artykuł wydarzenia

O Tałesowiczu, supermanie i byciu rabinem | Karol Sidon w Polsce

– Bez literatury nie byłbym rabinem, a bez bycia rabinem nie tworzyłbym literatury – mówił Karol Sidon, pisarz, naczelny rabin Czech, który odwiedził Warszawę, by rozmawiać o swojej książce „Na ratunek Tałesowicz”.

Od lewej: Maciej Mętrak, Karol Sidon i Piotr Kofta, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Zbiór opowiadań ukazał się półtora roku temu nakładem wydawnictwa Nisza, ale z powodu pandemii wcześniejsza wizyta autora nie była możliwa. Jednak i teraz przypadła na trudny czas – rosyjskiej agresji w Ukrainie

– Ważnym, przełomowym momentem mojego życia był 21 sierpnia 1968 roku [inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację – red.]. To, co zobaczyłem, przeniosło mnie pamięcią do dzieciństwa, do doświadczeń wojny, o których zdążyłem zapomnieć. Teraz, gdy patrzę w telewizor, gdy widzę doniesienia z Mariupola i innych miast, te wspomnienia z dzieciństwa znowu się we mnie odradzają – mówił Karol Sidon, naczelny rabin Czech, były naczelny rabin Pragi, dysydent, sygnatariusz Karty 77, pisarz. I dodawał: – Mam poczucie, że nawet jeśli teraz siedzimy sobie w spokoju, to przecież wszystko to może w jednej sekundzie runąć. Głęboko dotyka mnie świadomość, że ten uporządkowany, spokojny świat może być tylko fasadą.

Karol Sidon urodził się w Pradze. Jego ojciec został zabity przez Niemców w więzieniu w Terezinie, gdy syn miał zaledwie dwa lata. Karol był ukrywany na wsi do końca okupacji. Po wojnie jego matka ponownie wyszła za maż, za Josefa Grosa, który również był więźniem getta terezińskiego, a także sowieckiego łagru.

Z tych doświadczeń zrodziła się debiutancka powieści Sidona, „Sen o moim ojcu” (Sen o mém otci, 1968, polskie wydanie: PIW 1970, przekład Andrzej Piotrowski).

– Ta powieść i jej kontynuacja „Sen o mně”, (1970) to moje zakonserwowane dzieciństwo. Ale też coś, czego dziś bym już nie napisał – mówił pisarz. Jak przekonywał, z pisania o żydowskim ojcu wzięło się jego zainteresowanie judaizmem. – Pisząc, nieświadomie zbliżyłem się do religii, do judaizmu. Bez literatury nie byłbym więc rabinem, a bez bycia rabinem nie tworzyłbym literatury – mówił. Studia nad żydowskością pisarz pogłębiał podczas pisania powieści „Boží osten (1975). – Im więcej wiedziałem, tym większą czułem potrzebę dalszej nauki – mówił.

Karol Sidon i Piotr Kofta, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

W 1982 roku zaproponowano mu stypendium w Heidelbergu. Dopiero po latach okazało się, że było to świadoma akcja czechosłowackiej bezpieki, StB, by pozbywać się z kraju osób niewygodnych.

– Okazuje się, że często nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje, jesteśmy bowiem popychani przez siły zewnętrzne. Czasem Bóg daje nam wybór, czasem robią to za nas urzędnicy, choć i te działania bywają narzędziem opatrzności – przekonywał Sidon.

Tak stało się w jego przypadku. Nauka w Heidelbergu zaowocowała tym, że po upadku komunizmu został poproszony o zostanie naczelnym rabinem Pragi. – Byłem kimś, kto widział zachodni świat, ale i kimś, kto wracał do swojej żydowskiej rodziny – tłumaczył.

Nauka hebrajskiego zaowocowała tym, że pisarza zafascynowała literackość Tory, którą postanowił przełożyć na język czeski. – Gdy zacząłem pracować w synagodze, zauważyłem, że nie ma współczesnego tekstu. Moje tłumaczenie nie było pozbawione błędów, ale przybliżało tekst. Wkrótce ukaże się zresztą nowe wydanie, w którym większość tamtych błędów zostanie poprawiona.

Po latach przerwy wrócił też do pisania prozy. Chciał poprzez literaturę powiedzieć to, czego nie mógł mówić jako rabin. W latach 2014-2017 powstała jego tetralogia „Kde lišky dávají dobrou noc” – fantastyczna opowieść ​​z elementami sensacyjnego thrillera, w której autor łączy postmodernistyczną technologię ze średniowieczną kabałą. 

– To powieść popularna i chciałem, żeby tak została wydana, z kolorową okładką charakterystyczna dla gatunku. Tak się nie stało i myślę, że jest ze szkodą dla książki odbieranie jej jako poważnej literatury. Traktowanie tego cyklu jako czytadła wyszłoby mu na dobre – mówił Karol Sidon.

W Czechach powieść ukazała się pod pseudonimem Chaim Cigan, imieniem i nazwiskiem jednego z przodków pisarza. Podobnie zresztą jak „Na ratunek Tałesowicz” (Malý pan Talisman, Nisza, 2020, przekład Andrzej S. Jagodziński) – dopiero druga książka autora wydana w Polsce. Początkowo była pisana i publikowana w odcinkach, ale autor zapewniał, że od początku miał pomysł na całość. To zbiór bajek dla dorosłych, w których pisarz pokazuje, że rozwiązywaniem trudności nie zawsze zajmuje się sam Bóg, bo czasem zastępuje go mały pan Tałesowicz, który na przestrzeni dziejów za pomocą cudownego szala modlitewnego (tałesu) i modlitewnych rzemyków (tefilin) lata pomagać ludziom, gdy sami sobie nie radzą. W oryginale główny bohater nosi nazwisko Talisman.

– Końcówka tego nazwiska, – man, miała nawiązywać do takich postaci jak Superman czy inni superbohaterowie – mówił Sidon. Bo rzeczywiście bohater tej prozy jest obrońcą uciśnionych, ratującym ich z różnych opresji.  

Tłumacz książki bronił jednak zmiany: – Skojarzenie z supermanem jest oczywiste po przeczytaniu już pierwszego opowiadania, ale postanowiliśmy z wydawczynią przybliżyć bohatera polskiemu czytelnikowi, spolszczyć go, udomowić – mówił Andrzej Jagodziński.

Wieczór z Karolem Sidonem
Prowadzenie: Piotr Kofta
Tłumaczenie: Maciej Mętrak

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: