Cała prawda o „Niebezpiecznej grze” | Źródła kryminału Joanny Opiat-Bojarskiej

Spojrzałam wtedy na nią i pomyślałam, że właśnie taką zobaczył ją morderca… Taką bezbronną, którą można okraść i uniknąć odpowiedzialności – mówi Joanna Opiat-Bojarska, autorka „Niebezpiecznej gry”.  Książki, która być może pozwoli odkryć kulisy morderstwa sprzed niemal trzydziestu lat.

PRZEMYSŁAW POZNAŃSKI

„W tym domu, z soboty 24 na niedzielę 25 października 1992 roku popełniono wyjątkowo brutalne morderstwo. Ofiarą była Teresa Roszkowska, wybitna scenografka, malarka, legenda polskiego teatru. Mieszkała samotnie, wśród wspomnień, kotów i cennych przedmiotów” – tak rozpoczyna się odcinek programu „Listy gończe”, poświęcony wciąż nierozwiązanej zagadce zbrodni. Zbrodni, której opis znajdziemy też w „Niebezpiecznej grze” Joanny Opiat-Bojarskiej. Ta powieść to druga część serii, rozpoczętej „Grą pozorów”.

Powieść przeciw przedawnieniu

job2_ikona_wazkaBohaterką książki jest psycholog Aleksandra Wilk, którą sprawy zawodowe rzucają do Łodzi. Zawodowe, ale zahaczające o sferę prywatną, bo oto hospitalizowany po wypadku pacjent z amnezją wspomina jej imię i nazwisko. Śledztwo zatacza jednak szerokie kręgi i oto Aleksandra trafia na ślad zbrodni sprzed lat, badanej przez policyjne Archiwum X. Chodzi o zabójstwo starszej kobiety, aktorki, która mieszkała samotnie i dokarmiała koty, a jedynym punktem zaczepienia jest skradziona broszka w kształcie ważki – osobista biżuteria, którą denatka uwielbiała nosić. To taka sama broszka, jaką miała autentyczna ofiara – Teresa Roszkowska.

– W programie „Listy gończe” pojawia się zdjęcie pani Teresy z wpiętą broszką, nieostre, czarno-białe. Pojawia się też szkic broszki, wykonany na podstawie zeznań jednego ze znajomych. Opisałam ją w książce możliwie najwierniej – zapewnia autorka. Po co? – Pomyślałam, że jeśli złodziej i morderca zabrał wtedy tę broszkę, , to ona gdzieś teraz jest. Ktoś ją ma. Może jest w czyimś sejfie, a może na antykwarycznym rynku? Może osoba, która ją zabrała, miała dzieci, przekazała im broszkę, a one nie wiedzą nawet, że to broszka skradziona denatce? – opowiada Opiat-Bojarska. – Broszka gdzieś nadal jest, ktoś musiał ją widzieć, już samo to może pomóc w rozwikłaniu zagadki – przekonuje pisarka. Czy to znaczy, że książka powstała po to, by pomóc w rozwikłaniu zagadki prawdziwej zbrodni? Pisarka nie ukrywa, że byłoby dobrze, gdyby jej praca przełożyła się też na taki efekt.

Pisarskie śledztwo

Książki czasem pomagają w wyjaśnieniu zbrodni. Tak było z głośną powieścią „Amok” Krystiana Bali. Ukazała się w 2003 roku, trzy lata po niewyjaśnionym zabójstwie młodego biznesmena. Uwagę śledczych zwrócił dokładny opis zbrodni zawarty w książce. Autor został zatrzymany i ostatecznie skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo, a powieść w procesie stanowiła ważną poszlakę.

Czy „Niebezpieczna gra” również pomoże śledczym? To się okaże. I to szybko, bo w 2022 roku minie 30 lat od popełnienia przestępstwa i zbrodnia będzie przedawniona. Książka ukazuje się więc w idealnym momencie. Niewiele jednak brakowało, żeby Joanna Opiat-Bojarska nie zainteresowała się tą sprawą. Nie trafiła na nią bowiem sama.

– Miałam już w zasadzie wymyśloną intrygę kryminalną do nowej książki, gdy odezwała się do mnie zupełnie nieznana mi osoba, podająca się za policyjną profilerkę. Sprawdziłam ją,  wspólni znajomi potwierdzili, że kobieta pracuje w policji – mówi. Ta początkowa nieufność znalazła potem odzwierciedlenie w książce: Aleksandra Wilk też początkowo podchodzi do książkowej profilerki z dystansem. Ale zaufanie do konsultantki nie przełożyło się automatycznie na zaufanie do sprawy. – Spojrzałam na fakty i pomyślałam sobie: nuda. Starsza pani, bogata, żyjąca samotnie. Przyszedł złodziej i ją zabił. Nikt po niej nie płakał. Banał – opowiada autorka. – Wierzę jednak, że nic nie pojawia się w życiu przez przypadek, dlatego przyjrzałam się sprawie ponownie, obejrzałam też odcinek „Listów gończych”. Zobaczyłam Teresę Roszkowską i pomyślałam, że właśnie taką zobaczył ją morderca: bezbronną staruszkę, którą można okraść i uniknąć odpowiedzialności. Wtedy poczułam, że wiem, kto mógłby zabić tę kobietę i postanowiłam umieścić ten wątek w książce – wspomina.  Choć prawdziwa sprawa stała się tylko inspiracją, zgadza się wiele faktów –.

Powąchać proch

Joanna Opiat-Bojarska często wychodzi w swoich książkach od prawdziwych zbrodni. Gdy w „Słodkich snów, Anno” miały pojawić się trupy, znajdowane w pociągach, pisarka „wygooglowała” kilkanaście takich przypadków, i wybrała to, co pasowało pod fabułę.

niebezpieczna_gra– Jestem emocjonalnym wampirem. Prawdziwe przypadki poruszają moją wyobraźnię, zastanawiam się jak się czuł morderca, jak się czuła ofiara. Dlaczego doszło do takiego wyładowania – opowiada.

Ale nie przegląda akt. Opiera się wyłącznie na informacjach powszechnie dostępnych. Właśnie po to, by nie kopiować prawdziwych spraw, ale inspirować się ich elementami.

– Tak miałam z „Bestsellerem”, konsultantka opowiedziała mi o pewnej sprawie, wspominając o raczkującej wciąż metodzie identyfikacji dłoni po liniach papilarnych. Z całej sprawy wzięłam tylko ten element. W „Grze pozorów” pomysł na męża Oli zaczerpnęłam ze sprawy autentycznego porwania biznesmena prowadzącego firmę informatyczną. Ale tylko jako punkt wyjścia. Potem uruchomiłam wyobraźnię, poszukałam motywów psujących do fabuły – zaznacza.

Opiat-Bojarska nie chce być reporterem. Nie chce też wkraczać z butami w czyjeś życie.

– Każda autentyczna sprawa wiąże się z czyjąś tragedią. W „Bestsellerze” pojawia się Anioł Śmierci. Znalazłam na ten temat tekst prasowy, Krzysztofa Kaźmierczaka z „Głosu Wielkopolskiego” i pomyślałam: rewelacja – pielęgniarz, który gwałci i zabija. Początkowo chciałam dotrzeć do akt. Ale szybko przyszła refleksja: ten człowiek nie żyje [popełnił samobójstwo – red.], ale przecież ma rodzinę. Czemu mieliby przez to przechodzić ponownie?

Czasem pisarskie śledztwo niespodziewanie wyprzedza rzeczywistość. Powieść „Gdzie jesteś, Leno” zainspirowana była zaginięciem dziewczyny z Gdańska. Umieściłam jednak akcje w Poznaniu, co wymagało ode mnie sprawdzenia jakimi trasami mogła przemieszczać się bohaterka, gdzie wyłapałby ją monitoring, a gdzie nie. Gdy potem – już w Poznaniu – zaginęła Ewa Tylman, nagle miejsca z książki pojawiły się w materiałach dziennikarskich, monitoring pokazał to, co opisałam. Dziwiono się, skąd wiedziałam. A ja po prostu opisałam najbardziej prawdopodobną – bo dokładnie sprawdzoną – wersję wydarzeń.

Pisarka lubi drobiazgowo dokumentować istotne elementy fabuły.

– Pracuję właśnie nad książką, w której ważną rolę odegrają ratownicy medyczni. Poprosiłam więc o możliwość odbycia kilku dyżurów w pogotowiu ratunkowym. Jeździłam karetką, byłam obecna przy stwierdzeniu zgonu, weszłam  do dyspozytorni i posłuchałam rozmów z 999. Lubię widzieć jak to o czym piszę  wygląda w rzeczywistości. Ostatnio byłam też u poznańskich policyjnych  pirotechników. Mogłam powąchać pot i proch – śmieje się. – Potrzebuję takich doznać, żeby serwować czytelnikowi możliwie największą dawkę prawdy. Bo czytelnik na to zasługuje. Pewne szczegóły muszę jednak zachować dla siebie…

 

Przeczytaj także: Uwikłana | Joanna Opiat-Bojarska, Niebezpieczna gra

Przeczytaj także: OSACZONA | Joanna Opiat-Bojarska, Gra pozorów 

 

Wykorzystane w kolażu zdjęcie Joanny Opiat-Bojarskiej autorstwa Karoliny Sikorskiej (wszelkie prawa zastrzeżone),

zdjęcie Teresy Roszkowskiej z programu „Listy gończe”