W rytmicznych uderzeniach siekier słychać opowieść o poczuciu wyższości – wobec przyrody, wobec podbijanych ludów, wobec wszystkiego, co można sobie „uczynić poddanym”. O „Drwalach” Annie Proulx pisze Przemysław Poznański.

Ponad trzy stulecia, cztery kontynenty – saga Annie Proulx, jej niewątpliwe opus magnum,to godna podziwu podróż poprzez historię amerykańskiego, a ściśle kanadyjskiego osadnictwa, w której przeplatać się będzie też opowieść ekologiczna w duchu Henry’ego Davida Thoreau, opowieść o okrucieństwach kolonializmu, czerpiąca jednak przy tym garściami z mitu amerykańskiego snu, a nawet opowieść feministyczna.
Ta wielopokoleniowa, a co za tym idzie wielowątkowa historia (wydana po raz pierwszy w Polsce w 2017 roku, teraz ukazująca się po raz drugi, w tym samym znakomitym przekładzie nieżyjącego już Jędrzeja Polaka) staje się szybko złożonym z portretów indywidualnych wielkim, zbiorowym freskiem odmalowującym z całą dbałością o realia epok ludzkie dążenia do posiadania. Ziemi, ale i do posiadania władzy nad innymi ludźmi. A z drugiej strony także do posiadania prawa do życia na własnych zasadach i do odzyskania utraconej tożsamości.
Las, który jest całym światem
„Drwale” to powieść realistyczna, drobiazgowo osadzona w realiach czasów, odzwierciedlająca właściwą dla opisywanych epok mentalność i ambicje. Ale to też powieść po części symboliczna, wykorzystująca motyw lasu, drzew jako odzwierciedlenia ludzkich pragnień, przedmiotu pożadania, korelatu majątku, bogactwa, ale i ekwiwalentu domu, a w końcu – a może przede wszystkim – niemego świadka zagłady, dokonywanej przez przybyszów z Europy i jej najlepszego miernika. Bo choć nie zabraknie w powieści Proulx odniesień do eksterminacji rdzennej ludności Kanady, wypychania jej z zajmowanej od zawsze ziemi, prób narzucenia jej nowej wiary i zwyczajów, to przecież las, a w zasadzie jego rabunkowa eksploatacja i powolna degradacja, ukaże najlepiej skalę nieposkromionej pazerności tych, którzy uznają, że wszystko co zastaną w kolonii, jest im z założenia należne, skoro postępują w myśl biblijnej zasady głoszącej: „czyńcie sobie ziemię poddaną”.
Taka myśl przyświeca z pewnością nowemu osadnikowi, monsieur Trépagny’emu, który przybywa do Nowej Francji, by zamienić w żyzne pola nieskończony las, który „jest całym światem”, i który „obraca się wokół siebie jak wąż połykający własny ogon, przez co nie ma początku ani końca”. Najemnymi pracownikami, zobowiązanymi przez trzy lata do pracy na jego rzecz są René Sel i Charles Duquet – drwale i zarazem protoplaści dwóch rodów, których losy splatać się będą odtąd przez pokolenia w tej wielkiej historii ludzi i drzew.
„Podporządkować sobie tę złowrogą puszczę”
Proulx – autorka znana m.in. z „Kronik portowych” i opowiadania „Tajemnica Brokeback Mountain” – losy wszystkich bohaterów złączy z lasem w sposób dosłowny, niezależnie od tego jaką komu na przestrzeni dziejów wyznaczy rolę: grabieżcy, obrońcy przyrody, bezwolnego świadka. Śledzić będziemy więc, skądinąd godną podziwu, ciężką pracę drwali, ujrzymy powstawanie fortuny opartej na rabunkowej eksploatacji obszarów leśnych, skupionej wokół zakupu coraz to nowych połaci lasu, wyrębu – legalnego i nielegalnego – szukaniu rynków zbytu, spławianiu, transporcie statkami, korowaniu czy obróbce drewna w tartakach.
„Jesteśmy tu po to, żeby karczować las, podporządkować sobie tę złowrogą puszczę” – odpowie Trépagny na pytanie, czemu warzyw i zbóż nie uprawia się najpierw w miejscach niezalesionych. Ta mentalność konkwistadora właściwa będzie wszystkim, którzy bezrefleksyjnie traktować będą przyrodę jako źródło zysków, z założenia niewyczerpalne. Do tego stopnia, że ignorować będą nawet oczywiste konsekwencje tragicznego w skutkach wylesiania, w tym błotne lawiny – nawet wtedy gdy staną się one źródłem wymiernych biznesowych strat. Nie zaprzestaną grabieży przyrody, nawet wtedy, gdy okaże się, że w Maine „wejmutek już nie ma”, bo co to za problem, skoro „zostały sosny czerwone i drzewa liściaste”.
Przeczytaj także:
Las – niemy świadek zagłady
Z drugiej strony pokaże nam autorka „Drwali” jak owa puchnąca od zysków machina spychać będzie na margines tych z bohaterów, którzy – także ze względu na swoje korzenie, na powinowactwo z rdzennym plemieniem Mikmaków – wybiorą drogę symbiozy z lasem. Z lasem znikającym w oczach, podobnie jak ziemie, na których możliwe jest wciąż jeszcze życie zgodne ze zwyczajami przodków. W otoczeniu drzew, ale też z lasem jako niemym obserwatorem zagłady całego ludu, wymordowywanego i wynaradawianego, spychanego do rezerwatów, pozbawionego szans na godną egzystencję.
Inna sprawa, że z szacunku dla historycznej i psychologicznej prawdy Proulx nie zdecyduje się na wyznaczenie ostrej linii oddzielającej jednoznacznie „złych białych osadników” od „dobrych rdzennych mieszkańców”, lecz na przestrzeni czasu wymiesza postawy i poglądy, tworząc choćby postać Dietera Breitsprechera (w części rozgrywającej się w pierwszej połowie XIX wieku), świadomego znaczenia rozważnej gospodarki leśnej, czy każąc – choć wyłącznie z powodów ekonomicznych – nająć się rdzennym mieszkańcom do wyrębu drzew.
Las wielu pokoleń
Nic w tym jednak dziwnego, skoro mamy do czynienia z sagą, a więc dziełem poddanym zasadzie wielopokoleniowości, w którym przyjdzie nam poznać kilkadziesiąt postaci pierwszoplanowych – naszych przewodników po kolejnych odsłonach opowieści – z ich indywidualnymi traumami, pragnieniami, poglądami, przekonaniami. Kogóż tu nie znajdziemy! Będzie ambitny przedsiębiorca budujący fortunę tak w oparciu o lasy, jak i intratne małżeństwo, będzie wyprawa do Chin i do Nowej Zelandii – tej ostatniej również okradanej z drzewostanu, w tym pożądanych drzew kauri. Będą społeczne zmiany, których przykładem stanie się emancypacja jednej z bohaterek, dążącej – wbrew zwyczajowi – do zrównania swojej pozycji w rodzinnym biznesie z mężczyznami.
Będą tu też wielkie miłości i małżeństwa z rozsądku, namiętności, rozczarowania, wielkie straty i wielkie nadzieje, będą w końcu też śmierci, często gwałtowne, jakby stanowić miały paralelę dla gwałtu zadawanego przyrodzie, jakby były efektem tej samej pazerności, której ofiarami padają drzewa. Bo powieść Annie Proulx jest opowieścią o okrucieństwie – wobec przyrody, ale i wobec ludzi, o poczuciu wyższości, o nieposkromionym apetycie na bogactwo i determinacji, by ów głód zaspokoić. Jest też opowieścią pełną miłości do świata przyrody i głośnym wołaniem o opamiętanie – zanim będzie za późno, zanim zniknie ostatnie drzewo.
Annie Proulx, Drwale (Barskins)
Wydanie II
Przełożył Jędrzej Polak
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 25 września 2024
ISBN: 9788368217483
Trees and People | In the rhythmic blows of axes one can hear a story about a sense of superiority – towards nature, towards conquered peoples, towards everything that can be “made subject” to oneself. Przemyslaw Poznanski writes about “Barskins” by Annie Proulx.

