Była sobie feministka? | Elżbieta Cherezińska, Harda

Świętosława – słowiańska księżniczka, która święta jest tylko z imienia, jej ojciec Mieszko – lew alkowy  i historia Polski tak fascynująca jak nigdy w szkole – autorka „Hardej” postarała się, aby czytelnik nie był w stanie odłożyć tej książki.

MARGOT LAMPA-SŁABOSZ

Książki się nie czyta, tylko połyka. Łapczywie przewraca prawie 600 stron i nie zerka na zegarek. I chociaż historycy marudzą, że za dużo tu fantazji, że skąd możemy wiedzieć, co czuła czy myślała Świętosława, a w ogóle nie jest pewne czy istniała, to nic to. Takie prawo pisarza, nawet tego od powieści historycznych, że puste strony historii może wypełnić swoją wyobraźnią. Ważne jest, aby czytelnik uwierzył w wersję pisarza, a to autorce udało się znakomicie. Cherezińska z reszta uprzedza już w dedykacji – na pierwszej stronie – że będzie fantazjować i na jaki temat:

„Wszystkim bezimiennym, zapomnianym księżniczkom piastowskim

Mniszkom, żonom, matkom, władczyniom, o których historia milczy

Dziewczynom oznaczonym w biogramach dynastii smutnym N.N”

I zgodnie z tymi słowami na kartach „Hardej” wszystkie te bezimienne otrzymują imiona, charaktery i miejsce w historii. Książka kipi od kobiecych charakterów, motywacji i emocji. Autorka jednak oddaje też głos mężczyznom. Niektóre fragmenty historii poznamy z perspektywy m.in Mieszka czy Bolesława Chrobrego. Magia tej książki to wielogłos, ale też wspaniale uchwycona atmosfera zmierzchu Swaroga i Peruna. Moment, w którym – mimo oficjalnej wiary w nowego boga – starzy zajmują jeszcze spory kawałek w ludzkich sercach. Mistyka chrześcijańska miesza się tu z tą z czasów leśnych świątyń Słowian. I gdy mgła spowija las, nigdy nie wiadomo czy pojawi się tam leśne bóstwo, czy Chrystus na krzyżu.

Sama akcja „Hardej” zaczyna się, gdy nowa wiara na naszych ziemiach raczkuje, a tytułowej  bohaterki nie ma jeszcze na świecie.  Mieszko I właśnie zamierza zmienić wiarę i odwrócić się od słowiańskich bóstw, by zostać chrześcijaninem. Odprawia zatem swoje żony, jedną po drugiej, razem siedem, likwiduje kapłanów starej wiary, przyjmuje chrzest i poślubia Dobrawę. Bóg za to nagradza go zwycięstwem i synem Bolesławem, a potem, w gratisie, córką – Świętosławą. Chociaż Mieszko ma ich pod dostatkiem z siedmiu wcześniejszych małżeństw, to ta córka jest najcenniejsza: ochrzczona i z prawego łoża. I to ona jest tytułową Hardą. Świętosława to przeciwieństwo słodkiej,  słowiańskiej księżniczki, która w alkowie jest potulna jak baranek, a przy stole biesiadnym cicha i pomocna. Chociaż ma długie złote warkocze, to czytelnik w trakcie lektury coraz bardziej nabiera pewności, że w razie potrzeby mogłaby nimi udusić. Jest wykształcona, rozsądna, bardzo ambitna, waleczna i pewna własnej wartości. Nie boi się władzy. Wykorzystuje seks jak broń, ale i jako źródło przyjemności. Dwa rysie u jej boku dopełniają ten ekscytujący wizerunek. Czy taka kobieta mogła istnieć w dawnym świecie Piastów? Nie wiem, ale byłoby wspaniale.

 

Przeczytaj także: Polki z kasą | Sławomir Koper, Najbogatsze. jak powstawały fortuny Polek 

 

Elżbieta Cherezińska, Harda

Zysk i S-ka 2016

 

Cover photo: Ryszard Słabosz (wszelkie prawa zastrzeżone)

2 myśli na temat “Była sobie feministka? | Elżbieta Cherezińska, Harda

Możliwość komentowania jest wyłączona.