artykuł

Fragment powieści „Równonoc” Anny Fryczkowskiej, część 2 | Książka pod patronatem zupelnieinnaopowiesc.com

„Kaśka nie wiedziała, w co Jędrzej był ubrany, gdy zaginął. Ci z ośrodka jej nie powiedzieli. Nie byli nawet pewni, kiedy zaginął, co chwila mówili coś innego. Ona była pewna jednego: do ośrodka zadzwoniła trzydziestego marca, we wtorek po Niedzieli Palmowej, jakoś koło piętnastej, bo chciała tak trafić, żeby Jędrzej był już po szkole. Miała mu powiedzieć, że będzie u niego w święta, bo nie załatwiła przepustki, więc on nie przyjedzie do domu na jajeczko. Jajeczko, tak zawsze mówił. Jajeczko, nie Wielkanoc”. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Od Deski Do Deski prezentujemy drugi fragment powieści Anny Fryczkowskiej „Równonoc”. 

Za mało się starała, gdy zrywała z niego kołdrę, gdy stawiała po trzy budziki nastawione co dziesięć minut, gdy umieszczała jedzenie blisko łóżka, żeby budził go zapach smażonej kiełbasy. Nic. Bywało, że gdy wracała z pracy, jeszcze spał. Do czternastej potrafił spać. Do szesnastej nawet.

– Prześpisz życie – mówiła.

– Ale jakie ja mam piękne sny!

A potem, dzień czy dwa później, wstawał sam rano, bez proszenia szedł na lekcje, dostawał jakieś trójki czy czwórki, wracał do domu i mówił, że chodzenie na ósmą do szkoły jest nieludzkie.

– Ale jeśli się nie będziesz uczył, niedługo będziesz chodził na szóstą do fabryki.

– Wiem, mamo, wiem. To ja jutro wstanę na czas.

Jednak następnego dnia znowu spał do oporu.

Co jeszcze miała zrobić? Zanieść go do tej szkoły?

– Nie możesz tak myśleć. Nie możesz tak myśleć o nim ani o sobie – odpowiadała jej Bożena. – Jest, jaki jest, i to nie twoja wina.

A czyja? Przecież jego ojca nigdy nie było na miejscu, całe wychowanie spoczywało na niej. No i nie wyszło, bo dziecko w ośrodku wychowawczym to porażka matki. Wiadomo, że nie ojca, skoro go w domu nie było – Kaśka zdawała sobie z tego sprawę. Czytała to w oczach nauczycieli Jędrzeja. Dyrektorki szkoły. Rodziny, bliższej i dalszej. Znajomych i sąsiadów. Wiedziała, co oni wszyscy mówią. […]

Kaśka nie wiedziała, w co Jędrzej był ubrany, gdy zaginął. Ci z ośrodka jej nie powiedzieli. Nie byli nawet pewni, kiedy zaginął, co chwila mówili coś innego. Ona była pewna jednego: do ośrodka zadzwoniła trzydziestego marca, we wtorek po Niedzieli Palmowej, jakoś koło piętnastej, bo chciała tak trafić, żeby Jędrzej był już po szkole. Miała mu powiedzieć, że będzie u niego w święta, bo nie załatwiła przepustki, więc on nie przyjedzie do domu na jajeczko. Jajeczko, tak zawsze mówił. Jajeczko, nie Wielkanoc. Ale ona go odwiedzi. To właśnie chciała mu powiedzieć.

A oni, znaczy ta pani, co odebrała telefon, chyba sekretarka, od razu w te słowa:

– Jędrzej Zaręba nie może podejść do telefonu.

– Dlaczego?

– Ma karę.

– To kiedy mam dzwonić?

– Jutro.

Więc następnego dnia znowu zadzwoniła.

– Ale Jędrzeja Zaręby przecież nie ma.

– Dlaczego? Pojechał jednak do domu? Przecież to ja mam do niego jechać.

– Nie, proszę pani, na razie nie ma po co jechać. Nikt pani nie zawiadomił?

– Co się stało?!

– Proszę się nie denerwować. Jędrzej Zaręba uciekł z ośrodka.

– Kiedy?

– Wczoraj. […]

Pierwszy jasnowidz był bardzo drogi, wziął aż dwieście pięćdziesiąt złotych za pół godziny. Kaśka zbierała na to całe dwa miesiące, każdą złotówkę odkładała, dorzuciło jej się nawet kilka dziewczyn z pracy. A wszystko po to, żeby mogła wsunąć banknoty w dużą, białą dłoń z ciemnymi włoskami, żeby mogła spojrzeć na okrągłą twarz widzianą kiedyś w telewizji. Siedziała u niego w gabinecie, gdy wyszedł do drugiego pokoju ze zdjęciem i koszulką Jędrzeja. Miał tam poczekać na wizję. Musiał być naprawdę dobry, bo wrócił po niecałych dziesięciu minutach.

– Nie żyje – powiedział. – Czuję, że pani syn niestety nie żyje.

Aż jej się czarno zrobiło przed oczami, bo nie dlatego tyle czasu zbierała pieniądze, nie po to jechała przez pół Polski pociągiem i pekaesem, żeby słuchać takich rzeczy. Kręciła głową, a on mówił dalej:

– Uważam, że chłopiec wcale nie uciekł z ośrodka. On został tam mocno pobity, w wyniku czego zmarł. W ośrodku jest jakaś stara kanalizacja i dwa opuszczone szamba. Ciało chłopca zostało zasypane śmieciami w jednym z tych dwóch szamb.

Fragment powieści „Równonoc” Anny Fryczkowskiej, część 1 | Książka pod patronatem zupelnieinnaopowiesc.com

Fragment powieści „Równonoc” Anny Fryczkowskiej, wydawnictwo Od Deski Do Deski

Wszelkie prawa zastrzeżone

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.