stumilowy las; Jak wędrowne ptaki; Pompinia). Wyróżniona odznaką Zasłużonego Działacza Kultury. „Dziennik wyjścia” to jej debiut powieściowy.

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej