Reklamy
wywiad

Vincent V. Severski: Oddałem głos Krystynie Skarbek | Rozmawia Przemysław Poznański

Cała działalność Krystyny Skarbek w Belgradzie w 1941 roku sprowadza się do jednego zdania z jej oficjalnego życiorysu: „Krystyna Skarbek w marcu 1941 roku prawdopodobnie miała udział w zamachu stanu w Jugosławii”. I tyle! Reszta to licentia poetica. Ale tylko jeśli chodzi o szczegóły jej wywiadowczej działalności w tej konkretnej sprawie. W pozostałych kwestiach – jej charakteru, jej relacji z Andrzejem Kowerskim, epizodów z jej życia zawartych w retrospektywach, musiałem trzymać się faktów tak blisko jak tylko się da i dopowiadać od siebie tylko tyle, ile można, ile wymaga fabuła – mówi Vincent V. Severski, pisarz, autor powieści „Christine”. Rozmawia Przemysław Poznański.

Przemysław Poznański: Wszyscy zdają się znać nazwisko Krystyny Skarbek. Ale mam wrażenie, że tylko nazwisko.

Vincent V. Severski: To prawda: wszyscy znają to imię i nazwisko, ale niewiele wiemy o samej postaci. Dlatego uznałem, że warto wydobyć na światło dzienne prawdę o niej, nadać jej prawdziwy kształt, rys. Krystyna Skarbek stała się postacią wręcz popkulturową, krąży o niej kilka utartych stereotypów. A to, że była ulubioną agentką Churchilla, a to, że kochanką Iana Fleminga i pierwowzorem Vesper Lynd z „Casino Royale”. W końcu i ten stereotyp, że była kochanką wielu mężczyzn. Taka Krystyna Skarbek – jako ikona, symbol – powstała jednak tak naprawdę dopiero po śmierci. Jakoś za życia mało kto ją hołubił, gdy już po zakończeniu kariery w wywiadzie ścieliła łóżka na statkach i podawała herbatę w klubie. Wszyscy zaczęli sobie o niej przypominać, kiedy dramatycznie została zamordowana. Tę śmierć nagłośniły media i tak, powoli, zaczął się rodzić mit słynnej kobiety-szpiega. Zaczęła powstawać nowa Krystyna Skarbek. Ona za siebie nie mogła już nic powiedzieć, więc mówiono za nią. Ale mało kto zadawał sobie przy tym trud, żeby rzeczywiście ją poznać.

Mam wrażenie, że i z tym mitem w Polsce słabo. Znamy nazwisko, te kilka prostych stereotypów, o których mówisz, ale nigdzie nie mogłem w Polsce namierzyć choćby pomnika Krystyny Skarbek.

– Tak, nie ma w Polsce pomnika Krystyny Skarbek. Swego czasu próbowałem namówić kilka stacji telewizyjnych i inne media oraz kolegów i koleżanki z mojej branży, żebyśmy się zrzucili na taki pomnik, którym uczcilibyśmy nie tylko Skarbek, ale i symbolicznego polskiego szpiega, cichego bohatera ostatniej wojny. Kogoś, kto często przypłacił to bohaterstwo życiem. Z oficerami wywiadu tak już jest, że żyją, pracują i często umierają w ciszy, w tajemnicy. Nikt, poza nielicznymi, nie wie, co zdziałali. Tylko czyny niektórych szpiegów wychodzą na światło dzienne, są upubliczniane. Tymczasem więcej jest owych cichych bohaterów, których Krystyna Skarbek byłaby idealnym symbolem. Tak jak mówiłem – do jej śmierci w 1952 roku wiedza o jej czynach w powszechnej świadomości nie istniała.

Jak dochodziłeś do prawdy o Krystynie Skarbek?

– Ta książka nie powstałaby, gdyby nie wspaniała pomoc moich researcherów. Myślę o Piotrze Niemczyku, który rozpracował tę postać, zbadał dzień po dniu jej życie, wykonał tytaniczną pracę, odcedzając mity, przekłamania, bajki, anegdoty, które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością, od faktów, od informacji potwierdzonych. Bardzo pomogła mi też Krystyna Pieńkos, wspaniała artystka, której powieść zawdzięcza wierność od strony kulturowej i w opisie realiów czasu – to przecież moja pierwsza powieść historyczna. W te wszystkie zebrane przez nich fakty ja wtłoczyłem moją prozę. Zmieniłem informacje na żywe postacie, żywe dialogi i tętniące życiem tło.

Twoje powieści często opierają się na faktach, przetwarzasz prawdziwe wydarzenia, ale dotychczas skrzętnie ukrywałeś je pod maskami. Teraz nie miałeś takiej możliwości.

– To prawda. Jest spora różnica między powieścią historyczną, a tak zwaną powieścią z kluczem, gdzie mrugamy okiem, ale wszyscy wiedzą, o kogo czy o co chodzi. Szczególnie w powieściach sensacyjnych, thrillerach politycznych, szpiegowskich można się dopatrywać pewnych analogii do rzeczywistości. Ale to aluzje, tu trzeba pisać wprost i pokazać fakty.

Vincent V. Severski, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

To, jak wspomniałeś, twoja pierwsza powieść historyczna, ale i pierwsza, w której główną postacią jest kobieta. Takie bohaterki jak Sara w tetralogii „Nielegalni” czy Monika – szczególnie w „Odwecie” – miały wielkie role do zagrania, ale zawsze dotąd na pierwszym planie byli mężczyźni. Taka zmiana była trudna z pisarskiego punktu widzenia? 

– Trudne było to, że nie tylko chodzi o kobietę, ale o konkretną kobietę, Krystynę Skarbek. Tego nie da się rozdzielić. Podobnie zresztą jak w przypadku niektórych postaci męskich – to też są konkretne osoby. Pisanie powieści, w której głównym bohaterem jest autentyczna postać to zupełnie coś innego, niż książka z bohaterami fikcyjnymi. Przechodzimy na inny poziom twórczości.

Jako autor muszę zachować maksimum uczciwości w jej konstruowaniu. Nie chodzi nawet o to, że jestem ograniczony jakąś literą prawa, ale chce kierować się własną etyką, uczciwością. Nie mogę autentycznej postaci w jakiś dramatyczny sposób przebudowywać tylko po to, żeby uzyskać spektakularny, potrzebny mi efekt, spełniający potrzebę chwili.

Musiałem się więc nie tylko przenieść w rok 1941, do Belgradu, w zupełnie inny świat, lecz musiałem poznać realia i na tyle wiernie je odtworzyć, bym w tej powieści paradokumentalnej, o silnych wątkach obyczajowych i sensacyjnych miał wciąż prawo używać jako głównego bohatera Krystyny Skarbek czy Christine Granville, bo pod takim nazwiskiem pracowała dla brytyjskiego wywiadu. To była bardzo ciężka, odpowiedzialna praca, tym bardziej że przyjąłem samozwańczą rolę medium. Nie chciałem, żeby, jak w biografiach, ktoś mówi o niej. Chciałem pozwolić bohaterce, żeby zaczęła mówić przeze mnie własnym językiem, oddałem głos Krystynie Skarbek.

Z jednej strony zatem imponujący research, z drugiej jednak wymyślanie konkretnych sytuacji, dialogów. Gdzie leżała ta granica między tym, co trzeba uwzględnić z faktów, a tym, co wolno wymyślić?

–  To trochę tak jak w dochodzeniu, w śledztwie. Są fakty wyraźne, jasne, które muszę wziąć pod uwagę, i są poszlaki. Tych faktów nie było zbyt wiele. W zasadzie cała działalność Krystyny Skarbek w Belgradzie w 1941 roku sprowadza się do jednego zdania z jej oficjalnego życiorysu: „Krystyna Skarbek w marcu 1941 roku prawdopodobnie miała udział w zamachu stanu w Jugosławii”. I tyle! Reszta to licentia poetica. Ale tylko jeśli chodzi o szczegóły jej wywiadowczej działalności w tej konkretnej sprawie. W pozostałych kwestiach – jej charakteru, jej relacji z Andrzejem Kowerskim, epizodów z jej życia zawartych w retrospektywach, musiałem trzymać się faktów tak blisko jak tylko się da i dopowiadać od siebie tylko tyle, ile można, ile wymaga fabuła.

Jak mówisz, akcja książki rozgrywa się w ciągu zaledwie kilku dni 1941 roku w Belgradzie. Nie pokusiłeś się o napisanie biografii, możemy w tej kwestii uspokoić niektórych biografów Skarbek, opisałeś jeden epizod z jej zawodowego życia, rozgrywający się w bardzo gorącym okresie dla Jugosławii – na chwilę przed podpisaniem przez regenta Pawła Karadziordziewicia Paktu Trzech i przed zamachem stanu, który był tego następstwem. W działalności Krystyny Skarbek nie brakuje z pewnością innych fascynujących epizodów. Dlaczego zdecydowałeś się akurat na ten?   

– Właśnie dlatego, że w jej biografii jest to jedno tajemnicze zdanie (śmiech). Jej archiwum jako współpracowniczki wywiadu brytyjskiego jest wciąż ściśle tajne, więc nie wiemy, jaką rolę faktycznie odegrała Skarbek w zamachu stanu, ale sam zamach był niesłychanie ważnym wydarzeniem II wojny światowej, choć dzisiaj trochę zapomnianym, szczególnie z naszej, polskiej perspektywy. A niesłusznie, bo to zdarzenie zadecydowało być może o losach wojny. Dzięki pracy wywiadu brytyjskiego i sowieckiego, a także włoskiego i tureckiego wciągnięto Niemcy w konflikt na Bałkanach i tym samym opóźniono atak na Związek Radziecki.

Gdyby Niemcy zaatakowali ZSRR tak jak planowali, na wiosnę, być może losy wojny potoczyłyby się inaczej. Udało się to zmienić dzięki pracy wywiadów, w tym po raz pierwszy dwóch dotąd wrogo do siebie nastawionych: radzieckiego i brytyjskiego. Opisuję to i to jest prawda: wtedy narodził się pierwszy kontakt między wywiadem brytyjskim i sowieckim, który potem trwał aż do początku Zimnej Wojny.

I naprawdę wtedy – co pokazuję – Krystyna Skarbek została zdekonspirowana przed Rosjanami.

Wracając do kwestii prawdy i fikcji: ty pokazałeś to zbliżenie się wywiadów brytyjskiego i radzieckiego w bardzo zabawnej scenie – na przykładzie brytyjskiego szpiega Louisa i radzieckiego, Aleksieja. Ci panowie wpadają na siebie przypadkiem i kończą w knajpie przy butelce sześćdziesięciopięcioprocentowej rakii. Tak rodzą się podwaliny sojuszu.

– To oczywiście fikcja, taką scenę stworzyłem, żeby pokazać na przykładzie tych młodych adeptów szpiegostwa zderzenie dwóch osobowości o całkowicie innych bagażach filozofii życiowej i ideologii. Ale i życiowej naiwności, która sprawiała, że łatwiej było im sobie zaufać. Co jednak istotne – a w pisaniu powieści historycznej chyba najtrudniejsze – nie mogłem przy tym wpaść w pułapkę antycypowania, postrzegania II wojny światowej i jej następstw z dzisiejszego puntu widzenia. Bohaterom było łatwiej się porozumieć, skoro nie mogli mieć pojęcia o przyszłości. Żyjemy pewnymi stereotypami, dotyczącymi tamtego czasu, a przecież wtedy ludzie myśleli inaczej. Nikt nie był w stanie przewidzieć Żelaznej Kurtyny, nie było przecież nawet jeszcze Zagłady. 

Tę nieświadomość bohaterów pokazujesz też na przykładzie matki Krystyny Skarbek – Żydówki, która nigdy nie zgodziła się opuścić Warszawy, wierząc, że jej represje nie dotkną. I rzeczywiście długo nie dotknęły. W „Christine” pokazujesz, że był to być może skutek gry, jaka Skarbek prowadziła z Abwehrą.

– Dużo nie wiemy o relacji Krystyny Skarbek z matką. Wiemy, że jako córka silniej związana była z ojcem. Ale wiemy też, że przyjeżdżała do Warszawy jeszcze do listopada 1940 roku i namawiała matkę do wyjazdu, a miała możliwość wywiezienia jej za granicę. W końcu było już wiadomo, co może się zdarzyć, w którą stronę to zmierza. Zagłady w tym kształcie, jaki znamy, rzeczywiście jeszcze nie było, ale wydarzył się już Pogrom Wielkanocny w Warszawie w 1940 roku, funkcjonowały już ustawy Fischera, które karały śmiercią każdego Żyda przebywającego poza gettem. No i istniało już getto. Ale Stefania Skarbek, z domu Goldfeder, uważała, że jako hrabianki Skarbek nikt jej nie ruszy. I nie ruszył – mimo że była Żydówką, notabene pochodzącą z dosyć religijnej żydowskiej rodziny, nie chodziła z opaską na ramieniu, mieszkała na ulicy Rozbrat 15, a nie w getcie i nie była nękana przez władze.

To nie było naturalne, za tym musiało się kryć coś więcej. Poza tym Niemcy doskonale wiedzieli, kim jest Krystyna Skarbek, bo przecież była aresztowana przez Gestapo w Budapeszcie, co zresztą jest punktem wyjścia powieści. Stąd ta gra z Niemcami, którą pokazuję, a która wydaje mi się w tej sytuacji oczywista.

Vincent V. Severski, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Nie kusi cię teraz – po tych doświadczeniach – pozostanie w świecie prozy opartej na faktach?

– Najpierw zobaczę jaki będzie odbiór tej książki. Nie ukrywam, że po tylu książkach, po setkach napisanych stron, „Christine” to był jednak eksperyment. Ciężko pisanie tej powieści przeżyłem, ale jeżeli spotka się z sympatycznym odzewem, to, cóż, myślę, że z następną bym sobie też poradził (śmiech).

A z kolejną, która również dotyczyłaby Krystyny Skarbek? Wszak opisałeś tylko jeden epizod z jej życia, materiału nie brakuje. Nawet ukułem sobie robocze tytuły trylogii: „Christine”, „Karin”, bo i takiego imienia używa twoja bohaterka, no i „Krystyna”.

– Nie wykluczam takiej sytuacji. Wiele się przy pisaniu tej książki nauczyłem o czasach Krystyny Skarbek i o niej samej. Powieść sensacyjno-szpiegowska ma to do siebie, że nie powinna się toczyć latami czy nawet miesiącami. Z reguły trzeba skoncentrować się na konkretnym wydarzeniu i wydobyć z niego całą dramaturgię, szybką historię, która wciągnie czytelnika. I Krystyna Skarbek w swoim życiu ma takich dramatycznych szybkich zdarzeń mnóstwo. Wielu autorów mogłoby spokojnie pokusić się o napisanie książki na podstawie konkretnych epizodów z jej życia. A czy ja wrócę do tej postaci? Zobaczymy. Są pewne niesłychanie ciekawe zdarzenia, w których Krystyna Skarbek uczestniczyła w Kairze. Powiedziałbym nawet, że dużo bardziej „filmowe” niż sprawa belgradzka.

Rozmawiał Przemysław Poznański

Współpraca Jakub Hinc

Vincent V. Severski – pseudonim literacki pułkownika polskiego wywiadu, byłego oficera i autora bestsellerowych powieści szpiegowskich. Latami pozostawał poza granicami Polski, zajmował jedno z najwyższych stanowisk kierowniczych w Agencji Wywiadu. Odszedł ze służby w 2007 roku. Wielokrotnie odznaczany i wyróżniany przez władze RP, uhonorowany Legią Zasługi przez prezydenta Baraka Obamę.

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: