Bohaterów prozy Wojciecha Guni spotkamy w chwilach, gdy wiedzą już, że spomiędzy napierających na nich ścian labiryntów nie ma ucieczki i nawet tworzenie w tej niesprzyjającej przestrzeni własnych światów nie musi dawać szansy na przetrwanie. O „Kiedy będziesz gotowy, idź” pisze Przemysław Poznański.

Czy to jeszcze jest weird fiction – konwencja, w której Gunia jest na polskim rynku mistrzem? I tak, i nie. Nie, bo autor uznanej powieści „Nie ma wędrowca” i nagradzanego „Domu Motta” rezygnuje tu w zasadzie z anturażu fantastyczności, szukając grozy nie tyle w tym, co dziwne, niezwykłe, niesamowite, ile w tym, co zwyczajne, codzienne, a przecież niosące ze sobą pewną niewytłumaczalność, najczęściej wynikającą z niezrozumienia otaczających bohaterów realiów. I tak, to wciąż weird fiction – i to dokładnie z tego samego powodu. Wojciech Gunia realizuje bowiem w najnowszym tomie swojej prozy to, co w tej konwencji jest dla mnie od zawsze najbardziej poruszające: szuka poczucia lęku w lęku bohaterów, przerażenia w ich przerażeniu, rezygnacji w ich rezygnacji.
Bo „Kiedy będziesz gotowy, idź” to proza głęboko psychologiczna, eksplorująca ludzkie poczucie odrzucenia i wynikającą z niego niepewność. „Nic w życiu nie było dla mnie. Wszystko, czego pragnąłem, zdarzyło się dla kogoś innego” – czytamy w jednym z opowiadań. To zdanie najlepiej odda rys postaci, jakie zgromadzi Gunia w tych ośmiu prozach, zebranych w niezwykły tom opowieści o ludziach wrzuconych w realia przerastające ich dotychczasowe doświadczenie, pozostawionych na marginesie zdarzeń, zapomnianych, nieważnych. A przecież trzymających się wciąż – niczym nici Ariadny – chęci dalszego trwania.
Próba porządkowania chaosu
To trwanie może mieć różne oblicza, lecz nigdy nie jest trwaniem bezkarnym. Nie można się zderzyć z prawdziwym mrokiem i pozostać tym samym człowiekiem, przetrwać bez skazy, bez blizny, bez wewnętrznego rozedrgania. Autor nie potrzebuje już fantastyki – o ile potrzebował jej kiedykolwiek – by opowiedzieć nam takie historie, jak ta o mężczyźnie próbującym ratować potrąconego psa („Okruchy dla nocy”). Wystarczy Guni ukazanie poczucia bezradności, maskowanej wściekłością, a wreszcie zrozumienia braku sprawczości tam, gdzie nagle przychodzi stąpać po cienkiej granicy między życiem a śmiercią. Pokaże też czynioną przez bohatera próbę oswojenia sytuacji, będącą jednym z częstych w tych prozach aktów stwarzania światów – tu w myśl zasady, że na początku jest słowo, a konkretnie imię, jako element porządkowania chaosu.
Znajdujemy bowiem bohaterów Guni w momentach, gdy stare światy, w których żyli – światy mieszczące się w ich strefach komfortu – zostają zburzone, odarte z pozorów bezpieczeństwa i ładu, unieważnione. Tak będzie choćby w czerpiącym z judeochrześcijańskiej mitologii tytułowym opowiadaniu tomu, nawiązującym do wypędzenia z raju i de facto opisującym to, co istotne dla wszystkich zawartych tu opowieści, mniej lub bardziej skupionych na konieczności ucieczki, opuszczenia domu, odejścia (niekoniecznie w chwili, gdy jesteśmy na to gotowi), jako elementu dającego nadzieję na przetrwanie.
Przeczytaj także:
Pozory bezpiecznej enklawy
Nie ma tu wprost odwołań do naszych realiów, a przecież jednocześnie nie sposób zignorować ech naszych społecznych lęków, w tym rezonującej w nas wojny za wschodnią granicą, klimatycznej katastrofy, czy upadku dotychczasowych wartości. Musi więc nami wstrząsnąć opowiadanie „Którzy przyszli” o postawach moralnych w obliczu wojny bez końca, ale przede wszystkim może „Płyną” – narracja prowadzona z punktu widzenia dziecka wysłanego w obliczu nadciągającego zła do miejsca odciętego od świata, nieprzyjaznego, nieznanego, stwarzającego jednakowoż pozory bezpieczeństwa, choć przecież również naznaczonego strachem i zmuszającego młodego bohatera do przewartościowania jego wiedzy o świecie.
Tu znowu Gunia sięga do arsenału mitów, do idei powrotu do raju, który ma stać się ostoją pośród chaosu końca świata, a przecież jest to groteską podszyta wizją zrodzoną ze świadomości, że taki powrót nie jest możliwy, jak niemożliwe jest ponowne znalezienie się w łonie matki. Stąd każdy raj odnaleziony jest pozorem raju, do którego prędzej czy później dotrą echa i w końcu też widome znaki chaosu, wojny, zniszczenia. Możemy budować nasz nowy dom pośród ścian labiryntu, ale ten z założenia (jak w opowiadaniu „Pneumatyczne”) nie zaoferuje nam prawdziwego schronienia, a jedynie chwilowy komfort odcięcia.
Proces przemiany
Stwarzanie światów dokonuje się u Guni poprzez proces psychologicznej przemiany. Czasem opisanej językiem traumy, zmuszającej bohaterów do odrzucenia dotychczasowych wzorców, czasem wspomaganej wizualizacją, jak w „Wieży milczenia”, gdzie zamknięta na głucho fabryka, symbol zbiorowego poczucia rezygnacji ubożejących mieszkańców miasta, staje się w jednej chwili – w wyniku drobnej fizycznej zmiany, być może zresztą wyobrażonej – symbolem mniej lub bardziej ulotnej nadziei.
Czasem to też podszyty psychologią proces pozornie fizyczny, jak w „Przemianie Tamary D.”, gdzie dostajemy narrację będącą wstrząsającą opowieścią o demonach domowej przemocy, o niewyobrażalnym piekle kobiety, zdanej na łaskę oprawcy. Chwytając się narzędzi groteski sięga Wojciech Gunia – wprost przy tym cytując dzieło Franza Kafki – do naszych atawistycznych lęków, pokazując przemianę, która okazuje się próbą stworzenia swojego świata poprzez budowanie skorupy zobojętnienia, chitynowej tarczy, mającej dać bohaterce pozory siły.
Ucieczka totalna
Pośród opowiadań umieścił też Gunia mikropowieść, zasysającą jak gąbka wszystkie obecne tu lęki. To „Trzy spotkania z Jonaszem Dotem” – zimna i mroczna opowieść przepojona poczuciem przemijania, zanurzona w lepkiej mgle niedopowiedzeń, a przede wszystkim niespełnień, w której raj (rozumiany bardziej nawet jako bardo, a na pewno nie jako Eden), ów nowo stwarzany dla siebie świat, musi być jednocześnie ucieczką od tego, co przyziemne, banalne, opresyjne. Ucieczką totalną i bezkompromisową.
To opowieść o niezwykłej muzyce jako budulcu osobnej rzeczywistości, de facto o kokonie, w którym może i dochodzi do przemiany, lecz jeśli tak, to à rebours. Rezonuje to najpełniej z naszymi narastającymi obawami, że tak naprawdę nie ma wyjścia spomiędzy napierających na nas ścian labiryntu przemocy, opresji – niezależnie od jej źródeł – a wiara w stworzenie własnej enklawy jako świata bezpiecznego, może być tylko reakcją obronną naszego umysłu.
Wojciech Gunia, Kiedy będzie gotowy, idź
Wydawnictwo IX, Kraków, 15 lutego 2025
ISBN: 9788368257144
(Un)safe worlds | We will meet the protagonists of Wojciech Gunia’s prose at moments when they already know that there is no escape between the walls of labyrinths pressing down on them, and even creating their own worlds in this unfavorable space does not necessarily give them a chance to survive. Przemysław Poznanski writes about “Kiedy będziesz gotowy, idź” (When you’re ready, go).

