recenzja teatr

Ludzie za murem | The Wall, reż. Paweł Miśkiewicz, Teatr Dramatyczny

Jednostkę zderzoną z murem bezdusznej systemowej opresji najlepiej opisuje poczucie straty. Nieodwracalnej, a przez to dogłębnie przejmującej. O wystawianym w Teatrze Dramatycznym w Warszawie spektaklu „The Wall” pisze Przemysław Poznański.

Wojna – niezależnie od tego, czy toczy się w dalekim, czy zatrważająco bliskim tle – dotyka każdego z bohaterów tego spektaklu. Ale wojna – choć z powodu niesionego zniszczenia jest źródłem bólu, to przecież nie jest praprzyczyną tego, z czym zmagać muszą się bohaterowie tej patchworkowej, a przecież jednocześnie niezwykle spójnej opowieści, ułożonej przez scenarzystkę Joannę Bednarczyk i reżysera Pawła Miśkiewicza z fragmentów dzieł najważniejszych dzisiaj pisarzy, laureatów Nobla, finalistów i zdobywców Pulitzera czy Bookera.

Tym praźródłem jest opresyjność struktur państwa, które w działaniach poddanych logice „większego dobra”, pojmowanego jako dobro owego Państwa (w gruncie rzeczy abstrakcyjnej idei, a nie choćby dobra wszystkich obywateli), nie tyle zapomina o jednostce, jej prawach, potrzebach i jej uczuciach, ile od początku nie bierze ich w ogóle pod uwagę. Człowiek nie jest już nawet trybikiem czy pionkiem, ale odrzutem, niebranym pod uwagę w agendzie działań, wtłoczonym w prawdziwe tryby machiny – czy to biurokratycznej, czy militarnej, czy też politycznej.

Nieznośny dyskomfort współuczestnictwa

„The Wall” – spektakl trwający niemal cztery godziny – zaczyna się od sceny znanej z „Nad morzem” Abdulrazaka Gurnaha, gdy starszy mężczyzna, używający skradzionego nazwiska Radżab Szaaban, przylatuje do Londynu i podając się za uchodźcę próbuje uzyskać azyl, nie zdradzając się przy tym – tak mu poradzono – ze znajomością angielskiego. Nawet bez zagłębiania się w samą powieść łatwo wyczuć tu w całej pełni bezsilność jednostki rozdartej między dwoma reżimami, systemami, wtłaczającymi człowieka w swoje tryby: kolonializmem i jego pochodnymi pod postacią ksenofobii czy nacjonalizmu a biurokracją. Między przemocą militarną a systemową, zapominającą, że z założenia państwo w swoich działaniach ma służyć człowiekowi, a nie przesuwać go na margines, za paragrafy.

Co ważne, cały ten epizod rozgrywa się przy rzęsiście oświetlonej widowni, na przedłużonej scenie, wchodzącej w pierwsze rzędy foteli. To sprawia, że nie jesteśmy już widzami, schowanymi w zacienionej, bezpiecznej przestrzeni widowni, ale stajemy się uczestnikami zdarzeń. Gdy bowiem znika klasyczny podział na proskenion i theatron, gdy znika niewidzialny mur klasycznego podziału teatralnej przestrzeni, stajemy się pasażerami na lotnisku, obserwującymi scenę rozmowy uchodźcy i urzędnika migracyjnego dzierżącego w swym ręku stempel mogący uchylić drzwi, ale i je zawrzeć. Jesteśmy niemymi świadkami, którzy nie mogą już pozostać obojętni na to, co rozgrywa się wokół nich.

Splątanie czasu i miejsca

W obliczu rozgrywającego się wokół zła nie da się być tylko widzem – zdaje się nam mówić reżyser. Dlatego ten zabieg powróci choćby w drugiej części przedstawiania, gdy zasiądziemy w domu bohatera „Jednego dnia z życia Abeda Salamy” Nathana Thralla. Tuż naprzeciw niego lub wręcz obok niego, gdy w pewnej chwili bohater opuści scenę i zajmie miejsce na widowni. Ale Paweł Miśkiewicz doskonale rozgrywa podczas spektaklu całą przestrzeń sceny i widowni, zacierając między nimi granice, dzięki czemu, korzystając też z multimediów – niemal bez zmiany scenografii – przenosi nas w światy fizycznie odległe i zdarzenia rozgrywające się tyleż w przestrzeni zamkniętej, co na bezkresnym polu bitwy.

Światy, w których konkretny czas – wynikający choćby z adaptowanej prozy – przestaje mieć znaczenie. Rzeczywistość spektaklu jest co prawda zakorzeniona w konkretnych wydarzeniach, jak front I wojny światowej, intifada, czy lata 2000 na Zachodnim Brzegu, a wreszcie dystopijna przyszłość Dublina, ale i jest „czasem poza czasem”, w tym znaczeniu, w jakim doświadczenia bohaterów okazują się być uniwersalne i w jakimś sensie powtarzalne, choć zawsze też jednostkowe. 

Przeczytaj także:

Mury mentalne

Bo „The Wall” operuje światami kameralnymi, skupionymi na emocjach konkretnych bohaterów, choć jednocześnie niejako wspólnie dojrzewających do pełnego goryczy zrozumienia swojej nieistotności, nieważności, przedmiotowości. We fragmentach „Bratniej duszy” Davida Diopa, opowieści o dwóch czarnych żołnierzach z Senegalu, wcielonych w czasie pierwszej wojny światowej do armii francuskiej, z których jeden oglądać musi agonię drugiego, „bliższego mu niż brat”, znajdziemy  bezduszność nie tyle nawet wojny (lub nie tylko), ile machiny odczłowieczającej żołnierza i traktującej go jako przedłużenie karabinu, lub wręcz jako broń, w czym zarówno pobrzmiewa kolonializm, gdy padają rozkazy kapitana Armanda i systemowy rasizm (sam wygląd czarnego mężczyzny ma odstraszać wrogów).

Klimat wojny, tym razem domowej, znajdziemy też w Irlandii przyszłości, zapożyczonej z „Pieśni proroczej” Paula Lyncha. W realiach totalitarnego reżimu wprowadzonego przez prawicową partię National Alliance nabrzmiewa konflikt przeradzający się w bratobójczą walkę. Ta scena pokazuje wyraźnie, że podbój, podporządkowanie sobie innych, nie musi mieć tylko podłoża ksenofobicznego, wystarczą inne poglądy. Dla nas jednak najważniejszy będzie tu mikroświat Eilish Stack, matki i żony, za wszelką cenę próbującej chronić dzieci i męża,, bezsilnej jednak w zderzeniu z opresyjnością systemu reprezentowanego tu przez tajną policję GNSB. Koresponduje to z sytuacją znaną z „Jednego dnia z życia Abeda Salamy”, a więc rozpaczą rodziców postawionych w obliczu śmierci syna, Milada – ofiary wypadku, ale i ofiary bezdusznego systemu, dzielącego ludzi na lepszych (Izraelczycy) i gorszych (Palestyńczycy) w rzeczywistości okupacji Zachodniego Brzegu. W przeplatającej się z nią opowieści o konflikcie palestyńsko-izraelskim – wziętej z „Drobnego szczegółu” Adanii Shibli – poraża z kolei wpisane w wojenną, niejako anonimową przemoc, doświadczenie przemocy indywidualnej, osobistej: gwałtu na młodej kobiecie i jej zabójstwa.

Dwie strony muru

Indywidualność cierpienia w obliczu nieodwracalnej straty przy jednoczesnej powtarzalnej bezsilności jednostki w obliczu totalitarnego systemu podkreśla powracanie aktorów w nowych rolach. Katarzyna Herman będzie i Eilish Stack, i matką Milada, Maksymilian Piotrowski zagra Milada, ale i Madembę Diopa, który błagać będzie przyjaciela, Alfę Ndiaye o zadanie mu śmiertelnego ciosu. W tego ostatniego wcieli się Paweł Tomaszewski, ale zobaczymy go też choćby jako jednego z synów Eilish Stack, Marcin Bosak zagra Salamę, ale i Larry’ego Stacka, działacza związkowego, jednego z wrogów nowego irlandzkiego reżimu.

Te powroty – a dotyczą one także ról granych przez Magdalenę Czerwińską, Annę Kłos i Martę Nieradkiewicz – nie muszą być jednak oczywiste. Już w pierwszym epizodzie ujrzymy choćby Piotrowskiego w roli funkcjonariusza urzędu migracyjnego. Bo – co być może przeraża równie mocno jak indywidualne tragedie – opresyjny system to też ludzie. Stojący po drugiej stronie barykady, za murem, odgradzającym ich od ofiar. „The Wall” to opowieść o tym podziale na dwie strony barykady, ale skupiona właśnie na ofiarach i ich dojmującej bezsilności wobec wyrastającego przed nimi muru obojętności, nienawiści, opresyjności. Ale też o tym, jak łatwo przestać być tylko beznamiętnym widzem: wystarczy nie chować się w mroku obojętności.

The Wall, reż. Paweł Miśkiewicz
scenariusz, dramaturgia: Joanna Bednarczyk
scenografia: Barbara Hanicka
kostiumy: Hanka Podraza
muzyka: Maja Kleszcz, Wojtek Krzak
wideo, światło: Marek Kozakiewicz
choreografia: Dominika Wiak
operator kamery live: Kamil Siegmund

obsada: Marcin Bosak, Magdalena Czerwińska, Katarzyna Herman, Anna Kłos, Paweł Miśkiewicz (gościnnie), Marta Nieradkiewicz, Maksymilian Piotrowski (AST), Paweł Tomaszewski

Premiera 10 maja 2025
Relacja ze spektaklu 22 czerwca 2025

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej