„Poświst” Justyny Hankus jest opowieścią o brzemionach, które szczególnie trudno zrzucić, skoro ciążą nie tylko w skutek własnych win, ale także win odziedziczonych – pisze Przemysław Poznański.

Biada Krzemiennej. Dopóki podążający do Charamu Jakub nie znajdzie kamienia, na którym złoży głowę, by zasnąć, dopóty z nieba po drabinie nie zejdą chroniące wieś anioły. Do tego czasu mieszkańcy zadowolić muszą się zmieniającą obierki jabłka w monety Agatą Rojową i całym panteonem inkluzów czy kłobuków, których opieka bywa jednak na tyle skuteczna, na ile oni sami zadbają o to, by nie kusić zła.
Po świetnej powieści „Dwie i pół duszy” Justyna Hankus powraca z kolejną narracją utrzymaną w autorskiej konwencji folk noir. Wiąże subtelnymi literackimi nićmi świat rzeczywisty ze światem nadprzyrodzonym, wplatając ludowe wierzenia w codzienność, splatając grzechy ludzkie z winami latawic czy południc. Robi to, by opowiedzieć o ludziach usiłujących – najczęściej bezskutecznie – zrzucić z barków dręczące ich słabości.
Domy, studnia i plebania
Chromy mężczyzna niesie na barkach Rojową, która w ten sposób przybywa do Krzemiennej – tak zaczyna się powieść. Od brzemienia w najbardziej dosłownym wymiarze. Mamy rok 1930 i odciętą od świata wieś w Beskidach, żyjącą naturalnym rytmem, choć tu wyznaczanym także przeraźliwym pianiem koguta, a może przysposobionego przez Michala Harvana kłobuka. Da się je znieść tylko wtedy, gdy ma się w uszach zatyczki. Trzeba o nich pamiętać, jak pamięta się o niedzielnej mszy, ale i o tym, by uważać na czające się wokół zło, mające korzenie w pogańskich wierzeniach.
Pianie to też brzemię, ale znośne. Bohaterowie „Poświstu” nosić będą bowiem ciężary znacznie większe. Hankus wprowadza nas w ten świat wędrując z nami od domu do domu, od plebanii po studnię, w której mieszka Utopiec, wychodzący czasami, aby ukraść plater słoniny albo jajko. To tak poznajemy postaci przypisane do Krzemiennej – zdaje się, że nierozłącznie. Emilia i Peter, wnuki organisty Josepha Otta, Zosia, do której przylgnie miano „nic dobrego”, ksiądz Wisiński czy, sprzedający kapliczki z Maryjami o rysach Hanki Ordonówny niedawno przybyły do wsi artysta Adam Nosik.
Farby, sukienki, ozdoby
Te kapliczki będą zresztą zwierciadłem, w którym przejrzeć się może cała wieś – tyle tu wszak warstw piękna nałożonych na surowe drewno, tyle brzemion farby, sukienek i ozdób, że aż nie sposób dojrzeć pod nimi prawdy. Nikt zresztą nie chce jej dojrzeć – jest zbyt bolesna, zbyt mocno zakorzeniona w ludzkiej naturze, a przez to zbyt wstydliwa. Tego co dzieje się w czterech ścianach, lepiej więc nie zauważać, by ktoś nie wytknął nam tego, co skrywamy sami.
Świat wykreowany przez Justynę Hankus nie jest więc wolny od przemocy domowej, gwałtów, pijaństwa czy zdrad. Pod osłoną nocy i okiennic dzieje się tu krzywda. Na jaw wychodzą prawdziwe demony, o wiele gorsze niż zamieszkujące wierzby czy jeziora, stworzone z ludowej wyobraźni. Dzień i noc wirują w tańcu, wyznaczanym pianiem kłobuka, płaczem dzieci, poczuciem straty, niespełnieniem, pożądaniem i bólem.
Przeczytaj także:
Wyimek z portretu
Ten świat potrzebuje poświstu. Katharsis. Ten świat potrzebuje konfrontacji, która przyniesie zrozumienie tego, jak niszczycielska bywa natura. Szczególnie natura ludzka, niepodlegająca żadnym ograniczeniom, za nic mająca zakazy i nakazy. Taka konfrontacja nie zmaże jednak grzechów. Na pewno nie do końca. Nie, póki raz zasiana trauma potrafi przenosić się z pokolenia na pokolenie.
„Poświst” to portret zbiorowy, do którego w pewnym momencie autorka przykłada lupę. Tak przenosimy się do roku 2023 i poznajemy Mariannę, wnuczkę Emilii. Ta opowieść, skoro jest wyimkiem z większego obrazu, nie może być i nie jest tworem osobnym. Hankus wrzuca nas tu do współczesnej Warszawy, która jest tyleż prawdziwym miastem, z linią metra, osiedlami i ulicami, co przedłużeniem Krzemiennej, miejscem, na którym za sprawą bohaterów, wyrasta mech utkany z tego, co duchowe, co ludowe, co nadprzyrodzone. Nie da się bowiem istnieć bez korzeni, nawet jeśli zostały one dawno temu zainfekowane trucizną.
Którzy nieśli
„Poświst” to opowieść o tej truciźnie. Oto wrzuceni zostajemy w świat artystki, która z dnia na dzień traci pracę. Nie dzieje się tak bez powodu – Mariannę dręczą bowiem od pewnego czasu myśli, sny i głosy, które skutecznie uniemożliwiają jej wywiązywanie się z powierzonych projektów. Jej świat zaczyna się walić. Prędzej czy później będzie musiała poszukać pomocy, co oznacza, że będzie musiała zdobyć się na to, by opisać i zrozumieć brzemię, które nosi.
Brzemię do zrzucenia najtrudniejsze, bo wymagające nie tylko wejrzenia w głąb siebie, ale także próby zrozumienia wszystkich tych, którzy nieśli je przed nią.
Justyna Hankus, Poświst. Folk noir
Powegraph, 18 czerwca 2025
ISBN: 9788367845830

