Od „Chimery” do „Buntu chimery” | Sylwia Zientek o Przesmyckim, Komornickiej i swojej najnowszej powieści

Nigdy wcześniej i nigdy później nie było w Polce takiego czasopisma jak „Chimera”, założona na początku XX wieku przez Zenona Przesmyckiego – przekonywała pisarka Sylwia Zientek, podczas spotkana zorganizowanego w ramach cyklu „Śniadanie z prasą” w warszawskiej Big Book Cafe. Ta fascynacja „Chimerą”  znajdzie też odzwierciedlenie w  najnowszej książce autorki, czyli drugim tomie „Hotelu Varsovie”, zatytułowanym nomen omen „Bunt chimery”. Czytelnikom zupelnieinnaopowiesc.com Sylwia Zientek zdradza niektóre szczegóły najnowszej  powieści.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI, PRZEMYSŁAW JAKUB HINC

„Chimera” ukazywała się krótko, bo od 1901 do 1907 roku. Początkowo była miesięcznikiem, potem wychodziła dość nieregularnie, a w sumie ukazało się tylko trzydzieści numerów. Jeden z egzemplarzy Sylwia Zientek przyniosła na spotkanie. Choć minęło ponad sto lat od chwili, gdy numer pisma ujrzał światło dzienne, wciąż niezmiennie zachwyca – szatą graficzną i nazwiskami, które publikowały na jego łamach.

Sylwia Zientek i „Chimera”, fot. Przemysław Poznański/zupelnieinnaopowiesc.com

Ekskluzywnie i elitarnie

– Kogóż tam nie było! Jan Kasprowicz, Zofia Nałkowska, Stanisław Przybyszewski, Stanisław Wyspiański i oczywiście Maria Komornicka – zachwycała się Zientek.

Publikowano prozę i poezję polską, ale chętnie sięgano też po popularne w owym czasie u nas utwory skandynawskie, pełne tamtejszej mitologii z elfami na czele. Twórca pisma, Zenon Przesmycki, używający pseudonimu Miriam, dbał osobiście o dobór tekstów.

– Jednym z jego ulubionych poetów był Cyprian Kamil Norwid, którego twórczość Przesmycki chciał ocalić od zapomnienia. To za jego sprawą ocalone zostały rękopisy wieszcza, jeden z numerów „Chimery” cały został poświecony Norwidowi. Co więcej, Miriam, już po zamknięciu czasopisma, doprowadził do wydania dwóch tomów dzieł zebranych poety – tłumaczyła Sylwia Zientek.

„Chimera” ukazywała się w 600 egzemplarzach. Kosztowała 2 ruble, co było kwotą pokaźną.

– Kajzerka w tym czasie kosztowała 5 kopiejek, za 2 ruble można było wykupić lożę w tatrze – tłumaczyła pisarka. Ale Przesmycki wydawał też inną, jeszcze bardziej ekskluzywną wersję pisma, kosztującą aż… 9 rubli. Niestety prawdopodobnie do dziś nie zachował się ani jeden egzemplarz tej edycji.

Przeczytaj także: Odmieniec Włast przypomniany | Maria Komornicka, Utwory wybrane 

Choć pismu zarzucano elitarność i oderwanie od rzeczywistości (były to czasy  kształtowania się świadomości klasy robotniczej, dojrzewania do rewolucji, co w piśmie skrzętnie pomijano), to drukowanie w nim uważano za najwyższe wyróżnienie, a posiadanie najnowszego numeru było świadectwem prestiżu i nobilitowało.

„Chimera”

– Gdy Maria Komornicka, która zresztą publikowała w niemal wszystkich numerach „Chimery”, pojechała do Paryża, przyjęto ją tam jak prawdziwą gwiazdę, właśnie dlatego, że była autorką tego konkretnego tytułu – mówiła Sylwia Zientek.

A skąd w ogóle zainteresowanie pisarki „Chimerą”?

– Fascynowałam się twórczością i życiorysem Marii Komornickiej. A interesując się nią nie sposób nie sięgać po „Chimerę” – tłumaczy Sylwia Zientek specjalnie dla zupelnieinnaopowiesc.com. – Weszłam w ten świat i zainteresował mnie Przesmycki jako niezwykła postać, wariat, marzyciel, pasjonat, ktoś nietuzinkowy. Niestety niewiele o nim wiadomo. Przeczytałam jego autobiografię, ale nie znalazłam tam do końca tego, czego oczekiwałam. Niestety jego dom w Chyliczkach nie istnieje, nie miał też dzieci, które mogłyby przekazać rodzinne opowieści, a mieszkanie w Warszawie na Mazowieckiej spłonęło w Powstaniu Warszawskim. Słyszałam za to, że zachowała się jego korespondencja i czynione są starania, żeby ją opublikować. Czekam na to niecierpliwie – zapewnia.

Bunt i szał

Już na początku kwietnia ukaże się najnowsza powieść pisarki „Hotel Varsovie. Bunt chimery”. Nawiązanie do tytułu czasopisma Przesmyckiego nie jest rzecz jasna przypadkowe.

Sylwia Zientek w warszawskiej Big Book Cafe, fot. Przemysław Jakub Hinc/zupelnieinnaopowiesc.com

– Pokazuję w książce wszystkie te prądy artystyczne, które promowała „Chimera”. Sam magazyn też się przewija w mojej książce, jest czytany przez bohaterów – zdradza nam Sylwia Zientek. – Tytuł „Bunt chimery” nawiązuje też do czasopisma w inny sposób: jedną z głównych postaci w drugim tomie jest Waleria Żmijewska, malarka, jedna ze spadkobierczyń Hotelu Varsovie, którą w pierwszym tomie widzieliśmy jeszcze jako dziewczynkę. Ona wyrasta na swój sposób ze środowiska wokół „Chimery”. Za pośrednictwem tej postaci chciałam pokazać sytuację kobiet-artystek w Warszawie tamtych czasów. Życiorys tej bohaterki budowałam w oparciu o niektóre elementy z życiorysów Marii Komornickiej, Meli Muter, Olgi Boznańskiej. Ta ostatnia nie miała może wiele wspólnego z Warszawą, ale jej droga artystyczna była typowa dla ówczesnych kobiet-artystek – tłumaczy nam Sylwia Zientek.

Jej Waleria to niepokorna dusza, buntowniczka, trochę właśnie „chimera” – postać złożona, niejednolita, skomplikowana, która przeciwstawia się normom społecznym, postać, która funkcjonuje w typowo mieszczańskim środowisku, bo przecież jej rodzina prowadzi hotel.

Przeczytaj także: Jak Żmij ze Szpakiem | Sylwia Zientek, Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty 

– Dzięki tej postaci mogłam pokazać jak traktowano kobiety. Warto wspomnieć, że gdy młoda kobieta wychodziła w Warszawie na ulicę sama, automatycznie była brana za prostytutkę. Patrol zabierał ją do cyrkułu, tam gdzie poddawana była badaniu moralnego prowadzenia się. Możemy sobie wyobrazić jak to wyglądało i jakie mogło pozostawić konsekwencje, również w psychice – opowiada nam pisarka.

Przypomina, że kobiety nie mogły się nawet kształcić, Uniwersytet Warszawski zaczął je przyjmować dopiero w 1915 roku, więc jeśli chciały studiować, musiały wyjechać za granicę.

– Moja bohaterka zostać zostaje jednak w Warszawie i tu przebija się przez skostniałe środowisko artystyczne. Jest jej jeszcze trudniej, gdyż używa nowatorskich form malarskich, jest też zakochana w obrazach Podkowińskiego – zaznacza Zienek. W książce znajdziemy nawet scenę, gdy zszokowani warszawiacy oglądają w Galerii Zachęta jego „Szał”.

Prus, Napoleon i Chopin

Pierwszy tom „Hotelu Varsovie” – niezwykłej sagi sięgającej XVII wieku, opowiadającej o  warszawskiej rodzinie hotelarzy, – ukazał się przed rokiem nakładem Wydawnictwa W.A.B. Opowieść rozgrywa się tam na kilku płaszczyznach czasowych, a jeden z wątków kończy się w latach 80. XIX wieku. Z kolei pierwszy rozdział „Buntu chimery” – jak wyjawia nam autorka – rozpoczyna się dokładnie wtedy, gdy w prasie pojawia się ostatni odcinek „Lalki” Bolesława Prusa, a więc w roku 1891. Tu też jednak obserwować będziemy losy bohaterów w różnych okresach historii miasta.

– Jedną z warstw czasowych będzie  Warszawa czasów napoleońskich. Bardzo chciałam ją pokazać, bo najczęściej kojarzymy ten okres tylko z romansem Napoleona z Panią Walewską. Piszę oczywiście o tym romansie, ale odsłaniam jego kulisy, zdradzając, że niedokładnie tak to wszystko wyglądało, jak nam się zdaje, że więcej było w tym pragmatyzmu, niż wielkiej miłości – wyjaśnia Sylwia Zientek.

W książce opisze też Warszawę pod panowaniem pruskim, z samego początku XIX wieku. Pokaże też jak fantastycznie miasto potrafiło się bawiło bawić. Zobaczymy też, jak bohater narodowy Józef Poniatowski, zanim stał się wspaniałym żołnierzem, który okazał męstwo na polu bitwy, potrafił cwałował nago na koniu przez Warszawę. Dostaniemy również w drugim tomie „Hotelu Varsovie” miasto czasów romantyzmu, w przededniu wybuchu Powstania Listopadowego i w dniu jego wybuchu. Na kartach książki spotkamy młodego Fryderyka Chopina, który zaczyna robić karierę, ale musi wyjechać –  w październiku 1830 – z Warszawy, żeby już nigdy do niej nie wrócić.

Dodaj komentarz