recenzja

Gdy kawa zastępuje sen | Bartłomiej Kowaliński, Kajdany

Kawa zastępująca sen, szybkie zmiany miejsca akcji, poszlaki zmieniające punkt widzenia, hipotezy, które padają jak klocki domina i mozolna dochodzeniowa robota – wszystkiego tego nie zabraknie na kartach powieści „Kajdany” Bartłomieja Kowalińskiego. Recenzuje Jakub Hinc.

Kiedy stare winy nie doczekują się rozgrzeszenia, wrony wydziobią oczy, wilki rozszarpią ciała, a kryjące się w kanałach wszechobecne szczury wygryzą języki – taki mroczny świat przedstawia nam Bartłomiej Kowaliński w „Kajdanach”. Ale jest to też opowieść o tym, jak dążącym do znalezienia sprawcy policjantom i prokuratorom kawa zastępuje sen. Bo czas ucieka, a ludzkie życie może być zagrożone.

Spod Giewontu na Kleparz

We wcześniejszych swoich książkach Kowaliński karę za zbrodnię wymierzał w górach, bo to Tatry były tłem dla śledztw, jakie prowadził dziennikarz Paweł Wolski. Teraz autor nie tylko przenosi akcję do Krakowa, ale też każe prowadzić dochodzenie zupełnie innemu duetowi. Ma to swoje fabularne konsekwencje. O ile więc wcześniej w sprawę zaangażowany był dziennikarz śledczy, o tyle teraz dostajemy rasowy kryminał oparty na dochodzeniu prokuratorsko-policyjnym. Nie zmienia się jednak to, że do czynienia mieć będziemy ze zbrodnią i potrzebą ustalenia motywu, jakim kieruje się sprawca.  

Zmiana scenerii pociąga za sobą potrzebę wiarygodnego przedstawienia – w miejsce górskich szlaków – „planu miasta” ze wszelkimi zaułkami i zapomnianymi skrytkami, ale też zapełnienia tła właściwymi dla scenerii nietuzinkowymi postaciami drugiego planu. Wymaga również wiernego przedstawienia nie tylko samego przebieg śledztwa w realiach dochodzenia, ale też ukazania całego system wzajemnych zależności, powiązań służbowych i poddywanowej walki o stołki – zarówno na komendzie, jak i w gabinetach prokuratorów. Bo przecież tajemnicą poliszynela jest, że choć na zewnątrz policyjny świat jawi się jako monolit, to w jego trzewiach trwa walka buldogów, a sprawy, na których można wypłynąć, wspiąć na kolejny szczebel służbowej hierarchii, są łakomym kąskiem. Z kolei te, na których można się wyłożyć, są podrzucane niczym kukułcze jajo.

Kobieta w kajdanach

Kraków, listopad 2022 roku. Trwa rewitalizacja jednego z zaniedbanych parków na Kleparzu. Policja odbiera niepojące zgłoszenie. W piwnicy kamienicy stojącej przy jednej z pobliskich ulic zostają znalezione kobiece zwłoki. Na miejsce zdarzenia przyjeżdża prokuratorka z okręgówki. Zamordowana ma ręce skute kajdanami i jest to najbardziej widoczny ze śladów, które zostawia po sobie sprawca. Określenie kajdany wydaje się tu być zresztą jak najbardziej na miejscu, bo to czym skrępowane są ręce ofiary trudno inaczej nazwać. Sprawą zajmuje się początkowo prokurator rejonowy, ale szybko trafia ona w ręce prokuratorki okręgowej Agnieszki Sadowskiej. Dlatego tak się stało? To jedno z pytań, na które odpowiedzi szukać będzie bohaterka.

Śledztwo nie będzie jednak łatwe, bo chociaż morderca zostawia sporo tropów, to nijak nie można go namierzyć. A co więcej, każdy ze śladów zdaje się zrazu prowadzić może nie tyle na manowce, co w zupełnie inną stronę. Wielowątkowe dochodzenie, w które z czasem zaangażowanych zostanie znacznie więcej śledczych, po pewnym czasie zakreśli krąg, w jakim porusza się sprawca. Cóż jednak z tego, skoro prokurator Sadowska i pomagający jej komisarz Sebastian Korczula z komendy wojewódzkiej zdają się szukać… No właśnie kogo? Ducha? Pewne jest tylko to, że sprawca zdaje się wiedzieć o mieście, o Kleparzu i Podgórzu, więcej niż śledczy, skutecznie unika więc choćby miejskiego monitoringu.

Przeczytaj także:

W poszukiwaniu motywu

Zespół dochodzeniowy szybko dochodzi do wniosku, że na jednym morderstwie może się nie skończyć. Chcąc zapobiec kolejnej tragedii śledczy muszą jak najszybciej poznać motywy sprawcy, ale też ustalić co go pchnęło do zbrodni akurat w dżdżysty i śnieżny dzień. Będzie to oznaczało zagłębienie się w mroczne sekrety ludzkiej psychiki, w traumy, które dają o sobie znać w najgorszy sposób.

Czas goni śledczych, bo nie wiadomo kiedy i gdzie sprawca znów uderzy. Autor zadba o szybkie zmiany miejsca akcji, podsunie śledczym poszlaki, które w jednej chwili zmienią ich punkt widzenia i sprawi, że hipotezy padać będą jak klocki domina. Jest to bowiem opowieść, jaką zazwyczaj pisze życie – bez łatwych rozwiązań i nagłych olśnień. Jest to opowieść, w której będzie wina, będzie kara, ale czy będzie rozgrzeszenia? Może uda się znaleźć zrozumienie, choć raczej jako wytłumaczenie, a nie usprawiedliwienie.

Stare grzechy

Ale „Kajdany” to też opowieść o starych grzechach, które prędzej czy później ujrzeć muszą światło dzienne. Starych winach, które domagać się będą odpokutowania, bo raczej nie odkupienia. Grzechach, które okażą się być jedną z najbardziej destrukcyjnych sił. A jedną z istotnych zagadek  w tej powieści będzie znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, czyje to są grzechy.

Kowaliński stawia m.in. ważne pytania także o te prawdziwe, choć często niewidoczne kajdany, z którymi musi się borykać ludzka psychika. O wszelkiego rodzaju traumy, nieprzepracowane krzywdy, zło, jakiego doświadczyliśmy. Są bowiem w tej powieści ofiary i jest sprawca. Ale jest też cały system mniej lub bardziej ukrytych zależności, które sprawiają, że musimy sobie zadać pytania o źródła zła i złożoność pojęcia winy.

Bartłomiej Kowaliński, Kajdany
Wydawnictwo Initium, 23 października 2024
ISBN: 9788368205046

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej

Odkryj więcej z Zupełnie Inna Opowieść

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej