Litość i zbrodnia | Agnieszka Płoszaj, Czarodziejka

Czy niosąc pomoc można wyrządzić krzywdę? Czy krzywdząc można ofiarować dobro? „Czarodziejka” to powieść zadająca trudne pytania, ale napisana z lekkością i humorem, przypominającym chwilami książki Joanny Chmielewskiej.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

Krzywda jest częścią naszego życia – rozbite rodziny, niechciane dzieci, niewłaściwi partnerzy. Zło otacza nas więc codziennie i najczęściej, co tu dużo mówić, nic z tym nie robimy. Boimy się? Pewnie tak. Ten strach może mieć różne źródła, najczęściej jednak chodzi o własne bezpieczeństwo lub obawę, że walcząc ze złem sami przekroczymy granice określone prawem. Ale czasem znajdzie się pośród nas ktoś, komu takie lęki są obce. Co wtedy? Wtedy zaczyna się „Czarodziejka”: oto rok 1977, deszczowa, wieczorna Łódź, ulica oświetlona pojedynczą latarnią i płacz dziecka… Wiele lat później w swoim mieszkaniu zamordowana zostaje samotna kobieta. Pech chce, że na krótko przed śmiercią powierza jednej z głównych bohaterek – Mani – tajemniczy pakunek. W tym samym czasie chłopak dziewczyny zostaje oskarżony o zabójstwo policjanta. Niewątpliwie Agnieszka Płoszaj od początku potrafi zbudować napięcie.

Trudno pisać o „Czarodziejce” nie zdradzając clou fabuły. Mogę tylko powiedzieć, że rozgrywa się ona na dwóch płaszczyznach: współczesnej i historycznej. Szybko zresztą domyślamy się sensu wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat, napędzających współczesną intrygę, ale nie pozbawia nas to tego dreszczyku emocji i niepewności, które towarzyszą jednemu z najważniejszych pytań większości kryminałów: kto zabił i dlaczego.

Na każdej z płaszczyzn spotykamy też niejednoznacznych bohaterów, wręcz antybohaterów – Julię Bronicką, która wraz z Manią prowadzi kawiarnię, ale skrywa w swojej przeszłości niejedną tajemnicę oraz kogoś, kogo określiłbym mianem goethowskiego Szatana à rebours, bo chcąc czynić tylko dobro, poniekąd czyni też  czasem zło. Stawia się na pozycji boga, skoro postanawia decydować o ludzkim losie. Płoszaj w każdym przypadku radzi sobie z takim ukazaniem postaci, by niemożliwa była ich jednoznaczna ocena.

W dużym stopniu dotyczy to także innych bohaterów, w tym Mani, choć jej naiwność czasem zwyczajnie irytuje. Chwilami nie byłem w stanie uwierzyć w tak nieograniczoną empatię i zatracenie w miłości, które sprawia, że całkowicie zapominamy o instynkcie samozachowawczym i logice. Z drugiej strony to właśnie Mania wprowadza tu pozytywny nastrój rodem z powieści Chmielewskiej. Jest też para prowadzących śledztwo policjantów. Te postaci nie od razu przekonują do siebie: Płoszaj – być może chcąc uniknąć powielania schematu rozpitych i rozbitych (życiowo) policjantów, tworzy bohaterów, którzy wpadają w inny schemat – Kuba Karski i Tomasz Mielczarek są młodzi, zabójczo przystojni i bystrzy niczym James Bond do kwadratu. Na szczęście nie odbiera im to wiarygodności, bo szybko przekonujemy się, że potrafią też postawić na szali własną przyjaźń, nagiąć prawo i wdać się w konflikt z przełożonymi w imię swojej interpretacji faktów.

„Czarodziejka” wpisuje się w nurt kryminałów zaangażowanych społecznie, zadających ważne pytania, niewątpliwie inspirujących do dyskusji. Agnieszka Płoszaj zaznacza zatem swoją obecność w gatunku w sposób istotny. A zakończenie powieści sugeruje, że nie jest to jej ostatnie słowo.

 

Przeczytaj także: Goniąc prawdę | Piotr Bojarski, Biegacz

Przeczytaj także: Morderstwo, które stworzyło Wistinga | Jørn Lier Horst, Kluczowy świadek

 

Agnieszka Płoszaj, Czarodziejka

W.A.B 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s