„Obcy. Romulus” – opowieść o poszukiwaniu drugiej szansy – składa się w dużej mierze z cytatów zaczerpniętych z wcześniejszych filmów z serii. Ale jest to cytowanie pozbawione kompleksów, a zarazem – najczęściej – niepozbawione wdzięku.

Seria „Obcy”, zapoczątkowana filmem Ridleya Scotta z 1979 roku, wydawała się po części czwartej, czyli „Obcym. Przebudzeniu” Jean-Pierre’a Jeuneta z 1997 roku wyczerpana – zakończona fabularnie, ale też stylistycznie, gdy groza niebezpiecznie skręciła w kierunku groteskowego przerysowania, ocierając się o swoją własną parodię. Sam Scott ożywił co prawda serię w prequelach „Prometeusz” oraz „Obcy. Przymierze”, ale rodzaj przygody, jaką zaoferował, poddanej rozważaniom filozoficznym, dotyczącym sensu istnienia, bardziej zatem złozożonej, oddalała franczyzę od jej źródeł, czerpiących ze slasherowej, nieskomplikowanej w gruncie rzeczy opowieści SF.
Wspólny dla wszystkich filmów był za to punkt wyjścia, realizujący jeden z największych toposów fantastyki, czyli topos spotkania z obcym – jednak nie w opcji znanej choćby z „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, ale w tej, opisanej już w „Wojnie światów” H. G. Wellsa, a więc zakładającej wrogość rozumnych pozaziemskich istot wobec ludzi. Wspólna była też zresztą idea głosząca, że pokonać zło można tylko razem, nawet jeśli oznacza to dla większości ryzyko utraty życia.
Raz jeszcze oko w oko z ksenomorfem
Nie inaczej jest w „Obcym. Romulusie”, który to film pełnymi garściami czerpie przecież z poprzednich odsłon, czasem wręcz cytując znane nam już rozwiązania fabularne i de facto stanowiąc reboot serii. Bo Álvarez nie przygotował dla nas filmu, który rewolucjonizowałby serię, lecz obraz, który ma być powrotem do korzeni, sentymentalnym wręcz przywołaniem i rozwinięciem wątków znanych z pierwszego filmu, a zatem powrotem do przygody, która czasem nas przestraszy (jak u Scotta), najczęściej jednak wciągnie w kosmiczny pojedynek z groźnymi ksenomorfami (jak w „Obcych. Decydującym starciu” Jamesa Camerona), których jedynym celem jest zabicie każdego, kto stanie na ich drodze, lub uczynienie z niego inkubatora dla kolejnych pokoleń przechodzących metamorfozę w organizmach żywicieli.
Film Álvareza rozgrywa się zresztą chronologicznie po „Obcym – ósmym pasażerze Nostromo”, a przed filmem Camerona, co umiejętnie podkreślone zostało scenografią, w tym layoutem grafiki na ekranach komputerów, a nawet przywołaniem wprost cyfrowego wizerunku jednej z postaci znanych z pierwszego filmu. Wszystko po to, by opowiedzieć nam historię ściśle wynikającą z dzieła Scotta, ale zarazem osobną, spin-offową, rozgrywającą się równolegle do historii Ellen Ripley.
Korporacja wyzysku
Punkt wyjścia, a w zasadzie pierwsza scena filmu, przenosi nas wprost do zakończenia filmu Scotta. Oto sonda kosmiczna znanej nam doskonale korporacji Weyland-Yutani bada wrak USCSS Nostromo i znajduje organiczny obiekt zawierający ksenomorfa. Zaraz potem zobaczymy jednak sceny, które znacząco rozszerzają uniwersum „Obcego” – trafimy bowiem na planetę, gdzie ulokowana jest kolonia Jackson’s Star, niewolniczo wręcz wykorzystująca ludzką siłę roboczą. Codzienność kolonii, zlokalizowanej na planecie, otoczonej lodowymi pierścieniami, zasnutej przemysłowym dymem do tego stopnia, że nigdy nie widać na niej słońca, daleka jest więc od sugestii towarzyszącego kolonistom etosu pionierów terraformujących obce światy, jaki mógł sugerować film Camerona. Działania korporacji okazują się w każdym przypadku takie same – ich celem jest zysk, a nie dobro pracowników.
Z takiej rzeczywistości wyrastają konkretni bohaterowie. To osieroceni „młodzi dorośli” (ich rodzice zmarli w skutek zbyt wyczerpującej pracy i skażenia), pozbawieni nadziei na opuszczenie planety. Żelazny uścisk kapitalizmu nie daje im innej szansy na zmianę losu, niż bunt, albo ucieczka. Ale nie są przecież rewolucjonistami, dlatego – gdy nadarzy się okazja – wybiorą drugie rozwiązanie. Będą tylko musieli wcześniej dostać się na stację kosmiczną orbitującą wokół ich rodzinnego świata. Rzecz w tym, że choć stacja wygląda na opuszczoną, to przecież szybko okaże się, że bohaterowie nie są na niej sami.
Przeczytaj także:
Ludzie (i android) kontra obcy
Reżyser i scenarzysta w jednej osobie oraz jego współcenarzysta, Rodo Sayagues, stawiają na znane rozwiązania. Na stację rusza Tyler (Archie Renaux), jego siostra Kay (Isabela Merced), Bjorn (Spike Fearn), kuzyn Tylera i jego dziewczyna Navarro (Aileen Wu). Przede wszystkim jednak w wyprawie w nieznane udział weźmie wyrastająca na postać pierwszoplanową, Rain (Cailee Spaeny), była dziewczyna Tylera, opiekująca się przyszywanym bratem, androidem Andym (David Jonsson). To tej szóstce przyjdzie zmierzyć się z niebezpieczeństwem, któremu – co przecież wiemy – za jakiś czas nie podoła nawet oddział komandosów.
Konkretne sceny – mniej lub bardziej oryginalne – złożą się w opowieść znaną, ale przez to lubianą, bo odwołującą się do naszych sentymentów, w której nie zabraknie twarzołapów składających w ciele ofiar embriony, kwasu zastępującego krew ksenomorfów, przeżerającego kolejne pokłady statku, korporacyjnego cynizmu i wreszcie nierównej walki na śmierć i życie, niewolnej od czynów tchórzliwych, ale i bohaterskich.
Obcy, 45 lat później
„Obcy. Romulus” jest filmem o poszukiwaniu drugiej szansy. Drugiej szansy, jaką dla bohaterów mogłoby być wyrwanie się z matni naznaczonego znojem i chorobami życia, pozbawionego jakiegokolwiek sensu. Drugiej szansy, jaką po likwidacji obcego przez Ripley i zaginięciu jej kapsuły ratunkowej chce dać sobie Weyland-Yutani, pozyskując DNA ksenomorfa. Przede wszystkim jest to jednak próba dania drugiej szansy franczyzie, nadania jej nowego biegu, sprawienia, że możliwy będzie restart serii.
Álvarezowi się to udało. Może zbyt często mruga do nas, odwołując się nie tylko do dwóch pierwszych filmów, ale i do „Obcego. Przebudzenia” czy nawet „Prometeusza”, by stworzyć dzieło całkowicie oryginalne, lecz – jak się zdaje – taki był jego cel: zadowolić dzisiejszych pięćdziesięciolatków, którzy oryginalnego „Obcego” widzieli w kinie, ale i stworzyć film dla dzisiejszych starszych nastolatków, dla których będzie to wciągające ciekawe doświadczenie wsiąkania w tę historię – szerszą niż jeden film. Udowadnia tym sam prawdę, którą znamy od czterdziestu pięciu lat: „Obcy” jest rzeczywiście gatunkiem niezniszczalnym.
Obcy. Romulus, reż. Fede Álvarez
Premiera w Polsce: 15 sierpnia 2024
Scenariusz Fede Álvarez, Rodo Sayagues, na podstawie postaci stworzonych przez Dana O’Bannona i Ronalda Shusetta
Produkcja: Scot Free, Brandywine
Dystr. Disney
Second Chance | “Alien. Romulus” – a story about the search for a second chance – consists largely of quotations taken from earlier films in the series. But it is a quotation devoid of complexes, and at the same time – mostly – not devoid of charm.

