felieton

Jedenaste przykazanie | Felieton Dawida Kornagi

Jesteś na miejscu. Punktualnie. Może nawet pięć minut przed czasem, żeby nie wyglądać na spóźnionego desperata. Mija dziesięć minut. Piętnaście. I nagle przychodzi wiadomość: „Zaraz będę”. Już wiesz, że to nie „zaraz” i raczej nie „będę” – pisze w kwietniowym felietonie Dawid Kornaga.

Dawid Kornaga, fot. Rafał Meszka

Dlatego gdybym to ja był Jahwe i objawił się Mojżeszowi na Górze Synaj, do Dekalogu dorzuciłbym jedenaste przykazanie: Bądźcie punktualni. Oczywiście, w swym bożym miłosierdziu dopowiedziałbym: Bądźcie w miarę punktualni, starajcie się być takimi, zróbcie wszystko, by dotrzymać obranego terminu.

Pewnie każdy ma takich znajomych (lub już byłych), którzy albo notorycznie się spóźniają, albo robią to od czasu do czasu, ale jak już, to tak, że zaraz was trafi wiadomo co. Kiedy wy pędzicie na złamanie karku, by stawić się na czas, oni przychodzą na luzaku i jeszcze mają do was pretensje, że „czepiacie cię”. Wy siedzicie samotnie w lokalu, nie mogąc już z braku laku wczytywać się w smartfon, a oni spokojnie wysyłają wiadomość (o ile wysyłają), że mają obsuwę, że korki, że to i tamto (tutaj wpisz wymyślne kłamstwo lub półprawdę…).

Bywają sytuacje, że niestety dochodzi do spóźnienia. O ile dotyczy to nas i nikogo tym nie krzywdzimy, to w porządku. Konsekwencje ponosimy tylko my. Przedłużyło się nam pakowanie i nie zdążamy na lotnisko. Cóż, przepadnie bilet, nie polecimy wybranym samolotem, poniesiemy wszelkie dodatkowe koszty. Skandalicznie spóźnimy się na rozmowę o pracę; w recepcji podziękują nam, rekruter już wyszedł, nie mówiąc o tym, że ani myśli mieć tak nierzetelnego pracownika. W branży kreatywnej dużo podobnych przykładów: ktoś nie dowiózł zakontraktowanego scenariusza w określonym terminie, produkcja już rusza, a tekstu nie ma. Ktoś inny zobowiązał się do redakcji książki, kiedy „nagle” powiadamia wydawnictwo, że potrzebuje jeszcze dodatkowego kwartału. Ta osoba może być pewna, że więcej zleceń nie otrzyma.

Gorsze bywają jednak spóźnienia, które odbijają się na innych w sposób czasem druzgoczący. Zwłaszcza psychicznie. Konsekwencje ponosi spóźniający się, ale też ten punktualny. Zrobił wszystko, by stawić się o danej godzinie, a tu przykra niespodzianka. Przykłady można wymieniać w nieskończoność, ponieważ dotyczą często banalnych spotkań, randek czy imprez – po znacznie „grubsze”. Pamiętam, jak kiedyś jechaliśmy autokarem z gośćmi weselnymi do miejsca, w którym miał odbyć się ślub. Kierowca przez ignorancję nie włączył nawigacji, wydawało mu się, że trafi bez przeszkód do celu. W efekcie zjechał z trasy w skrzyżowanie wcześniej, pewny, że jedzie perfekcyjnie. Kiedy zaczęliśmy zwracać mu uwagę, że zaraz zacznie się uroczystość i coś jest nie tak, kierowca w panice zaczął zawracać, kluczyć. Para młoda musiała czekać na nas prawie pół godziny.

Jest bardzo łatwy sposób na to, by nie mieć problów z punktualnością. Po prostu wychodzić wcześniej. Okażemy tym samym szacunek osobie, z którą się spotykamy. I cała filozofia. Warto zauważyć, że ci notoryczni spóźnialscy zazwyczaj – jeśli chodzi o ich interes, typu dotarcie na dworzec –  jakoś cudownie „zdrowieją” ze spóźniania się i zawsze przyjeżdżają na czas. Nadmierna punktualność może przerodzić się u niektórych w typową Reisefieber, wolę jednak tę opcję niż notoryczne odwlekanie w czasie.

Natomiast trzeba przyznać, że punktualność kontra spóźnianie się może pełnić ciekawą funkcję fabularną i symboliczną. Spóźnienie lub przybycie na czas może być kluczowym punktem zwrotnym. Ktoś zdąży uratować życie albo się spóźni i katastrofa staje się faktem. Oczekiwanie i poczucie presji czasu napędzają słynny suspens. Ile razy bohaterowie muszą dotrzeć na czas, by coś uratować. Bomby w filmach akcji, pociągi, samoloty. A i życie drugiego człowieka.

Obrazowym przykładem jest tutaj film Biegnij Lola, biegnij. Pewien mężczyzna gubi w pociągu torbę, w której jest 100 tysięcy marek (wtedy jeszcze nie było euro, film jest z 1998 roku) przeznaczonych dla szefa mafii. Za dwadzieścia minut szef przybędzie odebrać pieniądze – jeśli typ ich nie odda, gangster go zabije. Na pomoc przybywa mu jego dziewczyna, właśnie Lola. Ma… 20 minut, by go uratować. Inny przykład. Czekając na Godota Samuela Becketta. Brak punktualności, nomen omen, Boga/zbawcy stanowi mocną ironię na temat sensu istnienia i absurdalnego oczekiwania.

W życiu prywatnym wolę jednak żelazną konsekwencję: albo się jest punktualnym, albo nie jest. Każda postawa pociąga za sobą określone skutki. W końcu bardzo trudno utrzymywać relacje z ludźmi niesłownymi, a więc niepunktualnymi. Łatwo im zawieść, zatem nie można na nich polegać. Dziś spóźni się na spotkanie, jutro spóźni się z oddaniem ci pożyczki. Punktualność kryje w sobie głęboki aspekt etyczny. Jest miarą traktowania innych. Kto nie przeżył jakże trywialnej sytuacji, kiedy czekał na umówionego hydraulika. Ten nie tylko spóźnił się trzy godziny, lecz nawet nie powiadomił wcześniej, że ma legendarną obsuwę.

Lepiej otaczać się ludźmi punktualnymi, dotrzymującymi słowa, po prostu szanującymi nas oraz innych. Jedenaste przykazanie wpływa na relacje, związki miłosne, przyjacielskie. Pokazuje, kim jesteśmy w niekiedy malutkich sprawach, które jak wiele o nas mówią.

Przeczytaj także:

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej